Sztuczna inteligencja, ludzkość i wieża Babel (2)
Jeśli znacie powieść, zapewne wiecie, iż główny wątek narracji dotyczy Marka i Jane Studdocków, świeżo poślubionej pary, której życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy Mark – idealistyczny naukowiec – zostaje przyjęty („zrekrutowany”) do Narodowego Instytutu Skoordynowanych Eksperymentów, o ironicznym akronimie N.I.C.E. Dlaczego ironiczne? Ponieważ pozornie jest to jedynie „postępowa” organizacja naukowa, ale podstępnie kieruje się złowrogimi, nadprzyrodzonymi pobudkami – w rzeczywistości, niepokojąco antycypując dzisiejsze Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) i tak zwane „elity” z nim związane.
Mark coraz bardziej uwikłany jest w plan N.I.C.E., mający na celu przeobrażenie ludzkości i całkowite wyeliminowanie życia organicznego (co zdaje się mieć miejsce pod koniec filmu Transcendence w reżyserii Wally’ego Pfistera z 2014 roku), podczas gdy Jane – stopniowo oddalająca się od męża – zaczyna doświadczać czegoś, co okazuje się proroczymi snami. Czuje się zmuszona szukać pomocy u grupy w St. Anne’s Manor, pod przewodnictwem dr Elwina Ransoma, głównego bohatera, spotykanego w całej trylogii. Jest on uczonym i przywódcą duchowym, który utrzymuje również kontakt z istotami niebiańskimi i jest oddany walce z demonicznymi planami i siłami N.I.C.E.
Z powyższego powinno już wynikać, że powieść porusza głębokie tematy: korupcję instytucji (co czyni ją roman noir, choć z kilkoma zwrotami akcji), zagrożenie ze strony nieograniczonej władzy naukowej i technologicznej, konflikt między wiarą a dogmatycznym materializmem, a wreszcie odkupienie relacji. Jednym z ważnych wydarzeń w fabule jest przebudzenie Merlina, legendarnego czarnoksiężnika z rodu Artura, który staje się kluczowym sojusznikiem w walce z N.I.C.E. To oczywiście sytuuje powieść, przynajmniej częściowo, w sferze fantasy. Kulminacyjne wydarzenia rozgrywają się w siedzibie N.I.C.E. w Belbury, gdzie druid Merlin, obdarzony boskimi mocami, podważa kontrolę organizacji, siejąc paraliżujący chaos językowy wśród jej członków podczas tego, co miało być jej przełomowym bankietem i prowadząc do jej upadku.
W tym miejscu również biblijna historia o pysze wieży Babel ujawnia swoje znaczenie. Podczas kluczowego bankietu N.I.C.E. Merlin przywołuje nadprzyrodzoną klątwę, która bezpośrednio nawiązuje do biblijnego wydarzenia, stwierdzając, że ci, którzy „pogardzili” słowem Bożym, utracą zdolność do komunikacji językowej. Ta „klątwa Babel” ma natychmiastowy i katastrofalny skutek, ponieważ przywódcy N.I.C.E., szczycący się manipulacją i kontrolą za pomocą języka, zostają nagle zmuszeni do wygłaszania obelżywych bzdur, niezrozumiałych dla innych.
Innymi słowy, klątwa Babel objawia się w tym, że ich mowy stają się bezsensownym bełkotem, pogrążając ich w zamieszaniu i chaosie. To odzwierciedla konsekwencje zesłania przez Boga w Starym Testamencie pomieszania języków na budowniczych Wieży Babel i pozostawienia ich w wielkim chaosie. Jak poważne konsekwencje może mieć pomyłka językowa lub nieporozumienie, zostało w pamiętny sposób pokazane w filmie Babel (2006) w reżyserii Alejandra Gonzáleza Iñárritu, który przypomina o wzorcowym charakterze biblijnej opowieści z Księgi Rodzaju 11:1-9.
To, że N.I.C.E. w powieści Lewisa trafnie antycypuje dzisiejsze Światowe Forum Ekonomiczne (WEF), jest oczywiste, gdy Mark – w rozmowie z trafnie nazwanym Profesorem Frostem, który jest pozbawiony wszelkich ludzkich uczuć (ss. 317-319) – wysuwa argument na rzecz zachowania gatunku ludzkiego, zamiast jego redukcji poprzez wojnę. W odpowiedzi Frost odrzuca opinię Marka, stwierdzając jednoznacznie, iż być może istniały czasy, gdy wojna musiała chronić ludzi, którzy byli nadal „użyteczni” w tamtym czasie, ale że w obecnych czasach tacy ludzie stali się „balastem” – przypominającym to, co globalistyczni mordercy nazywają dziś „bezużytecznymi zjadaczami”. Co jednak bardziej trafne, Frost ucieka się do retoryki eugeniki, mówiąc Markowi, iż „wojna naukowa” ich czasów ma na celu zachowanie naukowców i „…aby wyeliminować typy regresywne, jednocześnie oszczędzając technokrację i zwiększając jej wpływ na sprawy publiczne. W nowej erze to, co dotychczas było jedynie intelektualnym jądrem rasy, ma stopniowo stać się samą rasą. Należy postrzegać gatunek jako zwierzę, które odkryło, jak uprościć odżywianie i poruszanie się do tego stopnia, że dawne, złożone organy i potężne ciało, które je zawierało, nie są już potrzebne. To potężne ciało ma zatem zniknąć. Tylko jedna dziesiąta jego części będzie teraz potrzebna do podtrzymywania mózgu. Jednostka ma stać się w całości głową. Rasa ludzka ma stać się w całości technokracją”. (Cdn.)
Bert Olivier,
20. marca 2026 r.
Tłum. Andrzej Filus
Za: Brownstone Institute
Bert Olivier pracuje na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Wolnego Państwa. Prowadzi badania w zakresie psychoanalizy, poststrukturalizmu, filozofii ekologicznej i filozofii technologii, literatury, kina, architektury i estetyki. Jego aktualnym projektem jest „Zrozumienie podmiotu w kontekście hegemonii neoliberalizmu”.

