Gospodarka i politykaPolecane

Niemcy są naiwnym pionkiem USA, który nie ma siły, by odwrócić bieg wydarzeń (5)

Czy strategia USA działa na Ukrainie? Fakty

Moim zdaniem militarna porażka NATO na Ukrainie jest faktem od września 2023 roku. Omówiliśmy to już we wrześniu ubiegłego roku w artykule „Ukraina jest militarnie skończona”. Od tego czasu rosyjskie zdobycze terytorialne stale rosną, a od kilku tygodni Rosjanie otwierają nowy front na północy na przeciw Charkowa, co doprowadziło do ponownego rozszerzenia frontu, jeszcze bardziej przerzedzając siły ukraińskie.

Rosjanie nie muszą rozpoczynać dużej ofensywy – i do tej pory tego nie zrobili – ale zamiast tego wykańczają siły ukraińskie na stale wydłużającej się linii frontu małymi postępami. Straty Ukrainy w ciągu dnia stale rosną i już dawno przekroczyły punkt strat niemożliwych do odtworzenia. Broń, docierająca na Ukrainę z NATO, nie rozwiąże problemu – brakuje nie tylko żołnierzy, ale przede wszystkim woli ze strony ludności ukraińskiej, aby iść na śmierć za USA. Ponadto prezydent Zełenski rządzi bez podstawy prawnej od maja. Nie dopuścił do żadnych wyborów, ponieważ zostałby odsunięty od władzy. Sam ten fakt uniemożliwia negocjacje z legalistycznymi Rosjanami.

Przytoczone fakty leżą na stole; czy ci się to podoba, czy nie, to i tak nie ma znaczenia. Rosja zwycięży militarnie w tym konflikcie. Naród rosyjski jest zjednoczony, infrastruktura wojskowa i cywilna funkcjonuje, a gospodarka kwitnie.

 

Tym razem USA nie osiągnęły celu – czy na pewno?

USA zawiodły w starciu z Rosją na kilka sposobów: po pierwsze, nie osiągnęły celu militarnego, a ta porażka szkodzi prestiżowi Ameryki jako największej potęgi militarnej. Po drugie, wojna sankcji przeciwko Rosji okazała się całkowitą porażką. NATO zostało osłabione, a Rosja wzmocniona. Liczby MFW mówią same za siebie. Niemcy nawet nie znajdują się na liście.

USA nie zdołały osłabić Rosji. Jednak strategia USA jest o wiele bardziej cyniczna. Wróćmy do Mackindera: porozmawiajmy o George’u Friedmanie, obecnym szefie amerykańskiej geostrategii, następcy Mackindera i Brzezińskiego, że tak powiem:

„Głównym interesem Stanów Zjednoczonych w ostatnim stuleciu, czyli w czasie pierwszej wojny, drugiej wojny i zimnej wojny, były stosunki między Niemcami a Rosją, ponieważ zjednoczone te dwie siły byłyby jedyną potęgą, która mogłaby nam zagrozić, więc musimy się upewnić, iż tak się nie stanie” – George Friedman.

Celem jest zatem zapobieżenie sojuszowi Niemiec z Rosją. Jeśli nie da się osłabić Rosji jako głównego przeciwnika, istnieje możliwość zapobieżenia sojuszowi poprzez uczynienie z Niemiec i Rosji wrogów i/lub przez zniszczenie Niemiec. Obecnie Niemcy są wrogo nastawione do Rosji i znacznie osłabione przez ten konflikt. Konflikt militarny z Rosją prawdopodobnie zniszczyłby Niemcy po raz kolejny. USA są zatem na „właściwej” drodze – po raz trzeci po 1918 i 1945 roku.

 

Niewielkie prawdopodobieństwo zmiany kierunku Niemiec. Niemiecka ludność straciła drogę

Podobnie jak 80 lat temu, Niemcy stracili drogę. Dusza ludu została zatruta przez medialną propagandę nienawiści, a ludność jest źle poinformowana o swojej sytuacji gospodarczej i militarnej – II wojna światowa przesyła swoje upomnienie. Dopiero po szczerej rozmowie z Niemcami byliby oni w stanie właściwie ocenić sytuację i wywrzeć presję na rząd, którego członkowie są niekompetentni, ale mistrzowsko realizują swoje osobiste interesy.

 

Ci, którzy sprawują władzę, chcą utrzymać swoją pozycję i swój standard życia

W samym rządzie panuje całkowity brak kompetencji. Nie muszę nawet o tym teraz dyskutować, ponieważ jest to tak oczywiste. Z amerykańskiej perspektywy skład rządu jest dobrym wyborem: Scholz, Habeck, Baerbock i jakkolwiek się nazywają.

Z powodu braku wykształcenia i słabości charakteru, tacy ludzie nie mieliby żadnych szans na zdobycie stanowiska w wolnej gospodarce, które pozwoliłoby im zarabiać taką ilość pieniędzy, aby latać prywatnymi odrzutowcami, podróżować limuzynami i nocować w najlepszych hostelach na świecie. Nie znam żadnego właściciela firmy, który zatrudniłby panią Baerbock jako pracownika w jakiejkolwiek firmie na jakąkolwiek funkcję.

Ci politycy doskonale o tym wiedzą i robią wszystko, co w ich mocy, aby nadal wieść takie życie. Instrukcje z Washingtonu lub Brukseli są zatem skrupulatnie wypełniane, aby zagwarantować sobie zachowanie intratnej posady. Chcą być ponownie wybrani lub otrzymać nowe stanowisko ze względu na swoją „lojalność” wobec Washingtonu, która zapewnia im wysoki standard życia. Obecnie pojawiają się nawet spekulacje, że pani Baerbock mogłaby zostać następczynią Urszuli von der Leyen w Brukseli. Można zatem wykluczyć, że obecny rząd zmieniłby swoje stanowisko, ponieważ ich własne interesy mu na to nie pozwalają.

 

Nowe wybory nie przyniosą żadnych zmian

Ani ludzie, ani obecny rząd nie będą zatem chcieli ani nie będą w stanie dokonać zwrotu o 180 stopni. Czy nowe wybory zmienią obraz sytuacji?

Również w tej kwestii jestem skrajnie pesymistyczny. Jedynymi grupami politycznymi, które mogłyby odważyć się na ponowną ocenę Rosji, są AFD i Sojusz Sarah Wagenknecht. Władze zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują wszelkie dostępne środki, z podstawą prawną lub bez niej, aby zniszczyć AFD i wyśmiać Wagenknecht.

Bez konieczności wchodzenia w analizy prawne, oskarżenia przeciwko AFD są już same w sobie absurdalne. AFD jest oskarżana o prawicowy ekstremizm, a jej członkowie są określani jako naziści. Nawet niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji bada te kwestie. Sytuacja wygląda zatem następująco: podżegacze wojenni od CDU/CSU do Zielonych, czyli od lewa do prawa, nazywają AFD – która obok Sojuszu Sarah Wagenknecht jest jedyną partią, opowiadającą się za negocjacjami z Rosją i sprzeciwiającą się wojnie -nazistami i chcą jej zakazać. Pojęcia są fałszywe, a historia wydaje się być zatarta.

Można wyczuć, że w Niemczech są ludzie, którzy sprzeciwiają się podżeganiu wojennemu rządu i mediów i wychodzą na ulice, ale nawet gdyby AFD osiągnęła genialny wynik, nie przyniesie to zmiany.

Według najnowszych danych z niedzielnego sondażu wyborczego do Bundestagu, AFD uzyskałaby od 14% do 19%, dane w zależności od organizacji sondażowej, a Sojusz Sarah Wagenknecht od 5% do 8%. Chociaż są to dobre wyniki w porównaniu z wyborami w 2021 r. (AFD: 10,3%, Sojusz Sarah Wagenknecht dopiero co powstał), nie wystarczą, aby przechylić równowagę sił w Bundestagu w stronę pokoju.

Co gorsza, CDU/CSU prawdopodobnie wygra wybory, a Friedrich Merz, którego USA nie muszą już kupować, ponieważ stało się to już lata temu ze względu na jego mandat w Blackrock, zostanie kolejnym kanclerzem federalnym na podstawie dzisiejszych danych. Więcej pro-USA, a zatem więcej pro-wojny, nie jest zatem możliwa zmiana. W zależności od wyniku wyborów powstanie albo koalicja z SPD, albo kolejna trójpartyjna koalicja z Zielonymi. Wiele musiałoby się zmienić, aby zapobiec takiemu wynikowi.

 

Głosy przestrogi ucichły

W Niemczech brakuje zatem wewnętrznych sił, które mogłyby doprowadzić do zmiany. Głosy sprzeciwiające się temu, są już systematycznie uciszane przez system (rząd i media). Paralele między działaniami dzisiejszych rządzących a działaniami z lat 30. XX wieku są zdumiewające i niepokojące. Od 1933 r. stosowano podobne podejście, najpierw łagodne, a potem coraz bardziej surowsze wobec dziennikarzy zadających pytania, aż do momentu, gdy ostatecznym rozwiązaniem było morderstwo lub obóz koncentracyjny. Fakt, że Scottowi Ritterowi odmówiono pozwolenia na opuszczenie własnego kraju kilka dni temu, pokazuje, iż nielegalne praktyki są już w USA faktem i wkrótce staną się rzeczywistością również w Niemczech. (Cdn.)

 

Peter Hanseler

Tłum. Andrzej Filus

Źródło: Zerohedge

(Visited 25 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *