Gospodarka i politykaPolecane

Koniec amerykańskiego Bliskiego Wschodu. Iran i ostatnie tchnienie nieudanego porządku (6)

Iran, podobnie jak Izrael, ma wszelkie powody, by prowadzić politykę, utrwalającą niestabilność. Nieustanne konflikty pomagają reżimowi zrzucać winę za trudne czasy i uzasadniać swoją strategię oporu przed irańską opinią publiczną. Iran zachował również zdolność do wzniecania przemocy. Chociaż kraj został poważnie zniszczony przez wojnę, reżim pozostaje nienaruszony, a jego regionalna potęga wzrosła. Iran udowodnił swoją zdolność do skutecznej kontroli Cieśniny Ormuz i atakowania amerykańskich sojuszników w regionie, a niepowodzenia sojuszników takich jak Hezbollah, prawdopodobnie nie położą trwałego kresu możliwości projekcji władzy w Tehranie za pośrednictwem swoich pełnomocników. Presja Ameryki na słabe rządy w Iraku i Libanie, by rozbroiły proirańskie milicje, mogłaby wywołać kolejny konflikt, w którym sojusznicy Iranu uzyskaliby przewagę.

Regionalne układy będą się oddalać od antyirańskiej koalicji, którą przewidują amerykańscy urzędnicy. Zamiast polegać na amerykańskiej ochronie, wiele państw Zatoki Perskiej mogłoby zawierać z Iranem umowy poboczne, aby nie znaleźć się na liście celów Tehranu. Zamiast podążać za przykładem Washingtonu, polityka regionalna prawdopodobnie będzie się koncentrować wokół pogłębiającej się rywalizacji o prymat między Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a Saudyjczykami. Zanim pod koniec lutego wybuchła wojna z Iranem, Rijad rozpoczął mobilizację koalicji, w skład której weszły Egipt, Pakistan, Katar i Turcja, aby przeciwstawić się wspieranemu przez USA sojuszowi emiracko-izraelskiemu. Rywalizacja ta zostanie wznowiona po opadnięciu napięcia, co prawdopodobnie doprowadzi do destabilizacji i tak już nękanych państw, rozprzestrzeni się na cały region i wygeneruje niekończące się nowe kryzysy, z którymi rozproszony Washington będzie miał trudności.

Wreszcie, większość reżimów będzie musiała stawić czoła coraz większej presji oddolnej, ponieważ skutki wojny z Iranem rozprzestrzenią się na zmagające się z problemami gospodarki regionu. Odczują je nie tylko kraje, których infrastruktura została uszkodzona przez irańskie ataki. Na przykład w Egipcie gwałtowne podwyżki cen paliw i żywności oraz ogromne straty w dochodach z Kanału Sueskiego, gdy wojna zakłóca globalną żeglugę, pogłębiają istniejące kryzysy fiskalne i bezrobocia. Wiele krajów, które już ucierpiały z powodu cięć w pomocy USA, może stracić kolejne kluczowe źródło inwestycji zagranicznych, ponieważ bogate państwa Zatoki Perskiej zmagają się z własnymi problemami gospodarczymi. Wewnętrzne niezadowolenie i oburzenie, związane z sytuacją w Strefie Gazy tworzą silną mieszankę, a fala protestów porównywalna z powstaniami sprzed 15 lat może ponownie pojawić się na horyzoncie.

 

OSTATNIA SZANSA

Gwałtowny upadek starego porządku regionalnego może zakłócić, a nawet uniemożliwić wszelkie próby ustanowienia nowego, funkcjonalnego porządku. Ale ten moment może być również okazją dla Stanów Zjednoczonych do zmiany podstawowych umów, które przyniosły tak destrukcyjne skutki. Właściwe ukształtowanie nowej polityki wobec Bliskiego Wschodu wymaga ponownego przemyślenia decyzji o priorytetowym traktowaniu relacji z autokratycznymi i bezprawnymi sojusznikami w imię pragmatyzmu. Przez dziesięciolecia Washington zakładał, iż nie musi się zbytnio martwić o arabską opinię publiczną, ponieważ może liczyć na to, że arabscy ​​władcy zmiażdżą każdy sprzeciw. Podobnie zakładał, iż puste słowa o poparciu dla rozwiązania dwupaństwowego, podczas gdy Izrael kontynuuje stopniową aneksję ziem palestyńskich i unika prawdziwych negocjacji pokojowych, wystarczą, by utrzymać przy sobie arabskich sojuszników. Oznaczało to, że Stany Zjednoczone nigdy nie rozważały przyjęcia polityki, która zapewniłaby zgodę, a nawet poparcie narodów regionu. Oznaczało to również, iż Washington nigdy nie mógł poważnie zaangażować się w promowanie demokracji ani obronę praw człowieka, ponieważ jego strategia zależała od ich nieobecności.

Administracja Trumpa, lekceważąca demokrację i rządy prawa w kraju i za granicą, tego nie zmieni. Trudno sobie wyobrazić Trumpa, jaki gwałtownie waha się między strategiami, projektującego jakikolwiek nowy porządek regionalny. Jednak jego następca będzie miał realną szansę na zerwanie ze status quo i stworzenie spójniejszej i skuteczniejszej strategii dla Bliskiego Wschodu. Strategia ta zaczyna się od rezygnacji z interwencji militarnej jako pierwszej opcji i zakończenia praktyki dyplomacji opartej na nalotach. Priorytetem Washingtonu powinna być obrona, a nie atak. Jednym ze sposobów na wyraźne wyrażenie tego zamiaru jest zaniechanie odbudowy uszkodzonych lub zniszczonych baz wojskowych USA w Zatoce Perskiej i skupienie się zamiast tego na inwestycjach w wymianę informacji wywiadowczych, systemy obrony przeciwrakietowej dla partnerów z Zatoki Perskiej oraz zachowanie swobody żeglugi w Cieśninie Ormuz.

Stany Zjednoczone muszą dążyć do stabilizacji na Bliskim Wschodzie poprzez dyplomację i zbiorową obronę, a nie zmilitaryzowane powstrzymywanie. Fiasko z Iranem dobitnie obnażyło bezsensowność jastrzębich wezwań do wojny i obietnic zdecydowanych działań. Nadszedł czas, aby Washington zaangażował się w proces dyplomatyczny, który może włączyć Iran do regionalnego systemu bezpieczeństwa jako zaangażowanego partnera. Państwa Zatoki Perskiej mogą być otwarte na takie podejście, pomimo oburzenia ostatnimi atakami Iranu; w końcu Arabia Saudyjska i Iran osiągnęły porozumienie w 2023 roku po wcześniejszej fali irańskiej agresji. Administracja Obamy przywołała podobną wizję, negocjując porozumienie nuklearne z Iranem w 2015 roku, a nawet wiceprezydent J. D. Vance mówił o gotowości do „fundamentalnej transformacji” relacji USA z Iranem po zawarciu nowego porozumienia. Aspiracje istnieją, ale nowa administracja będzie musiała szybko i zdecydowanie zademonstrować, że zamierza je zrealizować.

Washingtonowi trudno wyobrazić sobie Bliski Wschód, nad którym nie będzie dominował.

Reset w polityce USA musi również objąć sposób, w jaki Washington traktuje swoich sojuszników. Dotyczy to również Izraela. Istnieją warunki, sprzyjające ponownemu przemyśleniu relacji amerykańsko-izraelskich: według sondażu Quinnipiac, opublikowanego w czerwcu, prawie dwie trzecie Demokratów i ponad połowa niezależnych uważa, że ​​Stany Zjednoczone nadmiernie wspierają Izrael. W połowie lipca ponad połowa Demokratów w Izbie Reprezentantów zagłosowała za ustawą o wstrzymaniu amerykańskiej pomocy wojskowej dla Izraela. Następna administracja powinna wykorzystać tę dynamikę, aby wywrzeć na Izrael presję, której rządy USA od dawna unikały. Washington nie musi porzucać swojego sojusznika, ale powinien zażądać, aby Izrael przestrzegał praw człowieka na wszystkich kontrolowanych przez siebie terytoriach, powstrzymał postępującą aneksję Zachodniego Brzegu i zakończył destabilizujące interwencje w Libanie i Syrii.

Mówiąc szerzej, stabilność na poziomie regionalnym wymaga, aby Stany Zjednoczone ponownie zobowiązały się do przestrzegania międzynarodowych norm praw człowieka, sprzeciwiały się ruchom secesjonistycznym w krajach takich, jak Syria i Jemen, powstrzymywały partnerów przed interwencjami wojskowymi i wojnami zastępczymi w takich miejscach jak Sudan i Libia oraz zaprzestały namawiania rządów Iraku i Libanu do rozbrojenia irackich milicji i Hezbollahu, zanim będą one w pełni gotowe do działania. Stabilność na poziomie krajowym wymaga demokratycznych zmian. Dla Stanów Zjednoczonych oznacza to wspieranie reform, w tym ochrony praw człowieka oraz zerwanie umowy, która pozwoliła autokratycznym sojusznikom uniknąć kary za dotkliwe represje. To przesłanie nie będzie mile widziane w Kairze, Rijadzie ani w wielu innych stolicach. Jednak żadna prawdziwa transformacja porządku regionalnego nie będzie możliwa bez zajęcia się patologiami tamtejszych reżimów.

Nowa polityka amerykańska z dnia na dzień nie stworzy stabilnego, pokojowego Bliskiego Wschodu. Początkowo spotkałaby się z niewielkim aplauzem opinii publicznej w regionie, który przyzwyczaił się do amerykańskiej hipokryzji i nadużyć. Później, pojawienie się bardziej demokratycznych rządów w regionie prawdopodobnie przysporzyłoby im sporo kłopotów, ponieważ ambitni politycy rywalizowaliby o potępienie i demaskowanie Stanów Zjednoczonych. Jednak w dłuższej perspektywie Bliski Wschód, zamieszkany przez reżimy, które są mniej skłonne do podążania za Washingtonem w niepopularnej polityce lub tłumienia sprzeciwu społecznego, byłby prawdopodobnie bardziej stabilny niż region dzisiejszy. Washington z trudem wyobraża sobie Bliski Wschód, nad którym nie będzie dominował i wyobraża sobie realne alternatywy dla obecnego porządku regionalnego, niezależnie od tego, jak bardzo poniósł on porażkę. Ale ten porządek się kończy i może to być ostatnia szansa przywódców USA na zmianę kursu. Jeśli im się to nie uda, będą świadkami zanikania amerykańskiego Bliskiego Wschodu, niczym europejskich imperiów, które istniały wcześniej.

Marc Lynch,

Tłum. Andrzej Filus

MARC LYNCH jest profesorem nauk politycznych i spraw międzynarodowych na Uniwersytecie George’a Washingtona oraz autorem książki America’s Middle East: The Ruination of a Region.

Za: Foreign Affairs

(Visited 2 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *