Rzeczypospolita

Będzie, co ma być…

Dziś, w roku 2018, ten szczególny dla wielu dzień przypadł na sobotę. Do tego bardzo pogodną, bez opadów deszczu i nastrajającą optymistycznie. Druga wojna światowa rozpoczęła się 1. września 1939 roku o godzinie +- 4:40, czyli na godzinę przed wschodem Słońca. To był piątek, a temperatury sięgały wtedy maksymalnie od 20 do 24 stopni. Ludność polska, jak i cała Europa, stanęła przed groźbami miotanymi przez Kanclerza III Rzeszy, Adolfa Hitlera. 23. sierpnia 1939, kiedy podpisany został traktat Ribbentrop – Mołotow, stało się jasne, że dwóch wielkich sąsiadów Polski asekuruje się militarnie przed nadchodzącą hekatombą. Wszyscy jednak wierzyli, iż dyplomacja weźmie górę nad dyktatorskimi zapędami i że nastąpi przesilenie natury politycznej. Być może dojdzie do jakichś prowokacji, ale nie do wojny generalnej. Polityka, prowadzona przez Józefa Piłsudskiego po przejęciu władzy po przewrocie majowym, polegała na zachowaniu dystansu politycznego między dwoma potężnymi sąsiadami: Rosją Sowiecką oraz Niemcami. Miała zapewnić Polsce bezpieczeństwo. Piłsudski uważał, że jak długo między Niemcami a ZSRR będą trwały nieporozumienia, tak długo ze strony tych państw nie grozi Polsce niebezpieczeństwo. Po śmierci marszałka realizatorem takiej polityki był Józef Beck. Podpisane sojusze ze Związkiem Radzieckim w 1932 roku (oraz jego późniejsze przedłużenie na 10 lat w 1934 roku) oraz z Niemcami w 1934 roku – były częścią polityki równowagi. Jak się potem okazało, dwie wielkie potęgi – ZSRR i Niemcy – współpracowały politycznie i wojskowo. Polska polityka zagraniczna nie będąc na tyle elastyczną, nie przewidywała sojuszu z jednym z wielkich. Hitler zapraszał Polaków do paktu antykominternowskiego, który ostatecznie powstał w listopadzie 1936 r., a przystąpiły do niego Japonia i  Niemcy, rok później zaś – Włochy. Inaczej zrobiły Węgry – państwo, na które patrzymy się w wielką przychylnością. W 1938 roku Węgry podpisują sojusz z Niemcami. Jego celem miał być rozbiór Czechosłowacji. Po początkowych, wspólnych sukcesach, Niemcy powoli uzależniają Węgry od siebie. Gdyby Śmigły i Beck podpisali pakt antykominternowski, wojna najpewniej wybuchłaby o rok wcześniej i skończyłaby się sukcesem na wschodzie lecz wielką niewiadomą na zachodzie. W razie klęski III Rzeszy w wojnie z Francją i Anglią Polska ku uciesze całego świata mogła wypowiedzieć Niemcom pakt i przyłączyć się do aliantów. III Rzesza ponosi wielką porażkę i rozpada się a na konferencjach pokojowych nasz kraj byłby traktowany jako strategiczna potęga, której przypadłaby część terytorium Niemiec oraz lwia część ZSRR. Polska mogła wybrać wariant neutralności. Wobec wszelkich konwencji takie państwo ma obowiązek nieuczestniczenia w konflikcie zbrojnym oraz nieudzielania pomocy żadnej ze stron konfliktu. Na jego terytorium nie mogą stacjonować oddziały wojskowe państw, wojujących ze sobą. Myślę, że taki scenariusz był tak samo mało realny, jak ówczesny sojusz z ZSRR, państwem opresyjnym, niosącym wartości, które nie w smak były polskiej sanacyjnej klasie posiadaczy ziemskich. Już wcześniej ZSRR rościł sobie prawa do Kresów Wschodnich. Ewentualny rozejm pomiędzy wielkimi sąsiadami ZSRR i III Rzeszą – Polsce przyniósłby sprowadzenie jej do roli podrzędnej i prawdopodobnie RP nie odzyskałaby niepodległości. Z kart historii wiemy, że Polsce przypadł sojusz z Francją i Wielką Brytanią. Jeśli Polska stanie się przedmiotem agresji, to jedynie ofensywa wojsk francuskich byłaby w stanie zmusić Niemców do zelżenia ich duszącego uścisku, a jak się okazało – 17. września również uścisku Sowietów. Decyzja podjęta 12. września 1939 przez Najwyższą Radę Wojenną francusko-brytyjską w Abbeville, o niepodejmowaniu generalnej ofensywy lądowej na froncie zachodnim i działań powietrznych RAF nad Niemcami, była złamaniem zobowiązań, wynikających z umów sojuszniczych i praktycznie zakończyła istnienie państwa zwanego Polską. 110 dywizji francuskich i brytyjskich pozostało kompletnie biernych wobec 23 dywizji niemieckich, pozostających w osamotnieniu na froncie zachodnim. Wojna mogła zakończyć się klęską III Rzeszy już w roku 1939, ale nasi ówcześni sojusznicy okazali się tchórzami, niewartymi uwagi politycznymi bufonami, którzy oddali nasz kraj, godząc się z podbojem Polski przez nazistów. Dziwna wojna, inaczej wojna na siedząco, pokazywała na jak błędnych sojuszach osadzona była ówczesna Polska.
III Rzesza rozpoczęła wojnę od haniebnego i niegodziwego ataku na bezbronne śpiące miasto Wieluń, w którym nie stacjonowały jednostki wojskowe. Wydarzenia sprzed 79 lat zaczęły się od dźwięku syren alarmowych, który rozległ się o godz. 4.40. O tej porze 1. września 1939 r. nastąpił pierwszy atak niemieckich samolotów bombowych – na wieluński szpital Wszystkich Świętych. W nalocie zginęły 32 osoby – pacjenci i personel szpitala.

4:47 pancernik szkolny „Schleswig-Holstein” rozpoczyna ostrzał polskiej placówki – Wojskowej Składnicy Tranzytowej, ulokowanej na gdańskim półwyspie. Oddziały polskie pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego do 7. września 1939 r. broniły placówki przed atakami wroga z morza, lądu i powietrza. W Wolnym Mieście Gdańsku, zdominowanym przez Niemców, po ulicach poruszali się listonosze w mundurach z polskim orzełkiem. Przez długi czas nie byli narażeni na szykany, dopiero później pojawiły się zaczepki, napaści, a tuż przed samą wojną również aresztowania. W mieście żyło ok. 10 proc. Polaków, więc polska poczta była solą w oku najeźdźcy. Pocztowcy nie byli żołnierzami a wobec sprzecznych rozkazów chwycili za broń, broniąc placówki kilkanaście godzin. Podczas walk o budynek kilku pracowników spłonęło w piwnicy, inni zmarli w szpitalu od poparzeń. Wśród ofiar była 11-letnia dziewczynka. Najeźdźca nie okazał litości cywilom, traktując ich jak terrorystów. Spodziewali się raczej, zgodnie z konwencją haską z 1907 r., że zostaną potraktowani jako jeńcy wojenni. Nikt nie spodziewał się, że podczas polowego procesu wojskowego w Gdańsku Niemcy oskarżą pocztowców o działania partyzanckie i skażą ich na śmierć. 5. października 1939 r. Polscy pocztowcy, którzy przeżyli atak, zostali rozstrzelani na poligonie na Zaspie.
Polska po roku 1945 wpadła wskutek zawirowań dziejowych pod kuratelę ZSRR. Mimo wszystko podźwignęła się z ruin, na wsie zawitała elektryczność i mechanizacja a dzieci wyszły z mroków analfabetyzmu. Sanację zastąpił socjalizm a ludzie musieli jakoś życie poukładać na nowo. Tlił się przez jakiś czas ogień, rozniecany przez podziemie antykomunistyczne, zwane dziś „Żołnierzami Wyklętymi”, wierzącymi w mrzonki o gen. Andersie, który zawita do kraju na białym rumaku i wywoła III wojnę światową. Nic takiego nie nastąpiło a młodzi chłopcy zamiast żyć, trafili w łapy bestii komunistycznej bezpieki.
Co roku na Westerplatte o 4:45 politycy przypominają „Nigdy więcej wojny!”. W tym roku prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, walczący o fotel prezydenta z kandydatem z tej samej partii, synem Lecha Wałęsy, nawiązał w swoim przemówieniu na Westerplatte do bieżącej polityki, mydląc społeczeństwu oczy osią podziału. Rządy Prawa i Sprawiedliwości realizują wytyczne płynące z USA i Izraela, wzbudzając w stronnikach UE i Niemiec wściekłość. „(…) Kwestionuje się rządy prawa, podważa obecność Polski w UE. Zmienia się sens najważniejszych słów dla Polaka: ojczyzna, wolność i Europa. Apelujemy! Bezpieczną przyszłość można budować na trudnej drodze odpowiedzialności za to, co teraz. Drogą jest odpowiedzialny patriotyzm, to co nas łączy-to, co wspólne. Apelujemy o pierwszeństwo prawa, a nie siły w życiu społecznym. Prawdy, a nie kłamstwa (…)”. Premier z nadania Prawa i Sprawiedliwości, Mateusz Morawiecki, zaapelował na Westerplatte do opozycji i politycznych przeciwników, aby 11. listopada wszyscy poszli w jednym Marszu Niepodległości. Kogo to jednak w świecie obchodzi – kraj na końcu świata, który rządzony jest na kursie ku upadkowi, mając za sojuszników tych samych tchórzy… Przejrzałem FAZ, BBC, CNN, Deutsche Welle, La RepublicaFox News. Nigdzie nawet najmniejszej wzmianki o tym tragicznym dla świata dniu. Świat prowadzi własną politykę historyczną i nie jest ona dla nas przychylna!
Ludzie napuszczani są na siebie przez środki masowego przekazu i Internet. Platforma z PiS w marszu 11. listopada razem nie pójdą. Narodowcy nie pójdą, bo ich nie zaproszono, wręcz wyproszono a tak po prawdzie – grupy skrajne, realizują własne (narzucone) cele. Kresowiacy nie pójdą za uległość wobec banderyzacji Ukrainy, KOD nie pójdzie, bo oni są we wszystkim anty-PiS. Dodatkowo PiS podpisał deklarację w Marrakeszu, której nie podpisał Orban, odnośnie przyjmowania imigrantów. A tych widać, szczególnie Ukraińców, na ulicach polskich miast coraz więcej. Gdyby PiS powiedział przy wyborach uczciwie, że chce Rzeczpospolitej Wielu Narodów jako kontry wobec Niemiec i Rosji, że nie uważa Polski narodowej (etnicznej) za Polskę, że przyjmowanie imigrantów jest konieczne dla funkcjonowania gospodarki itd. to, byłoby inaczej (jednak to nie był główny impuls  zmiany przy sterach, bo Tuska odsunęły czynniki zewnętrzne, a nie jakieś wybory przy polskich urnach). Jarosław Kaczyński teraz wpadł we własne sidła i będzie musiał świecić oczami przed zupełnie już ogłupiałym narodem. Jesteśmy za pokojem, ale robimy wszystko pod dyktando USA, by do wojny z Rosją doszło. Jesteśmy za bogaceniem się, a robimy wszystko dzięki Unii Europejskiej, byśmy byli biedniejsi (ten rok i ceny na skupach płodów rolnych, które są w rękach niemieckich dobitnie to pokazał). Rolnicy są na kolanach, prosząc ludzi, by owoce z sadów zbierali za darmo. W ciągu ostatnich kilku miesięcy ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosły o kilkaset procent z poziomu 5-6 euro za tonę do 23-25 euro za tonę. Miało to oczywiście gigantyczne przełożenie na koszty produkcji energii elektrycznej w Polsce, a w konsekwencji jej cenę dla przemysłu (gdzie nie obowiązują regulacje prezesa Urzędu Regulacji Energetyki). Jesteśmy dzięki temu konkurencyjni? „Znów przyjdzie widmo zamykania ostatnich polskich kopalni?”.
Nie mamy za wiele do powiedzenia. Ponad trzy czwarte Polaków nie ma własnych oszczędności, kraj zadłuża się na biliony, nie widać opamiętania w pseudoelitach, a w narodzie biorącym milionami antydepresanty marazm i stagnacja… Ewentualna wojna będzie tą ostatnią, bo nie ma w narodzie ani sił, ani chęci do kolejnego wstawania z kolan!

Roman Boryczko,

1. września 2018

(Visited 39 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *