Prawdziwy stan wyjątkowy: niekończące się wojny, zawodna infrastruktura i umierająca republika (2)
Amerykanie do tej pory pozwalali sobie na karmienie się łyżeczką stałej diety prowojennej propagandy, która sprawia, że zadowalają się machaniem flagami z patriotycznym zapałem i są mniej skłonni do zbytniego przyglądania się rosnącej liczbie ofiar, zrujnowanym życiom, spustoszonym krajom, reakcjom ubocznym, wynikającym z nierozsądnych zabójstw przy użyciu dronów i bombardowań w obcych krajach lub przekształcaniu naszej ojczyzny w strefę wojny.
Bombardowanie portu Ras Isa w Jemenie przez siły amerykańskie – śmierć ponad 80 cywilów – jest tylko najnowszym przykładem zbrodni wojennych, usprawiedliwianych przez interes narodowy.
To musi się zmienić.
Rząd USA nie czyni świata bezpieczniejszym. Przeciwnie, sprawia, że świat staje się bardziej niebezpieczny. Szacuje się, iż wojsko USA co 12 minut zrzuca bombę gdzieś na świecie. Od 11. września rząd Stanów Zjednoczonych bezpośrednio przyczynił się do śmierci około 500 000 ludzi. Każda z tych ofiar została opłacona z pieniędzy podatników.
Wraz z eskalacją w 2025 r. te liczby będą tylko rosły.
Rząd USA nie czyni Ameryki bezpieczniejszą. Naraża obywateli USA na alarmujący poziom reakcji – termin CIA, odnoszący się do niezamierzonych konsekwencji międzynarodowych działań rządu USA. Chalmers Johnson, były konsultant CIA, wielokrotnie ostrzegał, że wykorzystanie przez Amerykę swojej armii do zdobycia władzy nad światową gospodarką doprowadzi do druzgocących reakcji.
Ataki z 11. września były reakcją. Zamach bombowy podczas maratonu w Bostonie był reakcją. Próba zamachu bombowego na Times Square była reakcją. Strzelec z Fort Hood, major amerykańskiej armii, był reakcją.
Obawiam się, iż trwające ataki dronów armii USA wywołają jeszcze więcej reakcji przeciwko narodowi amerykańskiemu.
Militaryzacja Ameryki przez jastrzębi wojennych – przywożenie do domu łupów wojennych (czołgów, granatników, hełmów kevlarowych, karabinów szturmowych, masek gazowych, amunicji, taranów, lornetek noktowizyjnych itp.) i przekazywanie ich lokalnej policji, zamieniające w ten sposób Amerykę w pole bitwy – również jest reakcją odwetową.
James Madison miał rację: „Żaden naród nie mógłby zachować swojej wolności pośród nieustannej wojny”. Jak wyjaśnił Madison, „ze wszystkich wrogów publicznej wolności wojna jest prawdopodobnie najbardziej przerażająca, ponieważ zawiera i rozwija zalążek każdego innego zła. Wojna jest rodzicem armii; z nich pochodzą długi i podatki… znane instrumenty podporządkowania wielu dominacji nielicznych”.
Widzimy, jak to się rozgrywa na naszych oczach.
Rząd destabilizuje gospodarkę, niszczy infrastrukturę narodową poprzez zaniedbania i brak zasobów oraz zamienia pieniądze podatników w krwawe pieniądze swoimi niekończącymi się wojnami, atakami dronów i rosnącą liczbą ofiar śmiertelnych.
Infrastruktura kraju jest w rozsypce. Szkoły publiczne są niedofinansowane. Psychiatryczna opieka zdrowotna się załamuje. Podstawowe potrzeby, takie jak mieszkanie, transport i czysta woda, pozostają niezaspokojone. Tymczasem rządowi kontrahenci zrzucają bomby na wioski trzeciego świata i nazywają to strategią.
To nie jest po prostu zły budżet. To moralne bankructwo. Kraj, który nie potrafi zadbać o swoich obywateli, nie powinien zajmować się resztą świata.
Mosty się zawalają, systemy wodne zawodzą, studenci toną w długach, a weterani śpią na ulicach – podczas gdy Pentagon buduje pasy startowe na pustyni i finansuje wojny zastępcze, których sensu nikt nie potrafi wyjaśnić.
Oczywiste jest, że nasze priorytety narodowe rozpaczliwie wymagają gruntownego remontu.
Sami finansujemy swój własny upadek. Drogi gniją, gdy jeżdżą konwoje wojskowe. Sieć energetyczna zawodzi, gdy latają drony. Nasza siła narodowa jest wysysana przez finansowanie machiny wojennej, która nie produkuje niczego poza śmiercią, długiem i patologią.
Nie potrzebujemy kolejnej wojny. Potrzebujemy zmartwychwstania republiki.
Czas przestać nadzorować świat. Sprowadzić wojska do domu. Zamknąć bazy wojskowe. Zakończyć tajne wojny. Okroić budżet Pentagonu. Droga do pokoju zaczyna się od całkowitego wycofania się z drogi imperialnej.
U szczytu swojej potęgi nawet potężne Imperium Rzymskie nie mogło stawić czoła upadającej gospodarce i rozrastającej się armii. Przedłużające się okresy wojny i fałszywy dobrobyt gospodarczy w dużej mierze doprowadziły do jego upadku. Jak przewiduje historyk Chalmers Johnson:
„Los poprzednich imperiów demokratycznych sugeruje, że taki konflikt jest nie do utrzymania i zostanie rozwiązany na jeden z dwóch sposobów. Rzym próbował utrzymać swoje imperium i stracił demokrację. Brytania zdecydowała się pozostać demokratyczna i w tym procesie oddała swoje imperium. Celowo lub nie, naród Stanów Zjednoczonych jest już dobrze wciągnięty w drogę niedemokratycznego imperium.”
To jest „nieuzasadniony wpływ, pożądany lub nie, kompleksu militarno-przemysłowego”, przed którym prezydent Dwight Eisenhower ostrzegał nas, abyśmy nie pozwolili, by naraził nasze wolności lub procesy demokratyczne.
Eisenhower, który pełnił funkcję Naczelnego Dowódcy sił alianckich w Europie podczas II wojny światowej, był zaniepokojony wzrostem napędzanej zyskiem machiny wojennej, która pojawiła się po wojnie – takiej, która, aby się utrzymać, musiałaby nadal prowadzić wojnę.
Nie zwróciliśmy uwagi na jego ostrzeżenie.
Jak jasno wyrażam w mojej książce Battlefield America: The War on the American People i jej fikcyjnym odpowiedniku The Erik Blair Diaries, wojna jest wrogiem wolności.
Dopóki amerykańscy politycy będą nas wciągać w wojny, które doprowadzą naród do bankructwa, narażą naszych żołnierzy i żołnierki, zwiększą prawdopodobieństwo terroryzmu i odwetu w kraju oraz popychają naród do tak zbliżającego się ostatecznego upadku, a „my, ludzie” znajdziemy się w stanie wiecznej tyranii.
Na koniec nie tylko imperium upadnie. Również republika, którą po drodze imperium wydrążyło.
John W. i Nisha Whitehead
Tłum. Andrzej Filus
Za: Ron Paul Institute

