InnePolecane

Prawdziwy stan wyjątkowy: niekończące się wojny, zawodna infrastruktura i umierająca republika

„Każda wyprodukowana broń, każdy zwodowany okręt wojenny, każda wystrzelona rakieta oznaczają – w ostatecznym rozrachunku – okradanie tych, którzy są głodni i nie nakarmieni, tym, którzy są zmarznięci i nie mają ubrania

prezydent Dwight D. Eisenhower (16. kwietnia 1953 r.).

Siedemdziesiąt lat po tym, jak prezydent Dwight D. Eisenhower ostrzegł o kosztach kompleksu militarno-przemysłowego, Ameryka nadal okrada swoich obywateli, aby sfinansować globalne imperium.

Tylko w 2025 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki powietrzne w Jemenie (operacja Rough Rider), zbombardowały kontrolowane przez Houthi porty i instalacje radarowe (zabijając dziesiątki cywilów), wysłały liczny zastęp żołnierzy i wiele lotniskowców na Bliski Wschód i zbliżyły się do bezpośredniej wojny z Iranem, aby wesprzeć eskalujący konflikt Izraela.

Każdy z tych „nowych” frontów został sprzedany opinii publicznej jako obrona narodowa. Prawda jest taka, że są to najnowsze placówki w trwającej od dziesięcioleci kampanii na rzecz utrzymania imperium – takiej, która wypełnia kieszenie wykonawców zamówień obronnych, podczas gdy szkoły się waliły, mosty się zawalały, a weterani spali na ulicach, a nie w domach.

Nie chodzi tu o obronę narodową. Chodzi o utrzymanie imperium.

Chodzi o zachowanie kompleksu militarno-przemysłowego, który czerpie zyski z niekończących się wojen, globalnej policji i okupacji zagranicznych – podczas gdy infrastruktura kraju gnije, a mieszkańcy Ameryki są zaniedbywani.

Stany Zjednoczone spędziły większość ostatniego półwiecza na pilnowaniu porządku na świecie, okupowaniu innych krajów i prowadzeniu niekończących się wojen.

Większość Amerykanów nie zdaje sobie sprawy, że te trwające wojny niewiele mają wspólnego z zapewnieniem bezpieczeństwa kraju, bowiem wszelkie  poczynania są związane ze wspieraniem kompleksu militarno-przemysłowego, którego celem jest dominacja nad światem.

Wojna stała się ogromnym przedsięwzięciem, przynoszącym krociowe dochody, a rząd USA ze swoim ogromnym imperium wojskowym jest jednym z najlepszych kupców i sprzedawców.

Rola Ameryki w konflikcie rosyjsko-ukraińskim kosztowała już podatników ponad 112 miliardów dolarów.

A teraz cena imperium znów rośnie.

Najwyraźniej nadszedł czas, aby rząd USA przestał nadzorować glob.

Według doniesień, armia USA ma ponad 1,3 miliona mężczyzn i kobiet w czynnej służbie, z czego ponad 200 000 stacjonuje za granicą, w niemal każdym kraju na świecie.

Wojska amerykańskie stacjonują w Somalii, Iraku i Syrii. W Niemczech, Korei Południowej i Japonii. W Arabii Saudyjskiej, Jordanii i Omanie. W Nigrze, Czadzie i Mali. W Turcji, na Filipinach i w północnej Australii.

Liczby te są prawdopodobnie znacznie wyższe, zgodnie z polityką Pentagonu, polegającą na nieujawnianiu w pełni, gdzie i ile żołnierzy jest rozmieszczonych w celu „bezpieczeństwa operacyjnego i pozbawienia wroga jakiejkolwiek przewagi”. Jak wyjaśnia dziennikarz śledczy, David Vine „Chociaż niewielu Amerykanów zdaje sobie z tego sprawę, Stany Zjednoczone prawdopodobnie mają więcej baz na obcych ziemiach niż jakikolwiek inny lud, naród lub imperium w historii”.

Niesamowite, iż amerykańskie siły zbrojne nie są po to wysyłane za granicę, aby chronić naszą wolność tutaj, w kraju. Zamiast tego są wykorzystywane do ochrony pól naftowych, budowy zagranicznej infrastruktury i ochrony interesów finansowych elity korporacyjnej. W rzeczywistości wojsko Stanów Zjednoczonych wydaje około 81 miliardów dolarów rocznie tylko na ochronę dostaw ropy na całym świecie.

Amerykańskie imperium wojskowe obejmuje prawie 800 baz w 160 krajach, których koszt wynosi ponad 156 miliardów dolarów rocznie. Jak podaje Vine, „Nawet amerykańskie ośrodki wojskowe i tereny rekreacyjne w miejscach takich jak Alpy Bawarskie i Seul w Korei Południowej są swego rodzaju bazami. Na całym świecie wojsko prowadzi ponad 170 pól golfowych”.

Oto jak imperium wojskowe okupuje glob.

Przez 20 lat amerykańska machina wojenna wspierała reżim w Afganistanie, wydając biliony dolarów i powodując tysiące zabitych. Kiedy wojska opuściły Afganistan, kompleks militarno-przemysłowy po prostu zmienił teatry działań – zamieniając Jemen, Iran i Morze Czerwone w nowe linie frontu.

Każdy nowy konflikt jest reklamowany jako obrona narodowa. W rzeczywistości dla globalnej obecności Pentagonu to normalny biznes, a amerykańscy żołnierze są wykorzystywani jako pionki w niekończących się dążeniach rządu do kontrolowania rynków globalnych, wspierania zagranicznych reżimów i zabezpieczania ropy, danych i strategicznych portów – a wszystkie te operacje są wmawiane nam, że to w imię wolności.

W ten sposób kompleks militarno-przemysłowy, wspomagany i podżegany przez takich ludzi jak Donald Trump, Joe Biden, Barack Obama, George W. Bush, Bill Clinton i inni, nadal bogaci się kosztem podatników.

Jednak podczas gdy uzasadnienie, dlaczego amerykańskie siły zbrojne patrolują glob, może się zmieniać, te wojny za granicą nie czynią Ameryki – ani reszty świata – bezpieczniejszą, z pewnością nie czynią Ameryki ponownie wielką i niezaprzeczalnie pogrążają USA jeszcze głębiej w długach.

Wydatki wojenne doprowadzają Amerykę do bankructwa.

Chociaż Stany Zjednoczone stanowią zaledwie 5% światowej populacji, Ameryka szczyci się wielkością swoich wydatków wojskowych, które wynoszą prawie 50% wszystkich wydatków na świecie, wydając na wojsko więcej niż 19 kolejnych krajów o największych wydatkach razem wziętych.

W rzeczywistości Pentagon wydaje na wojnę więcej niż wszystkie 50 stanów razem wziętych na opiekę zdrowotną, edukację, opiekę społeczną i bezpieczeństwo.

Amerykański kompleks militarno-przemysłowy stworzył imperium o niespotykanym dotychczas zasięgu i rozmachu, którego celem jest prowadzenie nieustannych wojen na całym świecie.

Od 2001 r. rząd USA wydał ponad 10 bilionów dolarów na prowadzenie niekończących się wojen, z czego większość tej sumy pożyczył, większość zmarnował, a wszystko to zapłacił krwią ludzką i pieniędzmi podatników.

Dodajmy Jemen i eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie w 2025 r., a ostateczny rachunek za przyszłe wojny i ćwiczenia wojskowe prowadzone na całym świecie wyniesie łącznie dziesiątki bilionów dolarów.

Zaangażowane przez chciwych wykonawców zbrojeniowych, skorumpowanych polityków i niekompetentnych urzędników rządowych, amerykańskie imperium wojskowe wysysa kraj z szybkością ponad 32 milionów dolarów na godzinę.

W rzeczywistości rząd USA wydawał w Iraku co pięć sekund więcej pieniędzy, niż przeciętny Amerykanin zarabia w ciągu roku.

Mówiąc o nieodpowiedzialności fiskalnej: rząd USA wydaje pieniądze, których nie ma, na imperium wojskowe, na które go nie stać.

Nawet gdybyśmy dziś zakończyli rządową ingerencję wojskową i sprowadzili wszystkie wojska do domu, zajęłoby to nam dekady, aby spłacić cenę tych wojen i pozbyć się wierzycieli rządu.

Jak mówi dziennikarz śledczy, Uri Friedman, od ponad 15 lat Stany Zjednoczone walczą z terroryzmem za pomocą karty kredytowej, „w zasadzie finansując wojny długiem, w formie zakupów amerykańskich obligacji skarbowych przez podmioty z siedzibą w USA, takie jak fundusze emerytalne, władze stanowe i lokalne, a także przez kraje takie jak Chiny i Japonia”.

Wojna nie jest tania, ale staje się oburzająco kosztowna, gdy weźmie się pod uwagę niekompetencję rządu, oszustwa i chciwych kontrahentów. Rzeczywiście, wiodąca firma księgowa doszła do wniosku, iż jedna z największych agencji Pentagonu „nie może rozliczyć się z wydatków, wartych setki milionów dolarów”.

Niestety, nie inaczej będzie w przypadku wydatków, które można śledzić.

Audyt rządowy wykazał, że wykonawca zamówień obronnych, Boeing, pobierał od podatników ogromne opłaty za pospolite części, co skutkowało dziesiątkami milionów dolarów przekroczenia wydatków. Jak zauważono w raporcie, amerykański podatnik zapłacił:

71 dolarów za metalową szpilkę, która powinna kosztować zaledwie 4 centy; 644,75 dolarów za mały sprzęt mniejszy od dziesięciocentówki, który sprzedaje się za 12,51 dolara: wzrost ceny o ponad 5100 procent. 1678,61 dolarów za inną maleńką część, również mniejszą od dziesięciocentówki, którą można było kupić w DoD za 7,71 dolara: wzrost o 21 000 procent. 71,01 dolarów za prostą, cienką metalową szpilkę, którą DoD miało pod ręką, nieużywane w ilości dziesiątek tysięcy, za 4 centy: wzrost o ponad 177 000 procent.

Fakt, iż takie zawyżanie cen stało się akceptowaną formą korupcji w amerykańskim imperium wojskowym, jest smutnym stwierdzeniem, jak małą kontrolę „my, ludzie” mamy nad naszym niekontrolowanym rządem.

Pamiętajcie, to nie jest po prostu skorumpowane zachowanie. To śmiertelne, zwyczajnie niemoralne zachowanie.  (Cdn.)

 

John W. i Nisha Whitehead

Tłum. Andrzej Filus

Na zdjęciu: Gen. Dwight D. Eisenhower za kierownicą jeepa, czerwiec 1945 r.

Za: Ron Paul Institute

(Visited 17 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *