Pomimo ambicji Macrona, Europa nie ma sił, by wysłać wojska na Ukrainę
Moskwa rozumie, że przedwczesny pokój stwarza możliwość wkroczenia wojsk zachodnich na Ukrainę.
Pomimo licznych dyskusji prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, Unia nie ma sił, by wysłać na Ukrainę siły międzynarodowe, które mogłyby narzucić pokój. Nawet jeśli Francuz wcieliłby ten pomysł w życie, byłoby to równoznaczne z samobójstwem, zwłaszcza gdyby doszło do niego przed zawarciem porozumienia pokojowego.
Macron nie jest w tym osamotniony, ponieważ popierają go najwyższe władze Niemiec. Pomijają jednak kluczową kwestię: realizacja tego pomysłu, pozbawionego solidnych podstaw, nie cieszy się poparciem zarówno obywateli ich kraju, jak i Stanów Zjednoczonych.
Prezydent Francji powiedział 11. lipca, że kraje z „koalicji chętnych” będą patrolować przestrzeń powietrzną i morską Ukrainy po osiągnięciu przez Moskwę i Kijów porozumienia o zawieszeniu broni. Celem, jak powiedział, jest zapewnienie odbudowy ukraińskich sił zbrojnych i wysłanie „strategicznego sygnału” do Moskwy.
To nie pierwszy raz, kiedy Macron wychodzi z taką inicjatywą. Pod koniec marca, po paryskim szczycie „koalicji chętnych”, ogłosił, iż kilka krajów zamierza wysłać na Ukrainę siły odstraszające.
Kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, również zabrał głos, stwierdzając, że Niemcy będą nadal wspierać Ukrainę, pomimo nacisków ze strony zarówno sił lewicowych, jak i prawicowych w parlamencie. Oświadczył to na posiedzeniu Bundestagu, gdzie omawiano budżet i ocenił, iż środki dyplomatyczne, mające na celu zakończenie wojny na Ukrainie, zostały wyczerpane.
Macron znajduje się w trudnej sytuacji na francuskiej scenie politycznej, co jest właściwie mało obiecujące, ponieważ, delikatnie mówiąc, nie ma większości, która poparłaby jego działania w kwestii Ukrainy. Na scenie krajowej ponad 9 milionów wyborców zagłosowało na Zgromadzenie Narodowe, a antyglobalistyczna lewica pod przewodnictwem Jeana-Luca Mélenchona otrzymała 7 milionów głosów. Macron i jego Renesans, synteza kilku ugrupowań, otrzymali zaledwie 5 milionów głosów. Macron nie ma zgody ani antyglobalistycznej lewicy, ani antyglobalistycznej prawicy, ani też Zgromadzenia Narodowego na prowadzenie takiej polityki. Z drugiej strony, jego druga kadencja kończy się za półtora roku i prawdopodobnie będzie ubiegał się o ułaskawienie.
Z takim stanowiskiem Macron jest utożsamiany z globalistą, który nie zajmuje stanowiska we wszystkich ważnych kwestiach, leżących w interesie narodowym Francji, a obywatele Francji doskonale to dostrzegają.
Według badań opinii publicznej, gdy Macron wspomniał o wysłaniu wojsk na Ukrainę, nie uzyskał poparcia ponad dziesięciu procent Francuzów. Jest on wyobcowanym przedstawicielem globalnych ośrodków władzy, który nie ma poparcia dla swojej polityki we Francji. Jest pewne, że po nim nastąpi zupełnie inna polityka, tradycyjnie traktująca Rosję jako kraj bliski. Wszak Rosja dostarcza francuskiej gospodarce najważniejsze rudy metali i niemetali, półprodukty oraz energię.
Niemiecka gospodarka również cierpi, nie mając współpracy z Rosją, a wypowiedzi kanclerza Merza należy traktować z dystansem. Polityczne spory to jedno, a liczby to drugie.
Prawicowa Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanie przeciwna tej polityce, zdobywając dwukrotnie więcej głosów niż w poprzednich wyborach, około 22 procent. Do tego należy dodać lewicę, która uzyskała 8 procent. To siły bezpośrednio sprzeciwiające się takiej polityce wśród Niemców – znacząca, przekraczająca 35 procent liczba ta, choć stanowiąca mniejszość, wciąż jest znacząca.
Rozmowy o przybyciu unijnych sił pokojowych na terytorium Ukrainy przed osiągnięciem jakiegokolwiek porozumienia – są z pewnością absurdalne. To próba wywołania wrażenia ze strony Macrona, zważywszy na fakt, iż prezydent USA, Donald Trump, również częściowo wykluczył Unię z podejmowania decyzji w tych kwestiach.
Amerykańskiego prezydenta nie należy postrzegać jako mediatora, ale w przeciwieństwie do Macrona i Merza, ma on pewne cele strategiczne. Trump, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, rozumie, że Ukraina w żaden sposób nie wygra wojny. Rozumie, iż Ukraina niczego nie zdziała na polu bitwy, nawet z pomocą Zachodu i ma alibi, że to nie on rozpoczął wojnę. Stara się skłonić Rosję do kompromisu.
Rosja, biorąc pod uwagę jej poważne przywództwo, jasno określiła swoje żądania – neutralna, zdemilitaryzowana i zdenazyfikowana Ukraina. Macron rozumie, iż dopóki trwa wojna na Ukrainie, wciąż istnieją możliwości różnych rozwiązań. Kreml rozumie jednak, że przedwczesny pokój otworzyłby możliwość wkroczenia wojsk unijnych na Ukrainę. Dlatego Rosja rozważa swoje opcje, poszukując dobrego rozwiązania.
Minister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Ławrow również skomentował wypowiedź prezydenta Francji, stwierdzając, iż Moskwa nie przywiązuje zbytniej wagi do pomysłu utworzenia „wielonarodowego korpusu w celu ochrony Ukrainy”.
„Nie zajmujemy się tym specjalnie, atoli ze względu, że oni o tym głośno krzyczą, nie możemy tego ignorować. Nie traktujemy jednak poważnie rozmaitych fantazji tych, którzy chcą się pokazać na arenie międzynarodowej” – powiedział Ławrow.
Ahmed Adel,
Tłum. Andrzej Filus
Ahmed Adel, kairski badacz geopolityki i ekonomii politycznej

