Iran i Ukraina: dwa teatry działań w wojnie o równorzędność w ramach niezachodniej koalicji (2)
Dążenie Moskwy do równej pozycji
Moskwa jasno wyrażała się w tej kwestii przez cały okres postsowiecki: dąży do architektury bezpieczeństwa, która uwzględnia jej interesy i tym samym uznaje Rosję za równoprawnego partnera w stosunkach z Zachodem.
Prezydent Putin i jego zdolny minister spraw zagranicznych, Siergiej Ławrow, mówią o „głównych przyczynach” wojny na Ukrainie i podkreślają, że należy się nimi zająć, jeśli ma zostać osiągnięte jakiekolwiek trwałe porozumienie między Wschodem a Zachodem. To po prostu kolejny sposób na wyrażenie tego, co Rosjanie mówią od ponad 30 lat.
Odpowiedź Zachodu również nie była inna: sprowadza się do jednej długiej listy odmów, niezależnie od tego, czy bezpośrednio, nieuczciwie, niekompetentnie zostały one przekazane.
W listopadzie ubiegłego roku reżim Trumpa przedstawił 28-punktowy plan pokojowy, który był wręcz szokujący w zestawieniu z historią ostatnich trzech, a nawet kilku dekad. Wezwał do zawarcia paktu o nieagresji, który Rosja, Europa i Ukraina miały wynegocjować i podpisać. „Wszystkie niejasności ostatnich 30 lat zostaną uznane za rozstrzygnięte” – czytamy w części dokumentu.
A dalej:
„Odbędzie się dialog między Rosją a NATO… w celu rozwiązania wszystkich kwestii bezpieczeństwa i stworzenia warunków do deeskalacji, aby zapewnić bezpieczeństwo globalne…”.
Te 28 postanowień okazało się zbyt piękne, aby mogły być prawdziwe. Amerykanie, którzy opracowali ten dokument – sekretarz stanu Marco Rubio i Steve Witkoff, który, jak twierdzi niekompetentny Trump, musi działać jako jego „wysłannik pokojowy” – po prostu nie wiedzieli, gdzie leżą słupki ogrodzeniowe: choć prawie na pewno tego nie rozumieli, w ich 28 punktach zawarta była zasada równowagi w stosunkach Wschód–Zachód.
To było wykluczone, co stało się natychmiast widoczne.
Reżim Trumpa szybko porzucił swój plan, pomimo przychylnego przyjęcia w Moskwie i najwyraźniej porzucił wszelkie myśli o „porozumieniu” z Rosją. Europejczycy, przerażeni samą myślą o negocjacjach, uciekają się teraz do wywróconych do góry nogami wersji rzeczywistości, w które trudno uwierzyć.
Na środowym spotkaniu europejskich oficjeli w Berlinie, natychmiastowe zobowiązania, dotyczące nowych dostaw broni wyniosły 4,7 miliarda dolarów, a jest ich więcej, znacznie więcej, ponieważ Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, krąży po europejskich stolicach.
Wydaje się, iż Boris Pistorius przemówił w imieniu grupy, gdy pojawił się temat rozmów pokojowych. „Prawda jest taka, że Rosja nigdy nie traktowała ich poważnie” – oświadczył niemiecki minister obrony. „Dlatego tym ważniejsze jest wspieranie Ukrainy”.
Rosja nigdy nie traktowała negocjacji poważnie: Czy wyobrażacie sobie, jak takie rozmowy trafiają do Moskwy? Czy wyobrażacie sobie, jak niskie są oczekiwania Rosjan co do tego, iż Zachód potraktuje poważnie ich uzasadnione interesy, dopóki wydarzenia na polu bitwy ich do tego nie zmuszą?
Warunki Tehranu
Wydaje mi się, że Irańczycy znajdują się w podobnej sytuacji.
Przeczytaj tekst 10-punktowego planu, w którym Tehran wysuwa żądania zakończenia wojny ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Zakończenie ataków ze strony USA i Izraela to dla Irańczyków jedynie punkt wyjścia. Wycofanie wszystkich sił USA z regionu, pakt o nieagresji ze Stanami Zjednoczonymi, uznanie praw Iranu do własnych badań i rozwoju energii atomowej, reparacje wojenne: za Rosjanami można powiedzieć, iż jest to żądanie zajęcia się przyczynami konfliktu, żądanie „nowej architektury bezpieczeństwa”, żądanie – wracając do mojego głównego argumentu – parytetu jako mocarstwa niezachodniego.
W prasie ostatnio dużo mówi się o powrocie do negocjacji po fiasku wiceprezydenta J. D. Vance’a w Islamabadzie w zeszły weekend. Nie mam problemu z wyobrażeniem sobie, że Irańczycy pragną uniknąć kolejnych brutalnych, bezpardonowych bombardowań, których doświadczyła ich ludność cywilna przed dwutygodniowym zawieszeniem broni, jakie weszło w życie 8. kwietnia. Nie sądzę jednak, by w najbliższej przyszłości zrezygnowali z dziesięciu wysuniętych przez siebie żądań, podobnie jak Rosjanie nie zrezygnują ze swoich.
Wydaje się, że oba narody doszły do wniosku, że nadszedł czas, by stawić czoła Zachodowi w imię imperatywu XXI wieku, o którym wspomniałem wcześniej. Z dwóch powodów. Po pierwsze, Rosja i Iran w ostatnich latach nabrały siły jako mocarstwa niezachodnie, ukształtowane w ogniu nieustannych konfrontacji. Tak właśnie wygląda koło historii w swoim ruchu.
Spadająca spójność i siła
Po drugie, nietrudno dostrzec słabnącą spójność i siłę – a co za tym idzie, narastającą desperację – Stanów Zjednoczonych i ich europejskich sojuszników.
Czy mocarstwa zachodnie zdają sobie sprawę z wagi chwili? Nie widzę, jak mogłoby być inaczej. Pomijając obsesje syjonistów i zatwardziałą nienawiść, jaką ukraiński neonazistowski reżim żywi do Rosji i Rosjan, te konflikty, patrząc szerzej, dotyczą obrony hegemonii Zachodu w jej schyłkowym okresie.
Tak właśnie interpretuję ten atak na linię kolejową Chiny–Iran. Zgoda, Izraelczycy wykonali brudną robotę, jak to mówią, ale zbombardowanie ważnego chińskiego obiektu nie było bezcelowe: odzwierciedla to narastający niepokój Stanów Zjednoczonych, gdy główne mocarstwo spoza Zachodu realizuje pomysłowy globalny plan, który teraz wprawia w drżenie polityczne kliki w Washingtonie, gdy z opóźnieniem dostrzegają jego znaczenie.
Ta linia kolejowa jest kluczowa dla długoterminowego planu Chin, mającego na celu budowę sprawnych połączeń przez południowo-wschodnią Europę i dalej do europejskich stolic. Do tej pory Pekin wydał podobno 40 miliardów juanów, czyli około 6 miliardów dolarów, na ten projekt. Jest to część umowy inwestycyjnej o wartości 400 miliardów dolarów, którą Pekin i Tehran podpisały w czerwcu 2020 r.
Ku mojemu zaskoczeniu, Chińczycy nie zareagowali od czasu zbombardowania ich twierdzy przez Izrael. W grę wchodzi kilka czynników, ale najbardziej istotnym wydaje się chęć Pekinu do pomocy w mediacjach dyplomatycznych, jednocześnie prezentując się jako odpowiedzialne mocarstwo światowe w obliczu seryjnych nadużyć reżimu Trumpa.
W swoich wtorkowych wydaniach China Daily opublikował karykaturę, która rzuca cenne światło na perspektywę Pekinu. Przedstawia ona Wujka Sama, rozrzutnie rozrzucającego pieniądze i broń, przemierzającego pole oznaczone napisem Wojna, nienawiść, chaos i chciwość. Nagłówek u góry brzmi USA zbierają to, co sieją.
To mroczny żart, przypominający, iż Pekin doskonale wie, o co tak naprawdę chodzi w wojnie z Iranem i w którym momencie historii się znajduje. Zawsze można liczyć na to, że Chińczycy spojrzą na sprawę z szerszej perspektywy.
Patrick Lawrence,
Tłum. Andrzej Filus
Patrick Lawrence, wieloletni korespondent zagraniczny, głównie dla International Herald Tribune, jest felietonistą, eseistą, wykładowcą i autorem, którego najnowsza książka to Journalists and Their Shadows, dostępna w wydawnictwie Clarity Press lub na Amazonie. Wśród innych książek znajduje się Time No Longer: Americans After the American Century. Jego konto na Twitterze, @thefloutist, zostało przywrócone po latach cenzury.

