PolecaneRzeczypospolita

Chcesz umierać, to umieraj!

Przejawów rusofobii w Polsce niestety nie brakowało i nie brakuje. Oskarżanie o dryfowanie w kierunku Rosji lub o związki z Rosją, to jedna z podstawowych broni w polskiej polityce, dziś dochodzi oskarżenie o bycie agentem wpływu lub bycie jawnym agentem, szpiegującym dla Federacji Rosyjskiej, bycie terrorystą, podpalającym magazyny i sklepy, robiącym zdjęcia w lesie torowiskom i przejeżdżającym wojskowym składom, wykonującym sabotaże i inne niecne zajęcia.

Praca organiczna globalistów przekształciła polską masę nie w naród, a w zbiorowisko obcych sobie ludzi, identyfikujących się jako część Zachodu w opozycji do Wschodu. Na ten pierwszy spoglądają z podziwem i kompleksem niższości jako niewykwalifikowani wyrobnicy tamtejszych fabryk, śpiący po kilkunastu w zatęchłych norach, lub w skrajnych (acz wcale nieodosobnionych z braku pracy) przypadkach – bezdomni, jakich kilka tysięcy dryfuje po ulicach Berlina, na ten drugi – z pogardą, a także ze strachem.

Gardzimy Wschodem, „ruski człowiek” to według naszego wyobrażenia, przekazywanego z pokolenia na pokolenie – ktoś głupi, leniwy, brudny i biedny. Na prowincji, która zaczyna się tuż za tabliczką wielkich rosyjskich miast, czai się nieskończona nędza, brak elektryfikacji i generalnie – Średniowiecze. Kultura masowa w Polsce obraz polityczny Rosji każe utożsamiać z despotią i barbarzyństwem, jednocześnie każąc Polakom odcinać się od wszystkiego, co stamtąd pochodzi. Z kolei strach przed Wschodem ma konkretne imię, a jest nim rusofobia – praźródło naszych kolejnych klęsk. Od roku 1989 rządzą nami elity z ekipy solidarnościowej. Jak dziś wiemy – „wierchuszka” owych kombatantów o wolność naszą i waszą to agentura globalistów, opłacona, by Polskę sprowadzić do roli bantustanu, co zresztą wspaniale się udało m.in. dzięki takim „najjaśniejszym” postaciom jak Leszek Balcerowicz czy Janusz Lewandowski, odpowiedzialni za reformy skarbowe i prywatyzację, którą zamieniono w wielkie rozdawnictwo. Rządzący i wtórujący im prawicowi publicyści nie widzą różnicy między Związkiem Radzieckim a Rosją, między Breżniewem a Putinem. Są dla nich symbolami tego samego imperium, które zagraża Polsce.

Antyrosyjskość, narzucana i wzmagana szczególnie przez ekipy solidarnościowe, grozi przekształceniem Polaków w zajadłych rusofobów. 12. czerwca 2012 r. przed meczem Polska-Rosja, doszło do zamieszek, które zaczęły się podczas przemarszu rosyjskich kibiców na Stadion Narodowy. Grupa około 100 pseudokibiców Legii i pojedynczy kibole innych polskich klubów piłkarskich, próbowała doprowadzić do siłowej konfrontacji, a ofiarami byli najczęściej zwyczajni – acz w szalikach – turyści z Rosji. Miejsce miały bójki, rzucanie kamieniami, odpalano petardy i race. Kilkanaście osób odniosło obrażenia. Były szef MSW, Bartłomiej Sienkiewicz kazał podpalić budkę przed ambasadą Rosji – sugeruje szef CBA, Paweł Wojtunik w rozmowie z ówczesną wicepremier Elżbietą Bieńkowską na nagraniu rozmowy, podsłuchanej w 2014 roku w restauracji Sowa i Przyjaciele w Warszawie, do którego dotarł tygodnik Do Rzeczy.

Chodzi o incydent z listopada 2013 roku, kiedy podczas Marszu Niepodległości doszło do podpalenia budki strażnika, stojącej przed ambasadą Rosji. Od razu pojawiły się sugestie, że komuś zależało na sprowokowaniu zamieszek. Pytano m.in. dlaczego policja i warszawscy urzędnicy zgodzili się na trasę przemarszu, przebiegającą tuż obok rosyjskiej ambasady. Ciągłe straszenie Rosją wywołuje u niemałej części Polaków przekonanie o nadciągającej wojnie. (Cdn.)

Roman Boryczko,

 marzec 2025

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *