Jedzie Kostucha na sygnale…
Nie jestem specjalistą od wszystkich dziedzin, o których piszę, lecz z większością tematów człowiek mimowolnie styka się na co dzień. Tak jest też w przypadku niedofinansowanej w Polsce służby zdrowia. Trudno jest zrozumieć naszych medyków, którzy wykształcenie pobierają w systemie dziennym (nieodpłatnym) a koszt jednostkowy, jaki ponosi system oświaty na jednego studenta, wynosi kilkaset tysięcy złotych. Myślę, że zdolni ludzie, wybierający tę trudną drogę, mają świadomość, iż państwo im za to płaci, płaci i nie wymaga niczego w zamian, oprócz pracy w zawodzie.
Student podczas studiów jest lekarzem stażystą, potem rezydentem. Początkujący lekarz może liczyć na pensję w szpitalu rzędu 42 zł brutto za godzinę w systemie Podstawowej Opieki Zdrowotnej, gdzie stawka godzinowa to około 100 zł brutto. Jak na polskie warunki, a szczególnie jeśli mówimy o Polsce B, czy C, to już kwoty potężne. Do tego dochodzą nieograniczone możliwości dorabiania dyżurami. Klauzula opt-out, zobowiązuje lekarza do pracy w wymiarze większym, niż 48 godzin tygodniowo, czasem może to być nawet 100 godzin, co dla pracoholików będzie rajem.
Jest też opcja bez prac kontraktowych: jeden lekarz, jedna praca. Wtedy czeka cię życie za ok. 4 tys. złotych netto i nie będziesz przemęczony, co i tak nie jest kwotą małą. Nikt niemal z naszych szacownych medyków takiego wariantu nie wybiera, bowiem szpital to dojna krowa, a prawdziwe pieniądze pojawiają się nie z pensji, która jest tylko kwotą poboczną a z… „dowodów wdzięczności”. Kobieta w ciąży, ciąża zagrożona, rodzina chce mieć pewność, że będzie łatwiej i „umawia się” z lekarzem prowadzącym. Cesarskie cięcie ze wskazań medycznych – umówienie na konkretny termin, z konkretnym lekarzem równa się kopercie i 2000-3000 zł. Prawda jest okrutna: im masz więcej pieniędzy, tym większe szanse na przeżycie!
Na wejście do szpitala i przyspieszenie chemioterapii trzeba „posmarować” kilka tysięcy złotych. Pojawiła się nowa forma załatwiania leczenia – płaci się lekarzowi w prywatnym gabinecie, by trafić do szpitala na operację bez kolejki. Coraz powszechniejsze są sytuacje, że ordynatorzy oddziału po godz. 16:00 prowadzą praktykę prywatną w gabinetach przyszpitalnych i tam ustalają realne terminy, dogodne formy leczenia oraz miłą i fachową obsługę w szpitalu. Rodzina w takim gabinecie zostawia koperty, za które jednorazowo można kupić dobry używany samochód z przyzwoitego rocznika. Nasze „płaczki” w kitlach tyle krzyczą o przepracowaniu, jakości leczenia w Polsce, niedofinansowaniu systemu opieki zdrowotnej – ale poza Polską łapówka to już…kryminał!
Wielu o tym zapomina. Będąc nasiąkniętym korupcyjnymi praktykami w Polsce dostają zagwarantowane zarobki w wysokości dwóch średnich krajowych dla lekarzy bez specjalizacji i trzech średnich dla lekarza ze specjalizacją (Czechy, Słowacja, Węgry czy Litwa ). Nasi zachodni sąsiedzi z Niemiec kuszą naszych medyków atrakcyjnymi stawkami. Praca po stażu, czyli asystentura, opłacana jest kwotą 2500 euro na rękę plus dyżury – 3500 euro (210 godzin pracy). Lekarz z Polski musi przejść kursy językowe, a to już nie przelewki. Czas wymagany do zdania B2 to jakieś 600 godzin nauki, do Fachsprachenprufung w Aerztekammer – kolejne 400. Pensja wtedy rośnie do 4500 euro z dyżurami. Czy to są to jakieś wielkie pieniądze, gdy w kraju początkujący lekarz o specjalizacji chirurg kardiolog, zarabiający według strony internetowej www.wynagrodzenia.pl kwoty od 5 do 9 tys. złotych miesięcznie po kilku latach pracy kupuje daczę wypoczynkową za kilkaset tysięcy złotych i dom za prawie milion? Tajemnicą poliszynela jest to, że jego ojciec delegowany jest przed operacjami na schadzki z rodzinami pacjentów do kawiarni…
Moja przygoda z operacją żylaków była równie typowa jak pewnie większości polskich pacjentów. Nie dałem łapówki, zabieg ostentacyjnie odroczono poza grafik zabiegów (grafik to godziny od 8:00 do 13:00), toteż trafiłem na zbieraninę lekarzy, którzy nazwali mnie „kukułczym jajem”. Podczas zabiegu robili ze mną selfie, bym się nie stresował a już po chwili w sali segregacji pooperacyjnej nikt mnie nie nakrył kołdrą, zaś pielęgniarka nie umiała ustawić klimatyzacji, co skutkowało temperaturą kilkunastu stopni. Dało to w rezultacie piękne zapalenie oskrzeli i dwa tygodnie w łóżku. Dodam jeszcze, że zabieg zrobiono niedbale i niewiele pomógł mi w dolegliwościach żylnych. Będąc trochę bardziej optymistycznym trzeba jednak dodać – grunt, iż po takim traktowaniu – żyję!
Wszyscy, którym coś dolega lub mają nagły problem ze zdrowiem, boją się dzwonić na numer alarmowy, bo tam trafimy bankowo na kogoś albo niedouczonego, albo przepracowanego. W nocnej pomocy lekarskiej, na SOR-ze czy w transporcie medycznym pracują lekarze, którzy dorabiają sobie do podstawowej pensji – głównie rezydenci. Gdy już trafimy do szpitala, by iść na oddział i łóżko, czeka nas kilkugodzinne oczekiwanie w kolejce na stojąco, niekiedyna krześle, czy w sytuacji wyjątkowej – oczekując na zbawienie na łóżku.
Sosnowiec. 39-letni Krzysztof (na co dzień mężczyzna zdrowy i wysportowany, honorowy krwiodawca) wchodzi na teren szpitala miejskiego w Sosnowcu o własnych siłach o 10:30. Lekarz rodzinny, od którego dostał skierowanie na pilny zabieg, stwierdza podejrzenie zatoru żylnego ze stanem, zagrażającym życiu. Pacjent odbijał się od drzwi do drzwi a gdy wylądował na krześle w korytarzu, z napuchniętej i fioletowej nogi zaczęły wyciekać płyny, co uruchomiło zainteresowanie szpitalnej służby sprzątającej. Lekarze mijali pacjenta, oddalając od siebie niewdzięczną misję pomocy jakiejś znajdzie z ulicy…
W południe zrobiono badanie drożności żył. Potem zjazd na izbę przyjęć i kolejka. Noga była w stanie katastrofalnym. Była godzina 16:00. Na leżance został podpięty pod ciśnieniomierz. 66/46 to stan zapaści. Po 21:00 została wezwana karetka, by przewieźć go do Chorzowa, jego stan był już tak poważny, że zmarł, nie dostając jakiejkolwiek pomocy w jednostce pomocy medycznej. Krzysztof został właściwie skazany na śmierć przez personel sosnowieckiego szpitala! Nie dostał żadnej pomocy, będąc jak niechciany mebel, który zawadza a do tego brudzi korytarz.
Czekaliśmy, czekaliśmy i się doczekaliśmy! Mamy dziś wreszcie Amerykę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie masz ubezpieczenia prywatnego i wysokiego… to sobie umieraj w poczekalni… Eutanazja, Drodzy Rodacy, już nawet nie w białych rękawiczkach a oficjalnie, na oczach wściekłej i zrozpaczonej rodziny!
Jakie wynagrodzenie powinien otrzymywać lekarz, który odmawia wykonywania czynności, przewidzianych w stosunku pracy, do której zobowiązał się, podpisując umowę? My, pacjenci, jesteśmy bezsilni, patrząc na nowotwór i znieczulicę, jakie toczą państwową służbę zdrowia. Tak wygląda smutny koniec każdej patologii, opartej na kloacznym fundamencie narodowej zdrady!
Roman Boryczko,
marzec 2019

