W świecie Trumpa pojawiają się kolejne komplikacje
Najważniejszym tematem ubiegłego tygodnia, przynajmniej pod względem szokującej wartości, może być ciągnąca się saga sali balowej Białego Domu Trumpa, która początkowo była warta 200 milionów dolarów w ramach rozbudowy wschodniego skrzydła budynku i miała pomieścić 300 gości, a całość mieli sfinansować prywatni darczyńcy. Następnie w planach rozrosła się do 600 gości, a cena podwoiła się. Wschodnie skrzydło Białego Domu zostało następnie całkowicie zburzone bez zgody władz architektonicznych Kapitolu, aby zrobić miejsce dla znacznie większego, niż planowano, obiektu. Gruntowna rekonstrukcja Białego Domu przez Trumpa trwa, mimo że organizacje konserwatorskie z opóźnieniem nasiliły wysiłki, aby powstrzymać całe to tandetne, złocone przedsięwzięcie, określając je jako obrzydliwość, która przytłoczy i zniweczy cały historyczny układ Białego Domu. Co już zrobił Trump? – wybrukował Ogród Różany, założony przez Jackie Kennedy i wprowadził wiele zmian konstrukcyjnych oraz dekoracyjnych we wnętrzu budynku.
Ale to był dopiero początek. Niedawna domniemana próba zamachu na Trumpa w hotelu Washington Hilton stworzyła okazję do powiększenia sali balowej i uczynienia jej jeszcze bardziej wielofunkcyjną, poprzez dodanie zabezpieczeń, takich jak podziemny schron przeciwbombowy, mury odporne na szybowce i drony oraz planowany wewnątrz ośrodek medyczny. Nikogo nie zaskoczyło, iż podniosło to koszt sali balowej i jej dodatków o kolejny miliard dolarów, ponad i tak już podwojony koszt, którego sfinansowania domaga się teraz Trump od podatników w ramach budżetu Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Eksperci Trumpa twierdzą, że te dodatki są niezbędne, ponieważ zapewnią prezydentowi „bezpieczeństwo”.
Według doniesień, Donald Trump, przygotowuje się do podróży do Chin w przyszłym tygodniu, aby spotkać się z przywódcami politycznymi tego kraju. Najwyraźniej robi to częściowo poprzez wizyty na dwóch swoich polach golfowych. Spekuluje się, iż wizyta w Chinach może nie dojść do skutku, ponieważ w regionie Zatoki Perskiej toczą się na nowo walki między USA a Iranem. Chiny z pewnością będą naciskać na podjęcie działań, mających na celu przywrócenie pewnego rodzaju normalności w światowym łańcuchu dostaw energii i nie będą skłonne do podjęcia takich działań, dopóki trwa aktywne zakłócanie przepływu tankowców z ropą i gazem w Cieśninie Ormuz. Każde porozumienie między Iranem a USA, nawet tymczasowe, będzie musiało priorytetowo traktować przywrócenie normalnego ruchu przez Cieśninę Ormuz.
Jeśli więc podróż się nie odbędzie, Trump pozostanie na Florydzie, gdzie będzie mógł spędzać czas wokół swojego sześciometrowego złotego posągu, niedawno odsłoniętego na polu golfowym Trump Doral, gdzie chrześcijańscy kaznodzieje syjonistyczni oraz dwóch rabinów poprowadzili modlitwy ku czci i prawdopodobnie konsekracji pozłacanego wizerunku mężczyzny z uniesioną pięścią, którego uważają za najwspanialszego prezydenta Ameryki. Podczas gdy sekretarz stanu, Marco Rubio, przebywał właśnie w Rzymie na spotkaniu z papieżem Leonem, relacje między państwem a Kościołem wywołały również reakcję ze strony oddanego pastora, Roberta Jeffressa, chrześcijańskiego syjonisty, który stwierdził: „Wygląda na to, że prezydent Trump lepiej rozumie, czego naucza Biblia, niż papież”.
Czy Donald mógłby przestać próbować odbijać piłkę kijem i zamiast tego spędzić trochę czasu w Białym Domu, rozmawiając z pracownikami, którzy może zainteresowaliby się uczynieniem życia zwykłych Amerykanów mniej nieszczęśliwym? Trzeba jednak przyznać, iż jest to mało prawdopodobne, ponieważ nikt w gabinecie Trumpa z prezydentem na czele, nie wydaje się troszczyć o Amerykanów. (Cdn.)
Philip Giraldi,
Tłum. Andrzej Filus
Źródło: Unz Review

