Echa Wielkiego Głodu w erze Covid-19 (2)
Jesień 1845, Irlandia. Pola ziemniaków, ostoja dla prawie połowy populacji, uschły pod wpływem zarazy grzybowej, sprowadzonej z Ameryki. To był brutalny cios, bez dwóch zdań. Ale umieranie nie zaczęło się od gnicia rolnictwa; przyspieszyło wraz z statkami, które wciąż pływały. Pod rządami brytyjskimi Irlandia produkowała ogromne nadwyżki wołowiny, masła i owsa (wystarczające, by wyżywić dziesięciokrotnie więcej ludzi). Towary te jednak napływały na brytyjskie rynki, strzeżone bagnetami, gdyby miejscowi ośmielili się protestować.
Rząd premiera Johna Russella trzymał się dogmatu pod przykrywką „wolnego rynku”, odmawiając ingerencji w handel, nawet gdy magazyny były przepełnione, a rowy wypełnione trupami. Właściciele ziemscy, z których wielu było nieobecnymi Anglikami, pobierającymi czynsze z daleka, dostali zielone światło na opróżnianie majątków, eksmitując setki tysięcy ludzi, by zrobić miejsce dla wypasu owiec. Otwarto jadłodajnie, ale dopiero po miesiącach opóźnień i zamknięto je, gdy sytuacja się pogorszyła. Do 1852 roku ośmiomilionowy naród skurczył się o jedną czwartą. To nie był głód zrządzenia losu; to był głód z nakazu.
Przenieśmy się teraz do marca 2020 roku. Rozległy się alarmy o wirusie układu oddechowego, który przenosił się z laboratoriów w Wuhan lub targowisk (wybierzcie sami), atakując płuca i szpitale. Wczesne zgony… Strach ogarnął fale radiowe i coś musiało nastąpić. Ale to, co nastąpiło, nie było zwinną adaptacją; to był młot kowalski dla naturalnego porządku ludzkiego. Rządy na całym świecie, od Paryża po Whitehall, wprowadziły „Dwa tygodnie na spowolnienie rozprzestrzeniania się”, które przerodziły się w lata aresztu domowego dla zdrowych. Firmy zabarykadowały okna deskami, nie z powodu wirusa, ale z powodu edyktów uznających, że strzyżenie jest bardziej niebezpieczne niż wypad do supermarketu. Kościoły i szkoły zamykały drzwi na kłódki, podczas gdy wielkie korporacje, sklepy monopolowe i kluby ze striptizem pozostały otwarte jako „niezbędne”. Protestujący machający transparentami o wyborze ciała byli narażeni na gumowe kule; głosy w Internecie, kwestionujące dane, były blokowane, usuwanie lub nawet gorzej.
Parametry same krzyczą, jeśli się ich słucha. Oba kryzysy żywiły się wrażliwością. Irlandzka biedota, stłoczona w schorowanych barakach, starsi i z obniżoną odpornością, odizolowani w świecie nagle zbyt ryzykownym dla nich. Jednak urzędnicy w każdej epoce wybierali ścieżki, które pogłębiały podziały. W Irlandii kolonialni nadzorcy traktowali Irlandczyków jako zbędnych, a ich prośby odrzucali jako narzekanie podwładnych. Podczas pandemii Covid-19 eksperci i politycy wygłaszali z mównic wykłady o równości, ale ich zasady oszczędzały możnych: gubernatorzy jadali bez maseczek podczas uczt French Laundry, podczas gdy plebejusze stali w kolejkach po racje żywnościowe. Obwinianie ofiar przewijało się przez obie narracje. „Leniwi Micksowie” gromadzili pomoc w 1847 roku, a „covidioci” unikali szczepień w 2021 roku. Rezultatem był głód nie tylko pod względem żywności i swobody przemieszczania się, ale także godności.
Przyjrzyjmy się bliżej, a ciężar wolności mocno wiąże te historie. Głód w Irlandii pozbawił prawa do pożywienia i ziemi. Rolnicy, którzy uprawiali ziemię przez pokolenia, zostali wyrzuceni jak przejęty majątek, a ich domy zostały podpalone, by zapobiec dzikim lokatorom. Brytyjskie przepisy, takie jak Ustawa o Poprawce do Prawa Ubogich z 1838 roku, przekazywały pomoc za pośrednictwem przytułków, które rozdzielały rodziny, a wszystko po to, by wymusić moralną reformę „bezczynnych”. Powtórzmy to: Covid nakazuje rozbicie zgromadzeń duchowych, życiodajnej krwi wiary i wspólnoty. Kościoły opustoszały, nabożeństwa wielkanocne odbywały się w pustych ławkach, a księża byli karani grzywnami za udzielanie ostatniego namaszczenia. Przemówienie? Zapomnijmy o tym. Platformy zakrzyczały chirurgów i statystyków, którzy wskazywali na łagodniejsze podejście jak w Szwecji lub na apel Deklaracji z Great Barrington o skoncentrowaną ochronę. Wolność osobista przekształciła się w przywilej dla posłusznych, a aplikacje sprawdzały twój wynik przestrzegania zasad jak jakiś dystopijny licznik.
Nie jestem pierwszą osobą, która dostrzega to powiązanie. Pisząc w marcu 2021 roku, w szczytowym momencie histerii, Kristina Garvin trafnie wskazała na bardzo podobne powiązanie. W swoim artykule opisała irlandzkie nastawienie do głodu jako równoznaczne z czystkami etnicznymi. Współcześni obserwatorzy również uznali, iż globalne środki lockdownu, związane z Covid-19 były częścią szerszego „wielkiego resetu”, mającego na celu przekształcenie porządku światowego w system bardziej globalistyczny i scentralizowany.
Możliwość uniknięcia tego wszystkiego to ogromny cios w brzuch. Historycy wyliczają, co mogło się wydarzyć w Irlandii lata wcześniej: wstrzymać eksport, gromadzić lokalne zapasy zboża, inwestować w różnorodność upraw. Zaraza dotknęła również Belgię, ale dzięki rozsądniejszemu zarządzaniu, liczba zgonów szła tam w tysiące, a nie w miliony. W przypadku Covid-19 dane kumulują się po śmierci. Lockdowny uratowały niewiele istnień ludzkich netto, zgodnie z modelami Oxfordu, ale zrujnowały łańcuchy dostaw, zwiększyły liczbę samobójstw i narosły w długi, które będą dźwigać przyszłe pokolenia. Szwedzkie szkoły pozostały otwarte, a ich dzieci nie ucierpiały; plaże Florydy przyciągały tłumy, a ich zakręty nie były bardziej strome niż żelazny uścisk Nowego Jorku. Wybór działał tam, gdzie przymus zawodził.
Pieśń O’Connor kończy się nutą odziedziczonej wściekłości, takiej, która tli się przez pokolenia. „Musimy nauczyć się kochać siebie nawzajem” – błaga, ale najpierw trzeba się rozliczyć z architektami. Głód w Irlandii zrodził diasporę, która zrodziła rewolucje i pieśni buntu. Lockdowny z powodu Covid-19? Wykuwają cichszą rewoltę, głosowanie po głosowaniu, podczas gdy rodzice zmagają się z utratą wykształcenia, żołnierze walczą o przywrócenie do pracy, a pracownicy próbują odbudować kariery, zrujnowane przez rzeź. Wszystkie te przykłady przypominają nam: zagrożenia są realne, ale odporność psychiczna również. Kiedy państwa wkraczają jako strażnicy, nie tylko zarządzają ryzykiem, ale wręcz kreują ruinę.
Lekcja jest prosta. Zaufaj ludziom w kwestii ich życia, ich wyborów, ich społeczności. Rządy mają formalne obowiązki wobec swoich obywateli, a mikromanagement oddychania czy konsumpcji chleba do nich nie należy. Niech kryzysy uczą pokory, a nie pychy. W przeciwnym razie kolejna plaga okaże się równie bolesna.
Robert D. Billard Jr
Tłum. Andrzej Filus

