Gospodarka i politykaPolecane

Trump ominął szczyt w Dosze, aby „uratować” Izrael?

Washington. Niczym ojciec chrzestny mafii, Donald Trump przedstawił Hamasowi ofertę „nie do odrzucenia”. Odmowa w tym przypadku oznaczałaby katastrofę. Trump powiedział to samo, przewidując „ponury los” dla ruchu, jeśli odrzuci plan, który został poparty przez kluczowe kraje arabskie i islamskie oraz zapewnił regionalne i międzynarodowe wsparcie dla jego propozycji.

Hamas stoi teraz przed wyborem: odrzucić plan Białego Domu i popełnić samobójstwo poprzez ciągłe miażdżenie go i palestyńskiej ludności cywilnej w Strefie Gazy przez Binjamina Netanjahu, czy zgodzić się nań i tym samym podpisać dokument o upadku ugrupowania z powodu wewnętrznych sporów. Jego położenie mierzy się podziałem lojalności między frakcjami w czterech stolicach, w tym w Tehranie.

W rzeczywistości plan Trumpa udaremnia cel Netanjahu, jakim była okupacja Zachodniego Brzegu, po tym, jak zobowiązał się on przywódcom ośmiu państw arabskich i islamskich, z którymi się spotkał, do powstrzymania go przed aneksją.

W istocie plan zamroził cel utworzenia państwa palestyńskiego, po tym jak globalna fala poparcia dla jego uznania osiągnęła nieodwracalny etap.

W zamian za zobowiązanie do zapobieżenia aneksji Zachodniego Brzegu, Trump wyraził zrozumienie dla odrzucenia przez Netanjahu idei państwowości. 150 państw arabskich, islamskich, europejskich i azjatyckich, które poparły rozwiązanie dwupaństwowe, nie liczyło na szybki przełom. Przywódcy francusko-saudyjscy, pomimo jej kluczowego znaczenia, skupili się na priorytetowym traktowaniu zakończenia wojny w Strefie Gazy.

 

Cel normalizacji odszedł w zapomnienie

Trump odłożył dyskusję na temat porozumień pokojowych na późniejszy etap, zdając sobie sprawę, że nie ma sensu dyskutować o normalizacji stosunków między Arabami a Izraelem, skoro ludobójstwo na ich własnym narodzie trwa.

Nie tylko ambicja mężczyzny, by zdobyć Pokojową Nagrodę Nobla, skłoniła go do pośpiechu w zaproponowaniu planu, opracowanego wcześniej przez jego zięcia, Jareda Kushnera, i Tony Blaira. Plan ten opiera się na bodźcach ekonomicznych i ignoruje prawa narodowe Palestyńczyków. Netanjahu zdołał sabotować wszystkie porozumienia o zawieszeniu broni i zrzucić winę na Hamas. Nieporozumienia między frakcjami ruchu w sprawie projektów osiedleńczych ułatwiły izraelskiej prawicy wznowienie ludobójstwa.

Odrzucenie planu przez Islamski Ruch Dżihadu, argumentując, że osiąga on cele Izraela, jest jedynie echem stanowiska Tehranu.

 

Szkody, wynikające z akceptacji izraelskiej agresji przez Trumpa

Istnieją czynniki, które skłoniły Trumpa do zaproponowania swojego planu:

  1. Błąd Netanjahu w bombardowaniu Dohy, który wywołał arabsko-islamską kampanię, poważnie ostrzegającą przed dystansowaniem się tradycyjnych sojuszników Washingtonu. Najpoważniejszym ostrzeżeniem był traktat o wzajemnej obronie między Arabią Saudyjską a Pakistanem. Wskazał on na tendencję tych krajów do dywersyfikacji swoich planów obronnych, zamiast ograniczania ich do sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Ma to fundamentalny wpływ na układy regionalne. Decyzja Rady Współpracy Zatoki Perskiej o uruchomieniu wspólnych mechanizmów obronnych wśród sześciu państw członkowskich wpisuje się w ten trend.
  2. Washington musiał odróżnić się od Izraela po tym, jak został oskarżony o dawanie zielonego światła, a nawet o udział w planowaniu dużych operacji prowadzonych przez izraelskie lotnictwo i wywiad. Biały Dom był przekonany, iż zaprzeczanie wiedzy o ataku na Dohę jest niewiarygodne. Późniejsze sprostowanie Trumpa jedynie potwierdziło to równanie, o czym świadczyło zmuszenie Netanjahu do przeprosin Kataru i zaoferowanie odszkodowania za zabicie katarskiego oficera sił bezpieczeństwa.

 

Ominięcie dwóch bezprecedensowych punktów szczytu w Dosze

  1. Swoim planem, dotyczącym Gazy, Trump ominął decyzje wysokiego szczebla szczytu arabsko-islamskiego w Dosze 15. września. Decyzje te, wraz z decyzjami Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), które poprzedziły nowojorską konferencję uznającą Państwo Palestyńskie, postawiły Amerykę w sytuacji podobnej do międzynarodowej i dyplomatycznej izolacji, w jaką popadł Izrael. Polityczny i medialny szum wokół konferencji w Nowym Jorku oraz reakcje na atak na Katar przesłoniły decyzję szczytu w Dosze o podjęciu dwóch najważniejszych i bezprecedensowych decyzji:

* Punkt 15. wzywa wszystkie państwa do wspierania wysiłków na rzecz położenia kresu bezkarności i pociągnięcia ich do odpowiedzialności za naruszenia i zbrodnie, nałożenia na nie sankcji, przeglądu stosunków dyplomatycznych i gospodarczych z nimi oraz wszczęcia przeciwko nim postępowania prawnego.

* Punkt 16. wzywał do rozważenia zgodności członkostwa Izraela w Organizacji Narodów Zjednoczonych z Kartą Narodów Zjednoczonych, w obliczu oczywistych naruszeń warunków członkostwa i ciągłego lekceważenia rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych, z koordynacją działań, mających na celu zawieszenie członkostwa Izraela w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

W stylu ojca chrzestnego mafii, Donald Trump złożył Hamasowi ofertę „nie do odrzucenia”.

 

Największe wyzwanie, stojące przed Hamasem

Te dwa punkty stanowią przyszłe ryzyko dla państwa hebrajskiego. Istnieją dwa podejścia do interpretacji motywacji Trumpa do zakończenia wojny w Strefie Gazy:

Pierwszy pogląd głosi, że zdawał sobie sprawę, iż nieodwracalnie zniszczyłyby one jego projekt normalizacji stosunków arabsko-izraelskich, nawet gdyby nie zostały wdrożone.
Drugi pogląd głosi, iż zaprzestanie działań wojennych jest rozwiązaniem dla krajów, które zgodziły się na te dwa punkty, aby nie posunęły się za daleko w ich wdrażaniu.

Wszystko to nie neguje faktu, że najpoważniejsze wyzwanie stoi przed Hamasem. Czy naprawdę chce on zakończyć wojnę?

Początkowe sprzeciwy Hamasu ograniczały się do „źródeł w kierownictwie”, które nie miały odwagi oficjalnie odrzucić planu Trumpa, biorąc pod uwagę jego wygórowane koszty. Ruch nie ma żadnego pola manewru, ponieważ kraje, które sponsorowały jego obserwacje w poprzednich negocjacjach, takie jak Egipt, Turcja i Katar, nie wzięły pod uwagę argumentu, iż Netanjahu zmienił plan podczas spotkania z Trumpem, uzależniając wycofanie armii izraelskiej od rozbrojenia Hamasu i zastrzegając sobie prawo do administracji bezpieczeństwa w Strefie Gazy. Wszystkie trzy kraje zaakceptowały to. Egipt, przy wsparciu Ankary, Dohy i Rijadu, ukończył szkolenie 5000 palestyńskich funkcjonariuszy policji, którzy mają przejąć obowiązki w zakresie bezpieczeństwa w Strefie Gazy we współpracy z Autonomią Palestyńską.

 

Dylemat odrzucenia i akceptacji

Odpowiedzi Hamasu spreparowały argumenty za utrzymaniem broni, tak jak Hezbollah w Libanie, wspierany przez Tehran, wymyśla argumenty za jej nieoddawaniem. Powstaje ten sam dylemat. Dwa lata po Intifadzie Al-Aksa broń udowodniła dwie rzeczy:

Washington musiał odróżnić się od Izraela, po tym jak oskarżono go o dawanie zielonego światła, a nawet o udział w planowaniu dużych operacji.

Jego nieskuteczność w egzekwowaniu praw.

Ogromna nierównowaga sił powinna być bodźcem do przyjęcia zupełnie innej strategii. Ta nierównowaga rozpętała kampanię ludobójstwa, którą należy powstrzymać.
Odrzucenie planu przez Ruch Islamskiego Dżihadu, argumentujący, że osiąga on cele Izraela, jest jedynie echem stanowiska Tehranu. Panuje przekonanie, iż uwagi Hamasu mają na celu zyskanie czasu na pojednanie jego frakcji, rozproszonych po różnych stolicach lub na komunikację z wewnętrznymi liderami. Ruch nie znajduje się w najlepszej sytuacji. Nawet kraj taki jak Indonezja, który ułatwił Hamasowi inwestycje finansowe, znajduje się teraz na liście krajów, które wyślą siły do ​​realizacji planu Trumpa w Strefie Gazy. Malezja również zatwierdziła ten plan.

Nehme Hamie
2025-10-04

Tłum. Andrzej Filus

(Visited 37 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *