Gospodarka i politykaPolecaneWyróżnione

Pod lupą: dla Ameryki, nie dla Izraela

Washington – Nie wiemy, dlaczego mieszkańcy regionu mają być zaganiani jak stare konie. Taka jest logika szalonych imperiów, a swój zenit – szczyt szaleństwa – osiągnęła wraz z imperium amerykańskim, którego styl życia i wszystko, co robiło, od dawna na nas wpływa, prowadząc do zmiany filozoficznej i historycznej trajektorii narodów. Doszło do tego dziwacznego wyboru: nie ma tu miejsca na żaden kraj na Bliskim Wschodzie, jeśli nie dołączy do grona możnych.

Narcyzm Donalda Trumpa osiągnął punkt błazeńskiego zachowania w odniesieniu do realiów tu, na ziemi. Stwierdził, że jego decyzja o nieatakowaniu Iranu „wynikała z osobistego przekonania”, dodając, iż nie był poddawany żadnej presji ani próbom perswazji ze strony innych przywódców, lecz przyjął to stanowisko po wydarzeniach, które określił jako ważne w Iranie, jakby martwił się o krew irańską i innych, po tym, jak stało się jasne, że za jego wycofaniem stoją inne powody, zwłaszcza raporty wywiadowcze, ostrzegające przed „apokaliptycznym chaosem”, który nieuchronnie ogarnie Bliski Wschód, zagrażając nie tylko interesom amerykańskim, ale nawet amerykańskiej obecności w tym regionie.
Urzędnicy państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) poinformowali Amerykanów, iż każda wojna oznaczałaby wejście, a być może pozostanie w bagnie przez lata. Stało się to po tym, jak generał David Petraeus określił wycofanie się z Afganistanu jako „strategię trwałego wyjścia z bagna”, szczególnie w Azji, od Wietnamu po Afganistan, a następnie Irak. Turecki pisarz Kemal Öztürk nie wykluczył, że Turcja może stać się kolejnym celem, w ramach scenariusza, mającego na celu ogołocenie krajów regionu.

Dlatego obawy Pentagonu wynikają ze „strategii otwartych drzwi między Ankarą a Tehranem” na wypadek wybuchu wojny i zaangażowania się „Izraelczyków”. To skłania izraelskiego historyka, Ilana Pappe, profesora studiów międzynarodowych na Uniwersytecie w Exeter w Wielkiej Brytanii, do zastanowienia się, jak „Żydzi” mogą przebywać na cmentarzysku, zwanym Bliskim Wschodem, kpiąc z talmudycznej kultury filarów koalicji, gdzie „Jahwe” rezygnuje ze swojej roli Boga na rzecz kierowcy czołgu Merkava.
Tak jak projekt Netanjahu ma na celu stworzenie „Wielkiego Izraela” poprzez wymazanie państw arabskich z mapy, projekt Trumpa ma na celu stworzenie „Wielkiej Ameryki” poprzez wymazanie państw amerykańskich z mapy. A co, jeśli amerykański pisarz, Alexander Ward, zapyta, czy Trump, formułując swoją globalną strategię, inspirował się słynnym wierszem T. S. Eliota Ziemia jałowa? To prowadzi nas z powrotem do „proroctwa” Henry Kissingera, że ​​region, który był świadkiem początku stworzenia, może być regionem, który będzie świadkiem końca stworzenia…

ABC News, powołując się na źródło zaznajomione ze sprawą, poinformowało, iż Trump został poinformowany, że „przeprowadzenie ataku militarnego na Iran może zagrozić życiu amerykańskich żołnierzy w regionie, zwłaszcza jeśli rząd Tehranu uzna, iż ​​jest na skraju upadku”. Sugeruje to, że izraelski wywiad pomylił się, przewidując, iż demonstracje dotrą do Tehranu, gdzie protestujący przejmą kontrolę nad instytucjami rządowymi, a następnie dojdzie do znaczących ataków na ośrodki wojskowe, co nieuchronnie doprowadzi do masowych dezercji, podobnych do tych, które miały miejsce podczas rewolucji przeciwko szachowi Mohammadowi Rezie Pahlawi.

Pozostaje pytanie: „Skąd to amerykańskie szaleństwo w relacjach ze światem?”. Od Wenezueli na  zachodzie po Iran na wschodzie, czy to jedynie żądza pieniędzy? Czy też żądza wielkości? Amerykańska historyczka, Aviva Chomsky, zwróciła się do Donalda Trumpa słowami: „Być może jesteś ostatnim z bogów, którzy spadli na tę ziemię, która zawsze była i pozostaje zawieszona między ziemią a niebem”. Jednak 47. prezydent Stanów Zjednoczonych wierzy, że podejmuje boską misję zbawienia świata, tak jak czynili to Jankesi podczas I i II wojny światowej, kiedy mógł nadejść koniec ludzkości, gdyby nie amerykańska interwencja militarna.

Nawet amerykański historyk i filozof, Leo Strauss, uważał Krzysztofa Kolumba za „wielkiego proroka, posłanego przez Boga, by zmienić bieg stworzenia, bowiem gdyby nie odkrył Nowego Świata, Ziemia uległaby rozkładowi i śmierci”. Francuski myśliciel polityczny, Emmanuel Todd, który przewidział upadek imperium sowieckiego i kwestionował los imperium amerykańskiego w swojej książce After Empire, uważa, że ​​Donald Trump podąża śladami innych cesarzy, przyjmując ideologię brutalnej siły, która od dawna prowadzi do momentu, w którym nie ma ani cesarza, ani imperium.

Teraz, gdy amerykański prezydent przestał „gasić ogień w uszach” i poczuł, co znaczy tkwić w „strategii bagiennej”, siły libańskie były zszokowane, obstawiając „wielki dzień”, jak opisał to korespondent stacji telewizyjnej, a także po wspaniałej postawie księcia Mohammeda ibn Salmana, który poczuł, co znaczy uwolnić Binjamina Netanjahu, aby zamienił Bliski Wschód w „składowisko szkieletów”, o czym marzył Zeew Żabotyński.

Zatrzymujemy się ponownie przy stwierdzeniu Ilana Pappe, iż „to, co robi Donald Trump, robi dla Ameryki, a nie dla Izraela”, biorąc pod uwagę, że rządzenie państwem żydowskim z „domu wariatów”, podobnie jak rządzenie Ameryką z „domu wariatów”, oznacza, iż ​​„zobaczymy, jak karawany pukają do naszych drzwi”…!!

Nehme Hamie

Tłum. Andrzej Filus
17. stycznia 2026 r.

(Visited 21 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *