Czy możemy więcej zarabiać?
Niejaki Przemek Kossakowski, człowiek do zadań specjalnych, idealnie wpisuje się w ideę współczesnej telewizji, która przede wszystkim za cel obrała sobie indoktrynację i wkładanie do ludzkich głów wiadomości odpowiednio spreparowanych. W jednym z odcinków swego cyklicznego programu „Inicjacja”, pan Kossakowski postanawia przybliżyć nam, Polakom, jak to ciężko być emigrantem w obcym kraju. Pewnie niejeden się zaśmieje, bo w samych Stanach Zjednoczonych Ameryki jest nas 10 milionów a na Wyspach oficjalnie milion – a mniej oficjalnie kilka milionów…
Przemek Kossakowski na tapetę wziął Ukraińców, którzy do Polski ciągną w celach zarobkowych. By dostać się i pracować, fabrykują zaproszenia, co kosztuje 350 dolarów na rok. Gdy już uda im się przekroczyć Bug, jadą do Stolicy – gdzie jest najwięcej pracy. Na popularnym „bazarku”, czyli ulicy, z której warszawiacy zabierają przybyszów do pracy, pracują najbardziej zdesperowani. Za dniówkę przybysze zza wschodniej granicy życzą sobie 120 zł, a za godzinę nie schodzą poniżej 12 zł, oczywiście bez podatku. Zabawne, bo licząc stawkę miesięczną, zarabiają nielegalnie więcej niż pracownica… „rodzimej” Biedronki.
Pan Przemek tak się wzruszył ciężką dolą ukraińskich gastarbeiterów, że Polakom przekazał słowa pełne złowieszczego patosu. Okazuje się, iż mamy wziąć przykład z ukraińskiej lekcji wojny domowej i tu w kraju cieszyć się tym, co mamy na co dzień, bo zawsze wichry historii mogą nam to odebrać. Przekaz godny reżimowej telewizji zniewolenia narodowego – tyraj biedny Polaku i raduj się, że pracodawca namaszcza cię „wypłatą” na koniec miesiąca w wysokości 1 500zł na rękę. Alleluja i do przodu!!!
U mnie w mieście poruszenie. W autobusach jadących rano do pracy pojawili się Ukraińcy, jadący do specjalnych stref ekonomicznych. Są charakterystyczni, bo mówią w swoim języku, a ci jadący na budowę są pierwszymi klientami dyskontu i działu monopolowego. Samsung jest jednym z większych pracodawców w Wielkopolsce. Jego fabryka AGD we Wronkach zatrudnia obecnie ponad 4 tys. osób.O tym, że firmy mają kłopoty ze znalezieniem pracowników, zrobiło się głośno przy okazji akcji rekrutacyjnej firmy Amazon w podpoznańskich Sadach. Na oferowane 1500zł netto nie było chętnych w lokalnych Urzędach Pracy, co deprymowało szefów korporacyjnych firm. Od początku listopada w Samsungu pracuje 61 obywateli Ukrainy. Dostają oni analogiczne do polskiego wynagrodzenie i wynajętą kwaterę. Pięćdziesięciu Ukraińców pracuje w łódzkich fabrykach Indesitu, wytwarzających kuchenki, lodówki, okapy kuchenne oraz komponenty plastikowe. Kolejnych dziesięciu rozpoczęło właśnie pracę na liniach produkcyjnych w trzech łódzkich fabrykach, należących do koncernu BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego, w których wytwarza się pralki, zmywarki i suszarki do ubrań.
Czy to najlepsze, co może spotkać pracowników regionów naszego kraju, dotkniętych najwyższą stopą bezrobocia, gdy miast podwyżek płac pracodawcy na szalę położą zatrudnianie Ukraińców np „na czarno”? Ukraińcy nie są na ogół zatrudniani bezpośrednio przez firmę, ale przez agencję pośrednictwa pracy. Mają wówczas status pracowników tymczasowych, na umowach śmieciowych patologizujących rynek pracy.
Polacy wolą wykonywać identyczne obowiązki, ale na przykład w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech, gdzie dostają kilka razy większą pensję. Osoby, podejmujące pracę na liniach produkcyjnych w Polsce, mogą tymczasem liczyć na miesięczne zarobki w granicach 2,4 tys. – 2,8 tys. zł brutto. Dla mieszkańców Ukrainy, w której sytuacja gospodarcza jest obecnie trudna, to dużo. Ale co z polskimi pracownikami, którzy nie wybierają się na emigrację? Ekonomiczna emigracja wewnątrz własnego kraju?
Roman Boryczko,
październik 2015
