Czy jest za późno na utworzenie Departamentu Pokoju?
Nasze słabnące i rozwiązłe supermocarstwo dysponuje najdroższą armią świata oraz najdroższym uzbrojeniem. Przywileje Washingtonu, rozwijająca się technologia i nowo przejęty płaszcz globalnej potęgi połączyły się, niczym wadliwa spoina w Ustawie o Bezpieczeństwie Narodowym z 1947 roku, tworząc niepohamowaną CIA oraz nieograniczony i niezrównoważony Departament Obrony.
Prawdziwie i słusznie, że ta stała biurokracja wojskowa nazywana jest Departamentem Wojny. Wszyscy na świecie zdają sobie sprawę, iż od momentu powstania nie prowadziła ona obrony ani jednego dnia.
Będziemy pamiętać Departament Obrony z wielu powodów, a najbardziej ikonicznym jest zapewne śledzenie smukłego chińskiego balonu meteorologicznego po jego długim, dramatycznym dryfowaniu na wschód, z ostatecznym „bezpiecznym” zestrzeleniem przez F-22 z pociskiem Sidewinder w lutym 2023 roku. Spadł on sześć mil od wybrzeża Karoliny Południowej na głębokość 14 metrów. Triumfalne raporty głosiły: „Nikt nie został ranny”.
Pogląd Trumpa na Pentagon jest typowy dla jego poprzedników. Prezydenci USA cieszą się i rozkoszują możliwością mordowania, okaleczania i niszczenia na swój rozkaz, zawsze i wszędzie. Przyszłe pokolenia będą kategoryzować największe demokracje i samozwańcze republiki z tyranami i królami, opierając się na niewiarygodnej łatwości, z jaką niepopularni i przeciętni ludzie mogli i chcieli atakować całe populacje i rządy, zagraniczne i krajowe.
Nie ma prawa poza prawem króla: L’etat, c’est moi. Lord Acton w liście z 1887 roku do arcybiskupa Kościoła Anglii protestował przeciwko łagodnemu traktowaniu przez pana Creightona przestępstw politycznych przywódców Anglii. Wszyscy znamy ten fragment: „Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie”. Acton kontynuuje jednak: „Wielcy ludzie są prawie zawsze złymi ludźmi, nawet gdy mają wpływy, a nie władzę: tym bardziej, gdy dodamy do tego skłonność lub pewność korupcji przez władzę. Nie ma gorszej herezji niż to, że urząd uświęca tego, kto go sprawuje”.
W tym duchu musimy postrzegać Departament Wojny Stanów Zjednoczonych jako nie gorszą herezję przeciwko Ojcom Założycielom, przeciwko intencjom i językowi Konstytucji, a także przeciwko samemu Oświeceniu. Z pewnością nic się nie zmieniło w praktyce i działaniu Pentagonu, od dawna najeżonego nowoczesną bronią i głośnymi groźbami na całym świecie, pouczającego innych o pokoju i wolności, jednocześnie podważając fundamenty tego pokoju lub wolności, zarówno w kraju, jak i za granicą. Język wojny i zło, jakim jest wojna, są teraz w pełni ujawnione. Teraz politycy, korporacje i polityczni darczyńcy otwarcie z entuzjazmem traktują pobór do wojska jako siłę do walki, przejąć twoje skromne bogactwo i własność, a wszystko to w imię wojny.
Życzliwy czytelnik podzielił się ze mną niedawno krótkim esejem, napisanym przez jednego z Ojców Założycieli Ameryki, Benjamina Rusha. Debata, zarówno wówczas, jak i obecnie, dotyczyła Departamentu Wojny. Rush opowiadał się za utworzeniem „Departamentu Pokoju”, który miałby służyć jako „kontr-etyka”. Esej ten znajduje się poniżej, a my zastanawiamy się nad tym, czym stały się Stany Zjednoczone, dywagując, jak długo jeszcze może przetrwać nasz własny eksperyment w dziedzinie rządzenia. (Cdn.)
Karen Kwiatkowski
Tłum. Andrzej Filus
Karen (na zdjęciu) to amerykańska aktywistka i komentatorka. Jest emerytowanym podpułkownikiem Sił Powietrznych USA, której zadania obejmowały pracę w Pentagonie oraz szereg funkcji w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Po przejściu na emeryturę stała się znaną z krytyki zaangażowania rządu USA w Iraku.

