InnePolecane

Kolejny tydzień niebezpiecznych bzdur Donalda Trumpa

Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób szaleńcze twierdzenia prezydenta Donalda Trumpa mogłyby przekroczyć granicę zwykłego obłędu i przerodzić się w coś znacznie gorszego – wręcz katastrofalnego. Przykładem takiej sytuacji były wydarzenia z zeszłego tygodnia, kiedy to Trump – według doniesień – pospiesznie wrócił z Camp David do Białego Domu, by rozważać „zniszczenie Iranu” i przejęcie tamtejszej ropy; miałoby to wyglądać tak samo, jak działania, które podjął wraz z sekretarzem stanu Marco Rubio w Wenezueli, po wcześniejszym uprowadzeniu demokratycznie wybranych przywódców tego kraju. Jednak jeszcze bardziej wymowny niż ten pełen entuzjazmu zamiar zrujnowania kraju, liczącego 90 milionów mieszkańców – podjęty jedynie dlatego, że Izrael rzekomo nakłaniał go do „zrobienia tego” – był późniejszy rozkład sytuacji na krajowym podwórku. Donald Trump, który regularnie atakuje dziennikarki, wyzywając je od „grubych”, „głupich” czy „brzydkich”, dopuścił się niebezpiecznej eskalacji wojny z wolną prasą, całkowicie zakazując wstępu mediom, które uznaje za liberalne lub szerzące fake newsy – a eksperci obawiają się, iż na tym się nie skończy.

W piątek Trump zakazał wstępu na teren Białego Domu przedstawicielom stacji CNN i MS NOW oraz portalu Politico. Decyzję tę wyegzekwowano w weekend, kiedy to funkcjonariusze Secret Service nie wpuścili dziennikarzy tych trzech redakcji i odebrali im akredytacje prasowe. Bezpośrednim powodem zakazu była podobno niesławna już Natalie Harp, która miała pokazać Trumpowi nagrania, na których prowadzący programy w MS NOW krytykowali jego administrację; skutkowało to decyzją o całkowitym zablokowaniu wstępu dziennikarzom, zadającym krytyczne pytania.

Dotknięte tymi działaniami redakcje zapowiedziały pozwanie Trumpa, argumentując, że prezydent swoim postępkiem „zlekceważył podstawowe gwarancje Pierwszej Poprawki oraz zasadę rzetelnego procesu prawnego (Due Process Clause)”. Do protestu przyłączyły się też inne media – w tym zazwyczaj przychylna Trumpowi stacja FOX – wycofując swoich dziennikarzy z relacjonowania jakichkolwiek wystąpień prezydenta. W odpowiedzi Trump zamierza wkrótce uruchomić własną stację, Trump Television, by promować swoją osobę.

Wielu Amerykanów pogodziło się już z faktem, że dążenia Trumpa często wiążą się z autopromocją i kreowaniem się na – w jego własnym mniemaniu – najwybitniejszego prezydenta w historii USA. Wiąże się to z umieszczaniem jego nazwiska i wizerunku na budynkach rządowych oraz w innych eksponowanych miejscach w stolicy i poza nią. W Kongresie pojawił się nawet projekt ustawy, zakładający dołączenie postaci Trumpa do czterech prezydentów upamiętnionych na pomniku Mount Rushmore w Dakocie Południowej. Biorąc pod uwagę skłonność Trumpa do stawiania się w roli niemal boskiej, Biały Dom uznaje wszelką krytykę jego polityki i zachowania za niedopuszczalną – podobnie jak sam Trump nie toleruje odmiennych opinii ze strony członków własnego gabinetu. Można by stwierdzić, iż skrajnie niekompetentny Trump unika konfrontacji z głosami sprzeciwu, ponieważ w głębi duszy wie, że nie potrafi w żaden racjonalny sposób obronić swojego postępowania.

Jednak te wszystkie przepychanki z coraz bardziej wrogimi mediami były jedynie igraszką w porównaniu z kilkoma rewelacjami z zeszłego tygodnia. Pierwszą z nich była informacja, iż rozważa on zburzenie Kennedy Center for the Performing Arts, ponieważ napotkał opór wobec pomysłu „uhonorowania go” poprzez umieszczenie jego nazwiska – wielkimi, wykonanymi z brązu literami – obok inskrypcji na fasadzie, poświęconej Kennedy’emu. Jakby tego było mało, Trump zadał ostateczny cios, wiążący się z owianym złą sławą Łukiem Triumfalnym, który zamierza wznieść – zapewne na własną cześć – po wirginijskiej stronie rzeki Potomak, pomiędzy Cmentarzem Narodowym w Arlington (w Wirginii) a pomnikiem Lincolna (po stronie Washingtonu). Szeroka oś widokowa między cmentarzem a pomnikiem została zaprojektowana celowo, by symbolicznie połączyć poległych z honorem w służbie wojskowej z Lincolnem – człowiekiem, który sprawował urząd i zginął w zamachu po tym, jak za cenę ogromnych ofiar zdołał utrzymać jedność Stanów Zjednoczonych. Cmentarz, założony na terenie posiadłości Custis-Lee, oraz późniejszy pomnik miały być symbolem pokoju i pojednania po krwawej wojnie, a nie miejscem, służącym do celebrowania potęgi militarnej! (Cdn.)

 

Philip Giraldi,

Tłum. Andrzej Filus

Za: Ron Paul Institute

(Visited 2 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *