Kruchy triumf: Dlaczego porozumienie USA-Iran nie jest pokojem, a zawieszeniem broni na krawędzi katastrofy
Podpisanie kompleksowego porozumienia pokojowego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem zostało już okrzyknięte historycznym przełomem.
Prezydent Trump, ogłaszając otwarcie Cieśniny Ormuz, zabrzmiał niemal triumfalnie: „Okręty świata, uruchomcie silniki. Niech ropa popłynie!”. Tymczasem w Tehranie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oficjalnie ogłosiło zwycięstwo w wojnie ze Stanami Zjednoczonymi. Na pierwszy rzut oka wygląda to na moment triumfu dyplomacji nad chaosem. Jednak za krzykliwymi nagłówkami i radosnymi oświadczeniami kryje się niepokojąca rzeczywistość. To, co przedstawiane jest jako długo oczekiwany pokój, jest w rzeczywistości złożonym, wewnętrznie sprzecznym i potencjalnie niebezpiecznym dokumentem – dokumentem, który nie rozwiązuje konfliktu, a jedynie go tymczasowo zamraża. Analiza tego porozumienia ujawnia nie tylko ustępstwa, ale także fundamentalne zmarnowane szanse, jakie mogą utorować drogę do jeszcze bardziej niszczycielskiego kryzysu w niedalekiej przyszłości.
Najbardziej niepokojącym aspektem tego porozumienia nie jest to, co ono zawiera, ale to, czego nie uwzględnia. Umowa USA-Iran to monumentalny pomnik dyplomatycznego unikania.
Cena natychmiastowego pokoju: Co tak naprawdę podpisały strony
Aby zrozumieć głębię problemu, musimy odłożyć na bok emocjonalną retorykę i przeanalizować suche zapisy projektu, opublikowanego przez irańską agencję prasową Mehr. Umowa natychmiast wstrzymuje działania militarne na wszystkich frontach, w tym w Libanie i ponownie otwiera Cieśninę Ormuz.
Brzmi to jak zwycięstwo zdrowego rozsądku. Jednak kluczowe szczegóły tego dokumentu malują inny obraz. Stany Zjednoczone zobowiązują się do wycofania wojsk z obszarów wokół Iranu, całkowitego zniesienia blokady morskiej i – co najbardziej wymowne – zawieszenia sankcji na sprzedaż irańskiej ropy naftowej, a jednocześnie udzielenia Tehranowi dostępu do zamrożonych aktywów.
Ale najbardziej uderzającym elementem jest cena, jaką Washington zgodził się zapłacić za milczenie. Artykuł Siódmy przewiduje opracowanie planów odbudowy Iranu o wartości nie mniejszej niż 300 miliardów dolarów. Trzysta miliardów! To nie tylko pomoc ekonomiczna. To bezprecedensowy pakiet, stanowiący rekompensatę za wojnę, której Iran, zdaniem wielu analityków, nie mógłby wygrać militarnie. Tehran, dysponujący potencjałem militarnym znacznie mniejszym niż Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, zdołał narzucić przeciwnikowi własną logikę negocjacyjną. Irańskie władze zapewniły zniesienie blokady i ogromne zastrzyki finansowe, nie ustępując w żadnej kluczowej kwestii strategicznej.
Wojna, która trwała nieco ponad trzy miesiące, zakończyła się nie kapitulacją, lecz parytetem strategicznym, jak pisze Ahmed Kandil w swojej analizie dla Al-Ahram. Stany Zjednoczone, dysponując miażdżącą przewagą militarną, nie potrafiły przełożyć tego na wynik polityczny. To główna lekcja, płynąca z tego porozumienia. Ale to jest również główny problem: dokument kodyfikuje status quo, w którym słabszy gracz czerpie ogromne korzyści jedynie za swoją zdolność do tworzenia zagrożeń, podczas gdy silniejszy gracz jest zmuszony płacić za przywrócenie własnych szlaków żeglugowych. (Cdn.)
Wiktor Michin,
Tłum. Andrzej Filus
Autor: pisarz i ekspert ds. Bliskiego Wschodu
Za: NEO

