Marco Rubio ogłasza, że atlanci muszą dominować na świecie. Wychwala kolonializm, ideologizuje historię
W przemówieniu, wygłoszonym w Grecji na temat „cywilizacji atlantyckiej”, Marco Rubio wychwalał europejski kolonializm, pominął istnienie rdzennych mieszkańców Ameryki i stwierdził, że Zachód musi użyć siły, aby „utrzymać swoją pozycję na czele świata”.
Marco Rubio, szef amerykańskiej dyplomacji i druga najważniejsza osoba w rządzie USA, wygłosił przemówienie, w którym otwarcie chwalił kolonializm, dopuścił się rażącego wymazywania faktów historycznych i zażądał powrotu do kolonialnej dominacji nad światem.
Rubio stwierdził, iż atlanci muszą użyć siły militarnej, aby „utrzymać swoją pozycję na czele świata”.
Oświadczył, że atlantycka cywilizacja jest „najwspanialszą cywilizacją na świecie”, podkreślając, iż jest to „cywilizacja, której musimy dziś bronić z taką samą pasją, z jaką bronili jej nasi przodkowie”.
Rubio ostrzegł, że „cywilizacja atlantycka” musi „podjąć działanie teraz, albo straci możliwość działania w ogóle”.
„Pod rządami prezydenta Trumpa Stany Zjednoczone dokonały wyboru: wybieramy bezkompromisowe dążenie do potęgi narodowej” – dodał.
Rubio pełni jednocześnie funkcję sekretarza stanu (odpowiadając za politykę zagraniczną USA) oraz doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego (kształtując politykę bezpieczeństwa państwa). Jest dopiero drugą osobą w historii USA – po słynnym imperialnym strategu, Henrym Kissingerze – która sprawuje oba te urzędy jednocześnie.
Swoją prokolonialną tyradę Rubio wygłosił 7. października w Atenach, stolicy Grecji, u stóp Akropolu.
Wystąpienie to posłużyło mu nie tylko jako fundament pod prawdopodobną przyszłą kampanię prezydencką, ale także pozwoliło jasno wyartykułować jego skrajnie imperialistyczną wizję świata.
Marco Rubio wymazuje rdzennych mieszkańców Ameryki, gloryfikuje europejskich kolonizatorów i twierdzi, że Ameryka Północna była „otwartym i dzikim lądem”.
Przemówienie amerykańskiego sekretarza stanu w Grecji było prawdziwym hymnem na cześć imperium.
Marco Rubio z dumą określił Stany Zjednoczone mianem „imperium kontynentalnego”.
„Cywilizacja Aten i Rzymu przekształciła młodą republikę, ograniczoną do wybrzeża, w imperium kontynentalne” – stwierdził. Rubio, wychwalając europejskich konkwistadorów, którzy brutalnie skolonizowali obie Ameryki – wymienił przy tym z nazwiska Hernána Cortésa oraz Krzysztofa Kolumba.
Jednocześnie ten czołowy przedstawiciel amerykańskiej polityki zagranicznej całkowicie pominął istnienie rdzennych mieszkańców Ameryki. Wymazał z pamięci amerykański Holocaust ludności rdzennej – największe ludobójstwo w historii ludzkości.
Rubio sławił „ducha amerykańskiej granicy” (ang. frontier spirit), twierdząc, iż w momencie przybycia europejskich osadników Ameryka Północna była „otwartym i dzikim lądem”, który – poprzez ludobójstwo i czystki etniczne – przekształcono w coś, co nazwał „wielkim odrodzeniem atlantyckiej wyobraźni i ambicji”.
Marco Rubio łączy neokonserwatywną politykę zagraniczną, podszytą dążeniem do wojen, z atlantyckim szowinizmem, supremacją białych oraz chrześcijańskim nacjonalizmem, charakterystycznymi dla ruchu MAGA.
Rubio od zawsze był neokonserwatywnym „jastrzębiem”. Jednak podczas pierwszej administracji Trumpa zaczął cynicznie kreować swój wizerunek na prawicowego „populistę”, wpisującego się w nurt MAGA.
Rubio wykorzystał rasistowską – i to wcale nie w zawoalowany sposób – retorykę ruchu MAGA, mówiącą o „obronie atlantyckiej cywilizacji” (przed muzułmanami i osobami, niebędącymi białymi), aby uzasadnić neokonserwatywną politykę zagraniczną. Obejmuje ona m.in. wojnę napastniczą przeciwko Iranowi, niezachwiane poparcie dla izraelskiego kolonializmu, atak na Jemen, inwazję na Wenezuelę i grabież jej zasobów, blokadę Kuby oraz bombardowanie rybaków na Morzu Karaibskim.
W ten sposób skutecznie połączył prowojenny neokonserwatyzm dawnej Partii Republikańskiej z otwartym atlantyckim szowinizmem, supremacją białych i chrześcijańskim nacjonalizmem, które cechują obecną, rzekomo „populistyczną” Partię Republikańską spod znaku MAGA.
W swoim przemówieniu w Grecji Rubio wychwalał to, co nazwał „imperium chrześcijaństwa” oraz kolonialnych „architektów europejskiego chrześcijaństwa”, którzy szerzyli chrześcijaństwo na całym świecie (przy użyciu broni).
Jednocześnie demonizował „radykalnych mułłów z Iranu”, twierdząc, iż tworzą oni „kult śmierci”.
Przemawiając przed Akropolem w Atenach, Rubio ubolewał nad tym, że w ostatnich dekadach globalna dominacja Zachodu osłabła, podczas gdy kraje Globalnego Południa (a konkretnie Chiny i Iran) zyskały na znaczeniu.
Stwierdził (wszystkie podkreślenia pochodzą od autora):
„[W ostatnich dekadach] inni z ogromną chęcią wypełnili próżnię, którą pozostawiliśmy – próżnię będącą skutkiem naszej słabości. A w miarę jak pewność siebie Zachodu słabła, jego przeciwnicy i rywale stawali się coraz bardziej asertywni, budując własne bogactwo i potęgę naszym kosztem.
Teraz, dzisiaj stoimy na skrzyżowaniu dróg. Bowiem nadchodząca dekada i decyzje, które podejmiemy, napiszą historię kolejnego stulecia. Obrany przez nas kurs zadecyduje o tym, czy Zachód utrzyma swoją pozycję na czele świata, czy też pogodzi się z przyszłością pełną atrofii, poddaństwa i upadku. Albo zdecydujemy się działać teraz, albo stracimy możliwość działania w ogóle.
Za rządów prezydenta Trumpa Stany Zjednoczone dokonały wyboru: wybieramy bezkompromisowe dążenie do potęgi narodowej”. (Cdn.)
Ben Norton,
14. października 2026 r.
Tłum. Andrzej Filus

