Błędne interpretacje trendów w USA (4)
Jednak wbrew komentarzom w prasie europejskiej, Donald Trump nigdy nie mówił o podboju północnoamerykańskiego szelfu kontynentalnego siłą militarną, nawet jeśli wspomniał o rozwoju baz wojskowych na Grenlandii. Jako jacksonianin jest chętny do kupna tych terytoriów. Wydaje się, że obecnie „negocjuje”, w szczególnie agresywny sposób, z Danią, cesję Grenlandii w zamian za zobowiązanie obronne.
Należy zauważyć, iż administracja Trumpa nadal grozi Kubie, wobec której ma ambicje kolonialne, ale nie Wenezueli, która znajduje się poza północnoamerykańskim szelfem kontynentalnym. Mimo to nazywa oba państwa „komunistycznymi” i twierdzi, że traktuje je tak samo.
Biorąc pod uwagę ideologiczną bliskość między dwoma „wybranymi narodami”, administracja Trumpa podchodzi do kwestii Izraela tak, jakby Palestyńczycy byli Indianami, atakującymi dyliżanse. Prezydent Andrew Jackson postanowił zakończyć wojny z Indianami, negocjując traktaty z różnymi plemionami. Niewiele z nich zostało wdrożonych, ale jego największym „osiągnięciem” było porozumienie z Czirokezami. Deportował ich na południe od Missisipi. Okazuje się, iż pomimo krwawego epizodu „Szlaku Łez”, Czirokezi byli jedynymi Indianami, którzy uszanowali te porozumienia. A dziś są jedynym plemieniem, które przetrwało ze swoją kulturą. Razem prowadzą imperium kasyn. Ale stosowanie tej samej metody wobec Palestyńczyków nie zadziała: Czirokezi nie uważają, że są właścicielami „Matki Ziemi” – mogą pozostać Czirokezami, gdziekolwiek są. Palestyńczycy, wręcz przeciwnie, są przywiązani do swojej Ziemi i wiedzą, iż umrą jako kultura, jeśli ją stracą.
Zastąpienie wojny handlem
Ostatni ważny punkt dla jacksonian: zastąpienie wojny handlem. Donald Trump uważa, że większość wojen to bezużyteczne masakry. Są one jedynie krwawym środkiem manipulowania masami w celu osiągnięcia niewypowiedzianych celów. Ponieważ ostatecznie najczęściej chodzi tylko o pieniądze, wojna musi zostać zastąpiona handlem.
Ta doktryna działa bardzo dobrze w większości przypadków, jednak niektóre wojny mają złożone motywy, niezwiązane z celami handlowymi. W tych przypadkach – i tylko w tych – jacksonizm nie zadziała.
To na przykład wojna na Ukrainie. Jeśli ktoś twierdzi, iż Rosja chce zaanektować swojego sąsiada, może z nim negocjować coś, co zaspokoi jego apetyt, nie szkodząc integralności tego kraju. Ale jeśli wierzymy, że Moskwa szczerze chce zakończyć „Wielką Wojnę Ojczyźnianą” (II wojnę światową), pokonać nazistów i fundamentalnych nacjonalistów („banderowców”), to żadne negocjacje handlowe nie będą w stanie jej powstrzymać.
To jest pięta achillesowa administracji Trumpa: wojna na Ukrainie nie ma motywu ekonomicznego, wbrew temu, co twierdzą atlantyccy politycy. Moskwa jest poważna, gdy żąda denazyfikacji Ukrainy. W tej kwestii Stany Zjednoczone będą musiały ustąpić lub postawić na ostrą konfrontację.
Jeśli ustąpią, pojawi się drugi problem: Rosja posiada ogromne terytorium, którego granic (ponad 20 000 kilometrów) nikt nie może w pełni ochronić. Dlatego Moskwa tradycyjnie żąda, aby jej wojowniczy sąsiedzi byli neutralni. Taki jest sens nieporozumienia, dotyczącego NATO: Rosja uznaje, poprzez Deklarację Stambulską (2003), prawo każdego kraju do przystąpienia do koalicji wojskowej, ale odmawia twierdzeniu, że członkostwo to otwiera drogę do przechowywania broni z krajów trzecich na jej terytorium. Jednak podczas prezydentury, Borysa Jelcyna, Stany Zjednoczone, wielokrotnie ostrzegane, kontynuowały naciski, aby włączyć różne państwa postsowieckie do przystąpienia do NATO, z wyjątkiem Rosji, która o to poprosiła.
Jacksonianie nie mają powodu, aby kontynuować rozszerzenie NATO, ale rezygnacja z niego oznaczałaby, że porzuciliby politykę ekspansji Partii Republikańskiej i Demokratycznej, aby skupić się na swojej: płaskowyżu Ameryki Północnej.
Jeśli chodzi o wojnę handlową, osoby spoza Stanów Zjednoczonych były zszokowane sposobem, w jaki prezydent Donald Trump wyobraża sobie cła. Uważają, iż mają one sens tylko w celu ochrony sektorów gospodarczych, podczas gdy jacksonianie uważają, że mogą być również używane jako broń polityczna.
Na przykład, Donald Trump podniósł cła na produkty kolumbijskie na kilka godzin do 25%, a także zagroził podniesieniem ich do 50% w następnym tygodniu, jeśli Bogota nadal będzie sprzeciwiać się repatriacji swoich obywateli. Zostały one zniesione, gdy tylko Bogota sama repatriowała swoich nielegalnych obywateli.
To samo dzieje się z Kanadą i Meksykiem (15%) oraz z Chinami (10%). Administracja Trumpa, znowu nie ma argumentów ekonomicznych, ale ma argument polityczny. Uważa, że Chiny dostarczają prekursory chemiczne kartelom narkotykowym, a Meksyk i Kanada pozwalają na wwóz tych narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Jeśli chodzi o Unię Europejską, jest to zupełnie inna sprawa. Administracja Trumpa zamierza wyrównać swój bilans handlowy. Mogłaby nałożyć 10% cła na niektóre tylko produkty. Jest to konwencjonalne traktowanie ceł, chociaż trudno zrozumieć, jak pasuje to do zobowiązań, podjętych przy przystąpieniu do Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Thierry Meyssan
Tłum. Andrzej Filus
PS: W 1838 roku od 4000 do 8000 Czirokezów zmarło z zimna, głodu lub wyczerpania na Szlaku Łez. Na mocy Indian Removal Act opuścili oni wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych i zgodzili się na podróż na południe od rzeki Missisipi. Jednakże dzisiaj są jedynym plemieniem indiańskim, któremu udało się utrzymać swój styl życia bez wytępienia przez Europejczyków. Ta deportacja jest przykładem, który naśladuje Donald Trump, aby rozwiązać kwestię izraelsko-palestyńską.

