Niekiedy nie trzeba słów
Dotarł do nas album, gdzie słowa są zbyteczne. Jeżeli już gdzieś obrazy mówią, zwłaszcza w dzisiejszym – sztucznym – świecie, to na pewno czynią to prace Mariusza Kiryły. Spoglądając na miss page (stronę okładkową), która w tajemniczy sposób zaprasza, by ją otworzyć, wprowadzani jesteśmy w malarski świat, przypominający świetliste prace Williama Turnera, ale też monochromatyczny luminizm Rembrandta van Rijn.
Za światem okładki ukrywa się świdnicki twórca.
Dzięki fotografiom Katarzyny Dębek i jej serii portretów Kiryły, możemy zanurzyć się w świecie zmagań artysty z materią. Kadry portretowe dają szansę, byśmy ujrzeli to, co nienamalowane, a już obecne w dramaturgii twarzy. W światłocieniach odnajdujemy autentyczną osobowość malarza.




Można sobie tylko życzyć, by takie wydawnictwa ukazywały się jak najczęściej. Na co zresztą niespecjalnie chyba możemy oczekiwać.
Agnieszka Brytan
Katarzyna Dębek, Mariusz Kiryła, Lublin 2025




