Stojąc na skraju wojny w Iranie
Miliony ludzi na całym świecie siedziały niecierpliwie w weekend, czekając na wiadomość, czy pośrednie rozmowy specjalnego wysłannika Trumpa, Steve Witkoffa z irańskim ministrem spraw zagranicznych zmniejszą napięcia, czy też załamią się i doprowadzą do poważnej wojny na Bliskim Wschodzie.
Jeśli wydaje się dziwne, że wynik spotkania między wyznaczonym negocjatorem prezydenta USA a ministrem spraw zagranicznych może zadecydować o tym, czy wpadniemy w prawdopodobnie największą wojnę od czasów II wojny światowej, to dlatego, iż jest to dziwne. W rzeczywistości to doskonały przykład tego, dlaczego nasi Ojcowie Założyciele byli tak zdeterminowani, aby utrzymać władzę wojenną poza władzą wykonawczą rządu. Żadna osoba – a tym bardziej jej asystent – nie powinna mieć władzy na tyle, aby doprowadzić ten kraj do wojny.
Dlatego Konstytucja powierza władzę do wywoływania wojny stanowczo i wyłącznie przedstawicielom ludu: Kongresowi USA. W końcu to od narodu amerykańskiego oczekuje się walki w wojnach, płacenia za nie i ponoszenia ciężaru ich skutków. Kiedy ta niewiarygodna moc trafia w ręce jednej osoby – nawet jeśli ta osoba zostanie wybrana – pokusa, by jej użyć, jest zbyt duża. Nasi Ojcowie Założyciele rozpoznali tę słabość systemu, przeciwko któremu się buntowali – brytyjskiej monarchii – więc mądrze ją skorygowali, gdy opracowywali naszą Konstytucję.
Jeśli Stany Zjednoczone nie są bezpośrednio atakowane lub nie stoją w obliczu bezpośredniego ataku, Konstytucja wymaga, by Kongres rozważał, omawiał i decydował, czy konflikt lub potencjalny konflikt jest wart zaangażowania sił zbrojnych USA. Ojcowie Założyciele chcieli, by było trudniej, a nie łatwiej, doprowadzić nas do wojny.
Kiedy wojny mogą być rozpoczynane przez prezydentów bez upoważnienia, przyznanego przez Kongres, wyniki mogą być takie jak niekończące się starcia militarne z ciągle zmieniającymi się, nieosiągalnymi celami, takimi jak te, które widzieliśmy w Afganistanie i Iraku.
Obecnie jesteśmy świadkami kolejnego takiego niekończącego się konfliktu, który narasta wraz z decyzją prezydenta Trumpa o rozpoczęciu bombardowania Jemenu w zeszłym miesiącu. Deklarowane cele – zakończenie ingerencji Houthi w izraelską żeglugę na Morzu Czerwonym – nie są osiągane, więc, jak to zwykle bywa, bombardowanie rozszerza się i powoduje więcej śmierci i zniszczeń wśród ludności cywilnej. W ciągu ostatniego tygodnia lub około tego, amerykańskie bomby uderzyły w zakłady zaopatrzenia w wodę dla 50 000 cywilów i najwyraźniej wysadziły w powietrze zgromadzenie cywilne plemienia.
Rozpoczęcie wojny z Iranem było ostatnią rzeczą, o której myśleli amerykańscy wyborcy w listopadzie ubiegłego roku, a z pewnością ci, którzy głosowali na Donalda Trumpa, byli przynajmniej częściowo zmotywowani jego obietnicą zakończenia obecnych wojen i nierozpoczynania nowych wojen. Istnieje jednak dziwna logika, że aby spełnić obietnicę braku nowych wojen, USA muszą grzechotać szablą po całym świecie, aby zastraszyć innych przed przekroczeniem progu Białego Domu. To właśnie wydaje się oznaczać powtarzane wyrażenie „Pokój przez siłę”. Ale prawdziwa siła, której potrzeba, aby zaprowadzić i utrzymać pokój, to siła, aby po prostu odejść. To siła, aby przestać wtrącać się w konflikty, które nie mają niczego wspólnego ze Stanami Zjednoczonymi.
Tutaj wkracza Kongres. Tylko, że kongresmani nie wchodzą. Nigdzie ich nie ma. A to nie jest dobra rzecz.
Ron Paul
Tłum. Andrzej Filus
Źródło: Ron Paul Institute

