Ku implozji NATO? (2)
Amerykańskie niejasności
Sekretarz stanu USA, James Baker, powiedział Michaiłowi Gorbaczowowi w lutym 1990 roku, że Sojusz nie przesunie się „ani o cal na wschód”, jeśli ZSRR zgodzi się na przystąpienie zjednoczonych Niemiec do NATO.
Zapewnienia złożyli również George H. W. Bush, Helmut Kohl i François Mitterrand, o czym świadczą odtajnione dokumenty z archiwów amerykańskich, rosyjskich, brytyjskich i niemieckich.
Zobowiązania te nigdy nie zostały jednak sformalizowane w formie traktatu. Dla Amerykanów miały być interpretowane jako tymczasowe gwarancje, związane z okolicznościami zjednoczenia Niemiec.
Pycha amerykańskiej jednobiegunowości
Po upadku bloku sowieckiego Stany Zjednoczone odpowiadały za około 20–22% światowego PKB według parytetu siły nabywczej, a także za około 20–25% światowej produkcji przemysłowej. Dolar pozostał niekwestionowaną walutą rezerwową. Wpływ Washingtonu na instytucje międzynarodowe – ONZ, MFW i Bank Światowy – był hegemoniczny.
Supremacja Ameryki opierała się na jej potędze militarnej, dominacji finansowej, postępie technologicznym i wpływie kulturowym, napędzanym przez Dolinę Krzemową i Hollywood. Amerykańskie elity były przekonane, iż liberalna demokracja i wolny rynek na zawsze utrwalą ich dominację, a globalizacja sprawi, że rywalizacja między mocarstwami stanie się zbędna.
Teza Francisa Fukuyamy o „końcu historii” ucieleśniała ten optymizm. Przekonanie, iż świat zmierza ku modelowi zachodniemu, streszczonemu w dwóch zasadach: demokracji i gospodarce rynkowej.
Ceny imperialne i słabości strukturalne
Jednak Stany Zjednoczone, zagorzały obrońca wolnego handlu, wykazywały już oznaki głębokich słabości strukturalnych. Kraj odchodził od klasycznego modelu imperialnego – opartego na potędze przemysłowej i wydajności technologicznej – w kierunku gospodarki, opartej na usługach i finansach. Jego aparat produkcyjny został masowo przeniesiony, a wzrost gospodarczy w coraz większym stopniu zależał od długu, finansowanego ze źródeł zewnętrznych.
W ten sposób Ameryka przekształciła się z imperium produkcyjnego w imperium konsumenckie w stosunku do reszty świata, co ilustruje gwałtowne pogorszenie jej rachunku bieżącego w latach 90.
Dolar, jako światowa waluta rezerwowa, pozwalał Wall Street absorbować rosnącą część globalnych oszczędności. Jednak te ogromne nadwyżki na rachunku kapitałowym były w rzeczywistości jedynie przeciwieństwem permanentnego deficytu handlowego.
Siła dolara, podnosząc koszty amerykańskiego eksportu, osłabiła konkurencyjność krajowych producentów i przyspieszyła deindustrializację.
Zdolność Stanów Zjednoczonych do życia ponad stan, finansowanego przez resztę świata, została opisana przez Emmanuela Todda jako „danina imperialna”. System opierał się na dwóch filarach: hegemonii dolara i ukrytym zagrożeniu ze strony amerykańskiej potęgi militarnej.
Machina imperialna i kryzys gospodarczy (2008). Szczyt w Bukareszcie
Na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku podjęto historyczną decyzję o tragicznych konsekwencjach: obietnicę przyszłej integracji Ukrainy i Gruzji z Sojuszem Atlantyckim. Stało się tak pomimo niechęci Francji i Niemiec, które zdawały sobie sprawę z ryzyka zaostrzenia napięć z Moskwą.
Decyzja zapadła w obliczu narastających napięć z Moskwą. Rok wcześniej, na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, Władimir Putin, wygłosił ostre przemówienie, krytykujące porządek międzynarodowy, zdominowany przez Stany Zjednoczone.
Potępił „nielegalny” i destabilizujący porządek jednobiegunowy, zdominowany przez Washington. Oskarżył Stany Zjednoczone o naruszenie prawa międzynarodowego i uciekanie się do jednostronnego użycia siły, nawiązując do inwazji na Irak w 2003 roku. Przede wszystkim ostrzegł, że ekspansja NATO na wschód jest postrzegana przez Moskwę jako zagrożenie egzystencjalne.
Teza Brzezińskiego
Możliwość przystąpienia Ukrainy do NATO jest często przedstawiana przez amerykańskich polityków jako prawo wolnego i suwerennego państwa do wyboru sojuszników. Argument ten jednak przesłania geopolityczną rzeczywistość, dobrze znaną w Washingtonie.
Zbigniew Brzeziński, jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich strategów XX wieku, wyraził to wprost w 1997 roku w książce The Grand Chessboard, aktualizując zasady Halforda Mackindera:
„Bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium euroazjatyckim. Z Ukrainą – podporządkowaną, a następnie zintegrowaną – Rosja automatycznie ponownie staje się imperium”.
Dla Brzezińskiego Ukraina jest kluczowym elementem rosyjskiej potęgi. Z 50 milionami mieszkańców, łączy w sobie przemysł ciężki, jedne z najbardziej urodzajnych gruntów rolnych w Europie oraz strategiczną infrastrukturę energetyczną.
Geopolitycznie otwiera naturalny korytarz do Europy Środkowej i Morza Czarnego, nadając Rosji strategiczną głębię w stosunku do NATO.
Kijów jest również kolebką średniowiecznej Rosji. Jego utrata byłaby czymś więcej niż tylko stratą terytorialną: niosłaby ze sobą poważny ciężar symboliczny i tożsamościowy.
Po trzecie, Ukraina sama decyduje o równowadze sił w Eurazji. Zorientowana na Zachód, w dłuższej perspektywie pomaga Rosji zepchnąć się w stronę Azji. Z drugiej strony, włączona w rosyjską strefę wpływów, umożliwia odbudowę bytu geopolitycznego, zdolnego do podważenia amerykańskiej hegemonii na kontynencie euroazjatyckim. (Cdn.)
Auguste Maxime
Tłum. Andrzej Filus
Za: Forum Geopolitica

