PolecaneRzeczypospolita

Historia jest zbyt tragiczna, aby wybierać tylko te fakty, które pasują do jednej wersji narracji

Były prezydent Polski, Andrzej Duda zarzucił Ukraińcom, że nie wiedzą prawie nic o „rzezi wołyńskiej” i jej symbolice. Dlatego, nie zagłębiając się w szczegóły genezy tego konfliktu i wzajemnych strategii „opanowania regionu” – zarówno przez nacjonalistów ukraińskich UPA, jak i AK – ani w lokalne starcia i trwające drobne konflikty, przyjrzyjmy się pokrótce najsłynniejszym, ikonicznym (!) i dalekim od powszechnego rozgłosu miejscom tej tragedii, której niewiedza Ukraińców tak bardzo trapi Rzeczpospolitą Obojga Narodów:

Strona polska:

Parośla Pierwsza (wówczas powiat sarneński, obecnie gmina Włodzimierzec, rejon waraski, obwód rówieński) – polska kolonia, 26 gospodarstw rolnych, licząca 130 mieszkańców. Zaatakowana 9. lutego 1943 roku, rzekomo przez oddział UPA (Dowbeszki-Korobki Hryhorija Perehijniaka – zabity 22. lutego). Oddział, podszywając się pod sowieckich partyzantów, związał wszystkich Polaków, a następnie zamordował siekierami i nożami od 149 do 173 mieszkańców wsi. Kilku Ukraińców zostało zwolnionych, dlatego o zbrodnię oskarżono UPA (lub oddział Tarasa Bulby-Borowca, OUN (M)).

Niuanse: podstawowym źródłem teorii o bojownikach UPA są wspomnienia P. Werszyhory, radzieckiego partyzanta i pisarza; wszystkie inne dowody pojawiły się po latach 80. i mogą być zniekształceniem legendy o sprawcach zbrodni.

Przez Paroślę Pierwszą przejechał uzbrojony konny patrol, a mieszkańcy zaczęli się zastanawiać, kim są ludzie, którzy z wysokości siodeł zaglądają w okna domów i lustrują obejścia. „Sowieccy partyzanci” – niosło się po okolicy. Rzekomi partyzanci rozmawiali ze sobą po ukraińsku, ubiorem i zachowaniem zaś jako żywo przypominali miejscowych chłopów. Mijały kolejne miesiące, liczba patroli rosła, wątpliwości gospodarzy też. Zagadka została wyjaśniona 9. lutego 1943 roku.  Akcja zainicjowana przez sotnię Hryhorija Perehijniaka, ps. Dowbeszka-Korobka rozpoczęła się w nocy z 7. na 8. lutego 1943 roku od ataku na niemiecki posterunek. Członkowie sotni podzielili się na kilkuosobowe grupki i rozbiegli się po obejściach. Dobijali się do drzwi, a wyrwanym ze snu mieszkańcom tłumaczyli, że są sowieckimi partyzantami i przyszli wyganiać z okolicy Niemców. Tyle że teraz potrzebują miejsca na odpoczynek i czegoś do zjedzenia. Konni rozmawiali po ukraińsku, a za pasami mieli poutykane siekiery i noże. Przyjezdni obstawili wioskę i nie pozwalali z niej wyjechać ani do niej wjechać. Około godziny 16:00 ludzie Perehijniaka zakończyli biesiadę. „Teraz idziemy dalej. Wcześniej jednak musimy was związać. Dla waszego bezpieczeństwa” – oznajmili. Brzmiało to cokolwiek dziwnie, ale… miało sens. „W tym czasie, gdy operujący w pobliskich lasach partyzanci sowieccy zakładali miny, przywiązywali do drzew wartowników, którymi byli mieszkańcy wsi, wyznaczeni przez Niemców do pilnowania lasów w pobliżu torów kolejowych. Wobec tak obezwładnionych wartowników Niemcy nie wyciągali konsekwencji za sowieckie dywersje”. Tak więc mieszkańcy Parośli pozwolili się związać. Chwilę później we wsi rozpętało się prawdziwe piekło. „Ukraińcy łapali poszczególne osoby i mordowali w okrutny sposób. Kobietom obcinano piersi, nosy, uszy, zrywano paznokcie, obcinano dłonie, nogi, rozpruwano brzuchy. Mężczyznom odrąbywano narządy płciowe, obcinano po kawałku dłonie, ręce, stopy, rozpruwano brzuchy, rozpalonymi drutami wypalano oczy, obcinano języki, nosy, uszy, na to sypano sól. Rozrąbywali głowy plastrami po kawałku. W okropnych męczarniach ci ludzie konali” – opisywał po latach na podstawie relacji nielicznych ocalałych świadków Antoni Przybysz, autor książki Wspomnienia z umęczonego Wołynia. Masakra trwała kilka godzin. Po niej rozpoczął się zakrojony na wielką skalę rabunek mienia. Część sprawców rekrutowała się z grona mieszkańców okolicznych osad. Wśród nich byli chłopi i robotnicy leśni, ale też syn popa i pracownicy ukraińskiego wydziału oświaty z Włodzimierca. „Wymordowano 27 rodzin, żyjących w Parośli oraz szereg osób z innych miejscowości, które przebywały w kolonii lub przez nią przejeżdżały” – podają Siemaszkowie.  Ocalali nieliczni, przede wszystkim dzieci. Jeszcze tego samego dnia do Parośli ściągnęli mieszkańcy okolicznych osad. Ranni, których udało się wydostać z kłębowiska ciał, byli odwożeni do szpitala we Włodzimiercu. 11. lutego odbył się pogrzeb pomordowanych. Ciała mieszkańców zostały złożone w zbiorowej mogile. Było ich tak dużo, że wystawały poza krawędź wykopu. Dlatego ponad nimi usypany został kurhan. Pogrzeb odbywał się w asyście niemieckiej obstawy, wybłaganej na jednym z okolicznych posterunków.

Poryck (obecnie Pawliwka, powiat włodzimierski) – 11. lipca 1943 roku („Krwawa Niedziela”), podczas ataku UPA (?) (lub prawdopodobnie kompanii Dowbosza OUN-Melnyk, 20 bojowników) na polskie osady, oddział powstańców otoczył miejscowy kościół katolicki pw. Trójcy Świętej. Atak nastąpił podczas niedzielnej mszy świętej i święta św. Piotra i Pawła. Kościół został obrzucony granatami, splądrowany, wysadzony w powietrze i podpalony; zginęło w nim i wokół niego około 200 (lub 222) Polaków.

Niuanse: kilka ekshumacji potwierdziło masową zbrodnię; w 2003 roku prezydent Ukrainy Kuczma i prezydent Polski, Kwaśniewski odsłonili we wsi pomnik Pamięć. Smutek. Jedność. (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

 27.08.2026

 

 

 

(Visited 2 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *