Koniec amerykańskiego Bliskiego Wschodu. Iran i ostatnie tchnienie nieudanego porządku (4)
Jednocześnie Stany Zjednoczone próbowały zinstytucjonalizować swój porządek na Bliskim Wschodzie, pośrednicząc w otwartej współpracy wojskowej i politycznej między swoimi arabskimi sojusznikami a Izraelem. Cel nie był nowy. Wspieranie antyirańskiej koalicji pod amerykańskim przywództwem było celem każdego amerykańskiego rządu od 1991 roku. Trump odszedł jednak od swoich poprzedników, forsując ją bez wiązania kroków w kierunku normalizacji stosunków arabsko-izraelskich z postępem w kwestii palestyńskiej. W 2020 roku jego administracja pośredniczyła w Porozumieniach Abrahama (Abraham Accords) między Izraelem a – pierwotnie – Bahrajnem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Maroko dołączyło wkrótce potem, a Sudan podpisał wstępne porozumienie, które nie zostało sformalizowane. Jednak kiedy administracja Bidena próbowała nakłonić Arabię Saudyjską do podpisania, błędnie oceniła znaczenie sprawy palestyńskiej dla saudyjskiej opinii publicznej i rosnącą konkurencyjność między Rijadem a Abu Zabi. Nie dostrzegła rosnącej wrogości społeczeństwa wobec normalizacji – ani nie przewidziała zbliżającej się katastrofy w Strefie Gazy.
PODWÓJNY CIOS
Regionalny porządek Stanów Zjednoczonych był już wcześniej podważany, między innymi podczas katastrofalnej inwazji na Irak w 2003 roku i powstań ludowych w 2011 roku, ale zawsze się odbudowywał. Amerykańscy decydenci byli uwięzieni w stworzonej przez siebie strukturze, podobnie jak mocarstwa regionalne w nią uwikłane. Każdy prezydent od czasu objęcia urzędu przez Billa Clintona obiecywał ograniczenie amerykańskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie, po czym każdy prezydent ponownie wciągał się w tę samą politykę i te same wojny.
Podwójny kryzys, zniszczenie Gazy przez Izrael i wojna amerykańsko-izraelska w Iranie, mogą wydawać się kolejnym epizodem w tym cyklu. Ale tak naprawdę, te wydarzenia razem zadały śmiertelny cios amerykańskiemu Bliskiemu Wschodowi. Amerykańskie poparcie dla ataku Izraela na Gazę, szczególnie za prezydentury Joe Bidena, zmiotło wszelki resztkowy autorytet moralny, jakim Stany Zjednoczone mogły się poszczycić. Fiasko Trumpa w Iranie zburzyło iluzję amerykańskiej wszechmocy militarnej. Oba incydenty pokazały państwom arabskim brak znaczącego wpływu na porządek regionalny i malejącą korzyść z amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
Amerykańscy urzędnicy pod rządami Bidena i Trumpa nie docenili sejsmicznych skutków izraelskiej wojny w Strefie Gazy. Podzielali pogląd, iż liczy się tylko opinia przywódców regionalnych, że ci przywódcy dawno zapomnieli o Palestyńczykach i pragną bliższych relacji z kompetentnym Izraelem oraz silniejszych gwarancji bezpieczeństwa, jakie Stany Zjednoczone oferowały jako zachętę. Niewiele rzeczy lepiej obrazowało tę krótkowzroczność niż donkiszoteryjne dążenie Bidena do wynegocjowania normalizacji stosunków między Izraelem a Arabią Saudyjską, nawet po tym, jak rosnąca liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy sprawiła, iż współpraca ta stała się politycznie toksyczna dla arabskich opinii publicznych, a Rijad aspirował do przewodzenia.
Nieustanne dążenie Washingtonu do współpracy arabsko-izraelskiej doprowadziło do dalszych podziałów. Jako jeden z dwóch pierwszych sygnatariuszy Porozumień Abrahama, ZEA kontynuowały współpracę z Izraelem podczas izraelskiej kampanii w Strefie Gazy oraz podczas ataków militarnych Izraela w Iraku, Libanie, Syrii, Jemenie, a nawet Katarze. Podczas wojny z Iranem, według The Wall Street Journal, ZEA koordynowały działania z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi w celu przeprowadzenia ataków na cele irańskie. Arabia Saudyjska z niepokojem obserwowała sojusz emiracko-izraelski. Rijad i Abu Zabi były już w konflikcie w sprawie Syrii, przy czym Arabia Saudyjska popierała reżim po Asadzie, a ZEA podzielały wrogość Izraela wobec niego oraz Jemenu, skąd Arabia Saudyjska właśnie wypędziła swoich pełnomocników. Arabia Saudyjska skarżyła się, że ZEA promuje ruchy secesjonistyczne, które podważają stabilność regionalną, i ogólnie postrzegała partnerstwo między Izraelem a ZEA jako zagrożenie dla własnego regionalnego przywództwa. Konflikt ten znacznie utrudnił Washingtonowi szansę na zaangażowanie regionalnych liderów w kampanię na rzecz pokonania Iranu.
PEŁNE SKUTKI KATASTROFY W IRANIE BĘDĄ WIDOCZNE DOPIERO PO PEWNYM CZASIE
Jeśli wojna w Strefie Gazy postawiła pod znakiem zapytania przyszłość amerykańskiego przywództwa regionalnego, to wojna z Iranem była potwierdzeniem końca tego porządku. Przywódcy państw Zatoki Perskiej byli wściekli, iż Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły wojnę bez konsultacji z nimi, wiedząc, że są jej przeciwni i to w trakcie negocjacji z Iranem, w których pośredniczył Oman. Wojna, w której nie mieli głosu, naraziła ich na bezpośredni odwet ze strony Iranu. Chociaż amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej chroniły Zatokę przed najpoważniejszym ostrzałem, irańskie ataki dotarły do celu w wystarczającym stopniu, by wyrządzić znaczne szkody i zakłócić pozory stabilności, na których opierał się model społeczno-gospodarczy regionu. Iran zaatakował wszystkie państwa Zatoki Perskiej, nawet przyjazne, takie jak Oman i Katar, ale skoncentrował swój ogień na tych, które podpisały Porozumienia Abrahama: Bahrajnie, a tym bardziej Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W ciągu kilku tygodni Iranowi udało się uszkodzić, zniszczyć lub uczynić nieistotnymi duże części archipelagu baz wojskowych, które gwarantowały amerykański prymat na Bliskim Wschodzie.
Zaufanie sojuszników z Zatoki Perskiej do Washingtonu uległo dalszej erozji, gdy kampania amerykańsko-izraelska okazała się nieskuteczna w obaleniu reżimu irańskiego. Przez dekady zwolennicy bombardowania Iranu argumentowali, iż taki atak może być chaotyczny, ale ostatecznie zniweluje zagrożenie ze strony Iranu. Jednak Stany Zjednoczone i Izrael, pomimo całej swojej potęgi militarnej, po prostu zawiodły. Co więcej, Stany Zjednoczone bezradnie przyglądały się, jak Iran zamyka Cieśninę Ormuz, zagrażając całej gospodarce Zatoki Perskiej. Po raz kolejny przywódcy Zatoki byli zszokowani nie tylko amerykańską ignorancją dla ich preferencji, ale także ujawnieniem amerykańskiej impotencji. Ich szok przerodził się w gniew, gdy Stany Zjednoczone zbombardowały irańskie zbiorniki wody, a Izrael zaatakował irańskie złoża ropy naftowej. Washington ryzykował przyszłość swoich partnerów; gdyby Tehran odpowiedział atakiem na zbiorniki wody lub elektrownie jądrowe w Zatoce Perskiej, wynikający z tego cykl eskalacji mógłby zakończyć się katastrofą gospodarczą państw Zatoki Perskiej i zniszczeniem środowiska na tyle dużym, że staną się one niezdatne do zamieszkania. (Cdn.)
Marc Lynch,
Tłum. Andrzej Filus
MARC LYNCH jest profesorem nauk politycznych i spraw międzynarodowych na Uniwersytecie George’a Washingtona oraz autorem książki America’s Middle East: The Ruination of a Region.
Za: Foreign Affairs

