Ostatni akt zdeptania Osi Zła!
Majowe obchody święta zwycięstwa nad faszyzmem są zawsze polem do dyskusji na temat faktycznej daty zakończenia II wojny światowej i rozprawienia się ze wszystkimi mackami totalitarnej hydry Adolfa Hitlera, Benito Mussoliniego i japońskiego cesarza Hirohito, która – zjednoczona – miała rządzić światem po wsze czasy. Rozbieżności wynikają z dość prozaicznych przyczyn. Walki na froncie europejskim zakończyły się w maju 1945 roku, gdy przedstawiciele hitlerowskich Niemiec podpisali bezwarunkową kapitulację niemieckiej armii, NIE PAŃSTWA! Tymczasem wojna na Pacyfiku trwała do 2. września 1945 roku i dopiero kapitulacja Japonii przesądziła o całkowitym zakończeniu konfliktu. Przedstawiciele Japonii i Stanów Zjednoczonych sygnowali wtedy bezwzględną kapitulację Kraju Wschodzącego Słońca i to właśnie tę datę możemy uznać jako faktyczne pokonanie Osi Zła. Jeśli chodzi o teatr europejski – 7. maja kwaterze głównej Alianckich Sił Ekspedycyjnych, w Reims na terytorium Francji, odpowiednie dokumenty sygnował generał Alfred Jodl, reprezentujący OKW – Naczelne Dowództwo Wehrmachtu. Co ciekawe – i tutaj pojawił się admirał von Friedeburg, ponownie reprezentujący dowództwo marynarki wojennej. Lotnictwo reprezentował mjr Wilhelm Oxenius. Sposób przyjęcia kapitulacji został jednak oprotestowany przez Sowietów, którzy zażądali sygnowania dokumentu raz jeszcze, tym razem w obecności przedstawicieli czterech mocarstw – Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji.
Faktycznie, akt podpisania dokumentu, identycznego w treści, powtórzono następnego dnia. Tym razem w odpowiedniej asyście reprezentantów alianckich potęg. Sygnatariuszem kapitulacji był feldmarszałek Wilhelm Keitel, który złożył swój podpis na dokumencie 8. maja po godzinie 22:00 w Berlinie. Obok niego III Rzeszę reprezentowali znany nam już von Friedeburg oraz gen. Hans-Jürgen Stumpff (lotnictwo). Po stronie aliantów podpisy złożyli przedstawiciele czterech czołowych mocarstw (choć obecność reprezentanta Francji wzbudzała uzasadnione kontrowersje): w imieniu USA – gen. Carl Andrew Spaatz, w imieniu Związku Radzieckiego – marsz. Gieorgij Żukow, w imieniu Wielkiej Brytanii – marsz. Arthur Tedder i w imieniu Francji – gen. Jean de Lattre de Tassigny.
Traktującym po łebkach kwestie historyczne umyka fakt ogromu ciężaru, jaki na siebie wzięli Rosjanie i ZSRR we wspólnej koalicji antyhitlerowskiej i antyimperialistycznej. Straty ludności ZSRR w wyniku II wojny światowej szacowane są na około 27 milionów ofiar. Obejmują one zarówno straty wśród żołnierzy, jak i ludności cywilnej.
Przyjrzyjmy się statystykom:
Szacunkowe dane o ludności ZSRR w roku 1940 mówią o ok. 124,5-151 mln obywateli (korzystałem z kilku książek i stron internetowych w poszukiwaniu tych danych, liczby są bardzo rozbieżne). Niemcy w roku 1939 – posiadały ok. 80.6 mln obywateli. Ich całkowite straty szacuje się na ok. 7 milionów cywili i żołnierzy. Clausewitz i kilku innych teoretyków wojskowości zakładało, że przy stratach w liczbie żołnierzy rzędu ok. 10% całkowitej populacji państwa staje się ono całkowicie niezdolne do prowadzenia wojny. Patrząc na straty ZSRR widzimy heroizm ludzi radzieckich i radzieckiego żołnierza, który się objawił na niespotykanym poziomie w walce do ostatecznego zwycięstwa.
X X X
Dekretem Prezydium Rady Najwyższej ZSRR dzień 3. września 1945 roku został ogłoszony świętem zwycięstwa nad Japonią. Dzień wcześniej Cesarstwo Japońskie podpisało akt kapitulacji, mimo że zamierzało walczyć jeszcze przez co najmniej dwa lata. Związek Radziecki, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy, zmusił ją do poddania się po zaledwie dziesięciu dniach. W sierpniu 1945 roku Włochy przeszły na stronę aliantów, a Niemcy zostały całkowicie pokonane i skapitulowały. Ostatnią twierdzą Osi było Imperium Japońskie, które zaciekle walczyło z Amerykanami na froncie Pacyfiku. Japończycy ponieśli porażki na całym teatrze działań wojennych, ale nie mieli zamiaru się poddać, to była kwestia mentalności, to była sprawa honoru. Było to bardzo podobne do szaleństwa skazańców: piloci kamikaze, jednomiejscowe łodzie podwodne, wypełnione materiałami wybuchowymi, samurajowie z katanami rzucający się do walki wręcz, krzyczący: „Banzai!”. Japońscy żołnierze byli gotowi stanąć na śmierć i życie za swojego cesarza i zabić jak najwięcej wrogów, nawet kosztem swojego istnienia. Prawie 2 miliony Amerykanów i ich sojuszników kontynuowały walkę z siedmiomilionową armią cesarską Japonii na wyspach rozsianych po Oceanie Spokojnym. Dowódcy amerykańscy przewidywali, że aktywne walki przed całkowitą klęską Japonii mogą potrwać co najmniej kolejne dwa lata. Oznaczało to więcej ofiar, więcej zmarnowanych pieniędzy podatników i więcej niezadowolonych Amerykanów. Hideki Tojo, japoński premier i minister armii, jeden z inicjatorów ataku na amerykańską bazę w Pearl Harbor w 1941 roku, którego kariera nabrała rozpędu podczas służby w Armii Kwantuńskiej, powiedział: „Jeśli te białe diabły wylądują na naszych wyspach, duch Japonii przeniesie się do naszej wielkiej cytadeli, Mandżurii, gdzie mamy niezwyciężoną, waleczną Armię Kwantuńską”.
25. lipca 1945 roku prezydent USA, Harry Truman, premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill i przewodniczący Chińskiego Rządu Narodowego, Czang Kaj-szek przedstawili Japonii warunki ostatecznej kapitulacji. Ultimatum poczdamskie stwierdzało, że jeśli Japonia nie zaakceptuje zaproponowanych warunków, zostanie poddana „najszybszemu i najpełniejszemu zniszczeniu”. Japonia odrzuciła ultimatum i 6. sierpnia 1945 roku amerykański bombowiec B-29, sygnowany nazwą Enola Gay zrzucił na Hiroshimę ładunek Little Boy, bombę atomową o mocy 18 kiloton. Japończykom dano jasne pojęcie, co oznacza „szybkie i całkowite zniszczenie”. Ale i to zrobiło wrażenie tylko na kilku ministrach japońskiego rządu; pozostali byli zdecydowani kontynuować walkę absolutnie do końca. Tylko rozpędzona machina wojenna Związku Radzieckiego mogła pomóc „skłonić Japonię do pokoju”. (Cdn.)
Roman Boryczko,
czerwiec 2025

