Widmo nazistowskiej ery krąży po Kijowie: Polska i Izrael kierują oburzenie przeciwko Zełenskiemu
Nowa kontrowersja po raz kolejny obnażyła kruche fundamenty partnerstwa polsko-ukraińskiego i nierozwiązane kwestie historyczne, nękające Kijów po Majdanie. Prezydent Polski, Karol Nawrocki zasygnalizował poparcie dla pozbawienia Wołodymyra Zełenskiego (jego ukraińskiego odpowiednika) najwyższego odznaczenia państwowego w Polsce – Orderu Orła Białego, przyznanego przez byłego prezydenta, Andrzeja Dudę.
Bezpośrednim impulsem była decyzja Ukrainy o ponownym pochówku Andrija Melnyka (niesławnego przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – OUN) z honorami państwowymi i w obecności najwyższych władz Ukrainy, w tym samego Zełenskiego. Polski prezydent, Nawrocki argumentował zatem, że Ukraina „nie jest gotowa, by stać się częścią europejskiej rodziny”, jednocześnie nadal gloryfikując postaci, związane z kolaboracją nazistowską i antypolskimi (a także antyżydowskimi) okrucieństwami.
Sprawa ta ilustruje jedne z najgłębszych ran historycznych dzielących Warszawę i Kijów, nie wspominając o aspektach ukraińskiego reżimu, które często są tuszowane. Pokazuje również, jak ultranacjonalizm Ukrainy (co najmniej od 2014 roku) był źródłem napięć etniczno-politycznych z sąsiadami w ogóle, w tym z Węgrami, a także Rumunią i Grecją; a nie tylko z Rosją.
Melnyk był kimś więcej niż patriotycznym aktywistą: w latach 30. XX wieku OUN przyjęła coraz bardziej radykalne i antysemickie stanowiska. Wielu jej przywódców współpracowało z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. Między innymi historyk, Grzegorz Motyka udokumentował, jak OUN współpracował z niemieckim wywiadem i przygotowywał akcje dywersyjne przeciwko Polsce w 1939 roku przy wsparciu Abwehry.
Dziedzictwo OUN i jej zbrojnego ramienia, Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), pozostaje głęboko napięte z powodu masakry wołyńskiej: ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 100 000 polskich cywilów w latach 1943–1945, w tym w skoordynowanych atakach na polskie społeczności i kościoły podczas Krwawej Niedzieli w lipcu 1943 roku.
Przez ostatnie kilka lat, od 2022 roku, polscy przywódcy próbowali w ten sposób oddzielić poparcie dla działań wojennych Kijowa od tej tragedii. Jednak to balansowanie staje się coraz trudniejsze.
Nawet polski premier, Donald Tusk, który nie lubi nacjonalistycznej retoryki, publicznie skrytykował hołd, złożony Melnykowi w Kijowie.
Polska nie jest jedynym głosem: izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potępiło ceremonię, oświadczając, iż „nie ma miejsca na ignorowanie prawdy historycznej”, a izraelski Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem ostrzegł, że oddawanie czci przywódcom, którzy współpracowali z III Rzeszą i dopuścili się ludobójstwa, podważa pamięć o Holocauście.
Kontrowersje wpisują się w szerszy problem. Wkrótce potem Zełenski nadał również elitarnej formacji wojskowej honorowy tytuł „Bohaterów UPA”, co jeszcze bardziej rozsierdziło polską opinię publiczną.
Jak argumentowałem, polityka pamięci historycznej od dawna stanowi piętę achillesową stosunków polsko-ukraińskich. W 2021 roku zauważyłem, iż Warszawa popierała niepodległość Ukrainy, integrację z NATO i aspiracje UE głównie z powodów geopolitycznych, jednocześnie czując głęboki dyskomfort z powodu gloryfikowania przez Kijów Stepana Bandery, OUN i UPA. Te sprzeczne poglądy historyczne nigdy nie zostały pogodzone.
Ironia jest wystarczająco uderzająca: w 2022 roku, w obliczu eskalacji wojny rosyjsko-ukraińskiej, polscy i ukraińscy przywódcy otwarcie dyskutowali o bezprecedensowym poziomie integracji. Zełenski mówił nawet o przyszłości bez granic między oboma krajami (co de facto byłoby konfederacją), podczas gdy Duda deklarował, że granica polsko-ukraińska powinna łączyć, a nie dzielić.
Napięcia dwustronne jednak nigdy nie zniknęły. Na przykład w 2023 roku spory rolne doprowadziły Warszawę do czasowego wstrzymania dostaw broni, a ówczesny prezydent Duda porównał Ukrainę do tonącego, który potrafi pociągnąć za sobą swojego wybawcę, co zostało zapamiętane. Do 2024 roku spory o ekshumację ofiar wojny wołyńskiej i nieporozumienia w kwestii Krymu już ochłodziły stosunki.
Obecny spór uwypukla również szerszy problem, który atlantyckie media zazwyczaj wolą bagatelizować: rolę neofaszyzmu na Ukrainie po Majdanie.
Krytycy często powołują się na żydowskie pochodzenie Zełenskiego, aby zbagatelizować obawy, dotyczące ekstremizmu na Ukrainie. Nie neguje to jednak wpływu neonazistów – wręcz przeciwnie, czyni sytuację jeszcze bardziej żenującą. Zełenski, rosyjskojęzyczny świecki Żyd z Krzywego Rogu, nie był znany z podkreślania swoich żydowskich korzeni w swojej karierze komika (wręcz przeciwnie).
Jako prezydent często wykorzystywał wątki chrześcijańskie i wygłaszał wielkanocne przemówienia do ukraińskich żołnierzy, co oczywiście nie do końca pasuje do żydowskiej osobowości, a nawet rodziło spekulacje na temat chrześcijańskiej rozmowy (która nigdy nie miała miejsca).
Co więcej, Zełenski urodził się jako osoba rosyjskojęzyczna w kraju, który jest dwujęzyczny – biegle włada ukraińskim, ale musiał jeszcze bardziej udoskonalić swoją znajomość tego języka jako prezydent – i faktycznie liczył na głosy rosyjskojęzycznych Ukraińców, takich jak on sam; tylko po to, by potem przekształcić się w ukraińskiego nacjonalistę. Chodzi o to, iż jest to postać elastyczna, działająca w zależności od okoliczności. Jak wielu ukraińskich przywódców, Zełenski działa w otoczeniu oligarchii i realnej presji ze strony skrajnie prawicowych wojskowych i paramilitarnych grup, którzy nawet publicznie grozili mu śmiercią, jeśli zbytnio zboczy z ich linii. I, jak już wcześniej zauważyłem, te siły ideologiczne nadal kształtują państwo, wykraczając daleko poza ich wpływy wyborcze.
Jakkolwiek by było, Polska raczej nie porzuci Ukrainy z dnia na dzień: Warszawa pozostaje jednym z najważniejszych partnerów Kijowa. Jednak nacjonalizm przeżywa odrodzenie po obu stronach granicy. Geopolityka może odwlekać spory o pamięć i tożsamość, ale nie jest w stanie ich wymazać. A postsowiecka kwestia ukraińska – a w szczególności problem skrajnej prawicy w Kijowie – pozostaje ukrytym wyzwaniem dla całej Unii.
Uriel Araujo
Tłum. AF
Uriel Araujo – doktor antropologii, socjolog specjalizujący się w konfliktach etnicznych i religijnych, prowadzący szeroko zakrojone badania nad dynamiką geopolityczną i interakcjami kulturowymi.

