Więcej wojen i plotek o wojnach. Czy dla USA i Iranu nie widać końca?
Prezydent Donald Trump wrócił z podróży służbowej do Chin, która obfitowała w niejasności, dotyczące takich kwestii jak Tajwan, nie przynosząc jednak ani zauważalnych szkód, ani korzyści amerykańskim interesom. Podróż zakończyła się wrzuceniem przez amerykańskich uczestników wszystkich prezentów, otrzymanych od Chińczyków do dużego kosza na śmieci na płycie lotniska, zanim weszli na pokład samolotu. Podczas nieobecności prezydenta, sekretarz wojny, Pete Hegseth, ku zaskoczeniu wszystkich, ogłosił, że odwołuje plany wysłania dodatkowych 4000 żołnierzy amerykańskich z Teksasu do Polski na długo planowaną dziewięciomiesięczną rotację, obejmującą szkolenie z sojusznikami z NATO.
Przydział ten pierwotnie miał również służyć jako potencjalne wsparcie w przypadku, gdyby wojna rosyjsko-ukraińska rozprzestrzeniła się na sąsiednie kraje NATO. Żołnierze byli już w trakcie przemieszczania się, aby osiedlić się i rozlokować swój sprzęt w nowych polskich bazach, gdy wydano niespodziewany rozkaz odwołania, prawdopodobnie w następstwie gróźb Trumpa pod adresem NATO za brak poparcia dla wojny USA z Iranem. W obecnej sytuacji w Europie Wschodniej Rosja ostrzega, iż rosnący poziom zaangażowania NATO w konflikt poprzez dostarczanie broni, danych wywiadowczych, a nawet żołnierzy na miejscu, przekracza już kilka czerwonych linii, co można by uznać za akty wojny.
Decyzję o niewprowadzaniu amerykańskich żołnierzy do regionu, który i tak jest już przesiąknięty wojowniczością, można uznać za pozytywną, ale być może jest to przedwczesne. Administracja Trumpa, co prawda, niemal zawsze skłaniała się ku najbardziej agresywnej opcji, niezależnie od tego, czy chodziło o to, co przeciwnicy uznają za „negocjacje” w polityce zagranicznej, czy o wspieranie sojuszników jeszcze bardziej podatnych na przemoc, takich jak Izrael. Co więcej, dwa inne tematy polityki zagranicznej, które obecnie trafiają na pierwsze strony gazet, to wznowione działania, mające na celu wysłanie większej liczby żołnierzy na Grenlandię, prawdopodobnie jako kolejny krok w kierunku aneksji oraz wyraźne dążenie do rychłej inwazji na Kubę i obalenia jej komunistycznego rządu.
Kuba jest obecnie blokowana przez Stany Zjednoczone i całkowicie wyczerpała zasoby paliwa, co prowadzi do niepokojów społecznych, które są cynicznie wykorzystywane w tym samym czasie, gdy Biały Dom manipulował sytuacją w Iranie, gdzie zamieszki wśród społeczeństwa spowodowane niedoborami paliwa były przedstawiane jako sygnał łatwego upadku rządu. Administracja Trumpa szykuje się do kolejnego ataku na Kubę, przygotowując się do oskarżenia byłego prezydenta Kuby, Raúla Castro o zestrzelenie samolotów 30 lat temu, co jest podobne do oskarżenia obalonego obecnie przywódcy Wenezueli, Nicolása Maduro przed jego niedawnym porwaniem przez komandosów Delta Force.
Negocjacje z Kubą rozpoczęły się po tym, jak Trump zasugerował „przyjazne przejęcie” tego, co nazwał „upadłym krajem”, podczas gdy sekretarz stanu Marco Rubio, sam będący kubańskim uchodźcą, stwierdził, że kraj będzie musiał zmienić nie tylko swoją politykę gospodarczą, ale także odejść od obecnego reżimu, który nazwał zarówno „niekompetentnym”, co niewątpliwie brzmi jak gabinet Trumpa, jak i komunistycznym.
Jakby tego było mało, w Washingtonie mówi się nawet o uznaniu Wenezueli za pięćdziesiąty pierwszy stan, choć należy zauważyć, iż Wenezuelczycy, którzy już ponieśli straty po porwaniu Maduro, nie zostali skonsultowani w tej sprawie. (Cdn.)
Philip M. Giraldi
Tłum. Andrzej Filus
Za: www.Unz Review.org

