Ameryka na rozdrożu: czy wojna domowa jest na horyzoncie? Czy globalne przebudzenie zatrzyma marsz ku konfliktowi wewnętrznemu?
Stany Zjednoczone stoją na krawędzi przepaści, a podział, którego nie da się zignorować, jest coraz większy. Podczas, gdy ty chcesz, żeby rząd cię zostawił w spokoju, rząd rozrósł się do takiego stopnia, że to niemożliwe.
W miarę zbliżania się wyborów retoryka Demokratów nasiliła się, tworząc atmosferę napięcia i niestabilności.
Trump? Hitler? Jasne.
Skoro ludzie są tak szaleni, jak możemy nie zmierzać w kierunku konfliktu wewnętrznego?
Pod tą eskalującą polaryzacją z tego powodu kryje się jeszcze bardziej niepokojący trend: podstępny pęd w stronę totalitaryzmu, który zakorzenia się w każdym aspekcie amerykańskiego życia.
Widać to w lekcjach, prowadzonych w szkołach, ograniczeniach dotyczących wypowiedzi i kontroli nad informacjami w przestrzeni cyfrowej. Wielu obywateli obserwuje to czując, że kraj odchodzi od swoich podstawowych zasad, zastanawiając się, czy konflikt jest nieunikniony.
Jednak gdy Stany Zjednoczone są opanowane przez te dzielące siły, następuje ogólnoświatowe przebudzenie, w nieoczekiwany sposób rozpalające nadzieję.
W miarę jak coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z sił, zagrażających ich wolnościom, Stany Zjednoczone mogą mieć nadzieję wyjścia, która pozwoli uniknąć konfliktu, jakiego tak wielu ludzi się obawia.
Rozwijające się zagrożenie
Badając, jak do tego doszło, musimy rozpoznać historyczny wzorzec: totalitaryzm niemal nieuchronnie następuje, gdy kraj porzuca swoje korzenie republiki na rzecz czystej demokracji.
Chociaż „republika” i „demokracja” są często używane zamiennie, ich rozróżnienia nie są jedynie semantyką – reprezentują one zupełnie różne podejścia do rządzenia.
Republika ma chronić prawa jednostki przed potencjalną tyranią większości, utrzymując prawa, które zapewniają wolności wszystkim obywatelom, niezależnie od zmieniającej się woli ludu.
Demokracja jednak oddaje władzę w ręce większości, gdzie 51% może dyktować sposób życia pozostałych 49%.
To nie przypadek, że prawdziwe zagrożenia dla twojej wolności nie robią na nich żadnego wrażenia, poza krzyczeniem o „zagrożeniach dla demokracji”. Clinton, Obama, Liz Cheney, całe MSM — wszyscy tak czynią.
Z czasem to odchodzenie od zasad republiki umożliwia większości żądanie uprawnień, często pod pozorem równości lub dobra społecznego, ignorując prawa i wolności tych, którzy się sprzeciwiają.
Kiedy ludzie zaczynają głosować za świadczeniami i uprawnieniami, społeczeństwo zaczyna przechodzić od samowystarczalności do zależności od państwa. Stopniowo zasady autonomii jednostki zanikają, ponieważ są zastąpione uprawnieniami.
Przejście od republiki do demokracji nie jest tylko kwestią akademicką — ma prawdziwe, niebezpieczne konsekwencje.
W demokracji, w której 51% może kontrolować kierunek kraju, mniejszość traci głos. Jak mówi przysłowie, często 2 wilki i owca głosują nad tym, co zjeść na kolację. (Cdn.)
Matt Morris
Tłum. Andrzej Filus
Źródło: SGT Report

