KulturaPolecane

Niech ten bez winy pierwszy rzuci kamień… (2)

X X X

Film Truman Show Petera Weira (The Truman Show, 1998) był pewnego rodzaju ostrzeżeniem, ale też i wyrafinowaną rozrywką. Główny bohater, tytułowy Truman Burbank, od trzydziestu lat był nieświadomą gwiazdą reality show, przedstawiającego jego życie codzienne. Mężczyzna od urodzenia mieszka w idealnie wykreowanym przez studio filmowe miasteczku Seahaven – całe jego, życie, wszelkie wzloty i upadki dzieją się na   planie nagraniowym. Nieświadomy swojej pozycji i sławy, tropiony na każdym kroku przez ukryte kamery telewizyjne, marzy o wyjeździe na Fidżi. U źródeł jego planów początkowo leży niewinne marzenie o spotkaniu dawnej ukochanej z lat młodości (aktorki, wycofanej z planu zdjęciowego), lecz wraz z podejmowaniem kolejnych prób wyjazdu pełnych zbiegów okoliczności i zakończonych fiaskiem, Truman zaczyna wątpić w słuszność otaczającej go przestrzeni. Przestaje też ufać swoim najbliższym – żonie Meryl i przyjacielowi Marlonowi – podważając słuszność ich działań oraz zrywając z własnymi, utrwalonymi schematami dnia codziennego. Idealny świat zaczął jawić się jako pułapka!

Mimo że Truman nigdy nie żył w prawdziwym społeczeństwie i brak mu świadomości o „prawdziwym życiu”, to podświadomość podpowiedziała mu, iż tak skrojona idylla nie może mieć miejsca, stając się nudnym koszmarem. Przez trzydzieści lat emisji programu był skrupulatnie chroniony i nakierowywany na wcześniej ustalone przez producenta ścieżki, a poznani po drodze ludzie byli tylko machinami do spełniania oczekiwań widzów wielkiego show. Reżyser filmu nakreślił niepokojący scenariusz zbiorowej dewiacji. My, jako widzowie filmu Weira, oceniamy zarówno producenta, ekipę i samych widzów programu, zastanawiając się, jak nazwać kradzież i manipulację cudzym życiem dla celów iście komercyjnych oraz bezrefleksyjne traktowanie owych gier z żywym, czującym człowiekiem jak najlepszą rozrywkę. Zarówno bezwzględny Christof, producent (a właściwie kreator) show, jak i grono ludzi zebranych przed teleodbiornikami, pozostają w stosunku do naszego (ówczesnego – to dwadzieścia lat temu) świata w dewiacji, będąc przykładami wścibskich i chorobliwie pragnących kontroli jednostek. Obraz australijskiego reżysera okazał się nie tylko zapowiedzią takich programów jak Big Brother, lecz także zwiastunem stuprocentowej cyfryzacji życia społecznego oraz związanych z nim akcji i interakcji.

W tym miejscu warto również wspomnieć o symbolicznym znaczeniu nazwiska głównego bohatera. „Burbank” nawiązuje do kalifornijskiego miasta, położonego nieopodal Hollywood, które nazywane jest „medialną stolicą świata” (Media Capital of the World). W mieście swoje siedziby mają największe studia filmowe i stacje telewizyjne, m.in. Warner Bros. Entertainment, Cartoon Network Studios czy The Walt Disney Company. Studio telewizyjne, stylizowane w obrazie Weira na prowincjonalne miasteczko, różni się jednak od swoich realnych inspiracji tym, iż emituje życie „Prawdziwego Człowieka” – True-Mana. Truman Burbank pozostaje tym samym jedynym rzeczywistym, prawdziwym elementem w wielkim przemyśle nierealnej, sztucznie wykreowanej telewizji.

 

X X X

Krzysztof Kononowicz z Białegostoku, którego z racji popularności w Internecie znała cała Polska, nie żyje. Były aktywista społeczny i niedoszły kandydat na prezydenta RP z roku 2006 od kilku tygodni przebywał w hospicjum, wcześniej trafił do szpitala w związku z antybiotykoodpornym zapaleniem płuc. Zmarł w wieku 62 lat. Od 1994 roku był bezrobotny, mimo że miał wykształcenie w kierunku mechaniki i kierowania pojazdami. Od 2015 roku o Krzysztofie Kononowiczu zaczęło być głośno w związku z filmikami, które publikowane były na YouTube. Przy ulicy Szkolnej 17 kolejni domorośli „reporterzy’’ pojawiali się po to, by zarabiać pieniądze na treściach uznawanych jako patostream (pato od „patologia”, stream – z ang. „strumień”). Amatorskie nagrania wzbudziły duże kontrowersje, ale nikt nigdy nic z tym nie robił. Na transmisjach widać było, iż były polityk żyje w patologicznej biedzie, bierze biernie udział w libacjach alkoholowych, musi znosić kolejnych współlokatorów, przyprowadzanych przez „reżyserów”. Kononowicz był wielokrotnie dla lajków i donejtów, czyli dla pieniędzy poniżany, upadlany, sprowadzany do roli bezwolnej małpki, którą się trzyma w klatce – a wszystko to było filmowane dziesiątkami kamer, jak w prawdziwym reality show. Jego oprawcy zarabiali na tym procederze do stu tysięcy miesięcznie, sam Kononowicz nie był świadomy, w czym uczestniczy. Kononowicz wielokrotnie prosił o ujawnienie rzeczywistych dochodów z kanału. Zamiast odpowiedzi, spotykał się z lekceważeniem i wyzwiskami. Jarosław Z. otwarcie wypowiadał się o nim z pogardą, nazywając go „knurem” i sugerując, że nie ma prawa wiedzieć, jakie pieniądze zarabia na nim jego ekipa. Prawdziwym celem tych domorosłych artystów było generowanie zysków poprzez kontrowersyjne treści, które przyciągały tysiące widzów. Aż dziw bierze, iż nikt nie wpadł na pomysł zamordowania go na ekranie, chociaż w swej poronionej fantazji wykopali mu grób na własnej posesji czy wysłali zaproszenie na jego własny pogrzeb ze złowieszczą, zupełnie trafioną, datą śmierci. Ludzie, którzy latami czerpali zyski z jego nieszczęścia, nie ponieśli do dziś żadnych konsekwencji, a widzowie pozostają świadkami jednej z najbardziej bulwersujących spraw wykorzystywania osoby niepełnosprawnej intelektualnie w polskim Internecie. Widzowie – ci wspierający ten osobliwy rodzaj rozrywki audiowizualnej i ci – tylko „interesujący” się tym „dla beki” są winni śmierci Kononowicza. Ja, ty, my… Faktycznie – przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach…

 Roman Boryczko,

marzec 2025

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *