InnePolecane

11. września po ćwierćwieczu

Zanim zaczniemy, warto pamiętać, że już w 2006 roku – na długo przed tym, jak zaczęły się gromadzić dowody świadczące o tym, iż oficjalna wersja wydarzeń była kłamstwem – sondaż instytutu Zogby wykazał, że 42% Amerykanów uważało, iż rząd ukrywał istotne dowody i odmawiał ich zbadania. Jak mogli sądzić inaczej, skoro główny inspektor straży pożarnej Nowego Jorku protestował przeciwko temu, że – z naruszeniem prawa – dowody kryminalistyczne znajdujące się w gruzach obu wież World Trade Center oraz budynku nr 7 zostały wywiezione z kraju, zanim zdążono je poddać analizie? Jak mogli myśleć inaczej, skoro administracja Busha, Cheney’a i syjonistycznych neokonserwatystów przez cały rok odmawiała nawet powołania – nie tyle komisji śledczej, co politycznie dobranej grupy, mającej jedynie zatwierdzić oficjalną wersję wydarzeń – zwłaszcza że później współprzewodniczący tej komisji oraz jej główny radca prawny napisali książki, w których stwierdzili, iż komisję skazano na porażkę, zatajano przed nią informacje, a także rozważano skierowanie spraw na drogę karną?

Oczywiście, sprzedajne amerykańskie media przedstawiały wszelkie wątpliwości jako teorie spiskowe. Każdy sceptyk, kwestionujący oficjalną wersję wydarzeń był nazywany „teoretykiem spiskowym” – co potwierdziłaby dziś nawet sztuczna inteligencja, gdyby opierała swoją analizę na danych zgodnych z tą oficjalną propagandą.

O ile mnie pamięć nie myli – a nie zamierzam wracać do swoich felietonów sprzed lat ani przeszukiwać archiwów w poszukiwaniu dokumentów, gdyż na pamięć nie narzekam – pierwszy merytoryczny atak na oficjalną wersję wydarzeń z 11. września przypuścił profesor fizyki z Uniwersytetu Brighama Younga. Jako fizyk doskonale rozumiał on naturę sił fizycznych. Wiedział, że wieże World Trade Center zostały wzniesione zgodnie z normami budowlanymi, tak aby wytrzymać uderzenie samolotu pasażerskiego. Zdawał sobie sprawę, iż zderzenie maszyny z potężną konstrukcją ze stali i betonu musiałoby skutkować rozpadem samolotu, a nie zawaleniem się budynku – podobnie jak stało się to w przypadku samolotu, który rzekomo uderzył w Pentagon (obiekt nieprzystosowany do wytrzymania takiego uderzenia): maszyna ta rozpadła się niemal całkowicie, nie pozostawiając śladów i wyrządzając budynkowi jedynie niewielkie szkody. Oficjalna propaganda nie wyjaśniała, dlaczego samolot, który rzekomo uderzył w Pentagon, zamienił się w pył, podczas gdy uderzenia maszyn w bliźniacze wieże doprowadziły do tego, że rozpadły się i obróciły w pył te potężne budowle.

Profesor fizyki nazywał się Steven E. Jones. Pozyskał on pył z bliźniaczych wież, którego było pod dostatkiem. Jako naukowiec wiedział, że to właśnie w pyle kryją się dowody. Poddał go analizie i badaniom, znajdując jednoznaczne dowody na obecność zarówno przereagowanego, jak i nieprzereagowanego nanotermitu – substancji, stosowanej przy kontrolowanych wyburzeniach.

We wrześniu 2006 roku władze uniwersytetu BYU, poddane presji ze strony władz federalnych, wysłały profesora Jonesa – wykładowcę z dożywotnim kontraktem – na płatny urlop, by zbadać jego kontrowersyjne publiczne twierdzenia. Zastanówmy się przez chwilę. Czy słyszeliście kiedykolwiek, by wykwalifikowanego profesora wysyłano na urlop i poddawano dochodzeniu tylko dlatego, że przedstawił wyniki swoich badań? Moim zdaniem – biorąc pod uwagę doświadczenie zdobyte zarówno w Washingtonie, jak i na uczelni – administracja BYU otrzymała od ekipy George W. Busha polecenie uciszenia profesora Jonesa pod groźbą utraty funduszy federalnych. O ile dobrze pamiętam, profesor Jones zdał sobie sprawę, iż jego kariera dobiegła końca i przyjął 850 tysięcy dolarów w zamian za rezygnację. Usunięcie Jonesa stanowiło ostrzeżenie, jaki los czeka każdego fizyka, który ośmieliłby się zakwestionować oficjalną wersję wydarzeń.

Zadajcie sobie pytanie: dlaczego profesor fizyki miałby niszczyć swoją karierę, fabrykując fałszywy raport – raport, którego błędności do dziś nie wykazano? Dlaczego ewentualna pomyłka miałaby skutkować zawieszeniem w obowiązkach i wszczęciem dochodzenia? Najwyraźniej skorumpowany, syjonistyczny reżim George W. Busha dążył do uciszenia człowieka, głoszącego prawdę.

W 2009 roku Jones wraz z naukowcem z Uniwersytetu Kopenhaskiego, Nielsem Harritem oraz innymi badaczami, ponownie potwierdził obecność nanotermitu (Active Thermitic Material Discovered in Dust from the 9/11 World Trade Center Catastrophe, *Open Chemical Physics Journal*, kwiecień 2009).

Amerykańska nauka jest w dużej mierze uzależniona od funduszy federalnych, a temat ten był zbyt kontrowersyjny dla naukowców, zależnych od tego finansowania. Moim zdaniem żaden fizyk na świecie nie jest na tyle głupi, by wierzyć w oficjalną wersję wydarzeń z 11. września. Wiedzą oni jednak, że podważenie tej wersji oznacza koniec kariery – tak jak stało się to w przypadku profesora Jonesa. Dlatego też, mając na głowie kredyty hipoteczne, raty za samochód i koszty edukacji dzieci, nie narażają swojej kariery ani rodziny, popierając badania sprzeczne z oficjalną narracją. Godna pogardy Wikipedia wciąż określa wszelkie faktyczne ustalenia naukowców mianem „teorii spiskowych”.

W 2006 roku – pięć lat po owych wydarzeniach – architekt Richard Gage zdał sobie sprawę, iż oficjalna narracja zawiera poważne nieścisłości. Założył organizację Architects & Engineers for 9/11 Truth (Architekci i Inżynierowie na rzecz Prawdy o 11. września). Napłynęła ogromna ilość informacji wskazujących, iż oficjalna wersja wydarzeń z 11. września jest nierealna. Sfabrykowane przez NIST wyjaśnienie, dotyczące zawalenia się budynku nr 7 (WTC 7) zostało podważone przez nauczyciela fizyki ze szkoły średniej; wykazał on, że budynek runął z przyspieszeniem, odpowiadającym swobodnemu spadkowi, co jest możliwe jedynie w przypadku kontrolowanego wyburzenia. Wymyślona przez NIST teoria została ponownie obalona przez inżynierów budownictwa i specjalistów z zakresu inżynierii śledczej z Uniwersytetu Alaski – jedynej chyba uczelni w USA, która dla prawdy była gotowa zaryzykować utratę funduszy federalnych.

Washington i jego sprzedajne media określiły te fakty mianem „teorii spiskowej”, nie zdołały jednak podważyć wiarygodności niezależnych raportów. Gdyby rzeczywiście była to teoria spiskowa, establishment poparłby dochodzenie, gdyż potwierdziłoby ono ten właśnie status sprawy. Zamiast tego reżim dążył do zablokowania śledztwa i zdyskredytowania go. Za jedyną prawdę uznawano oficjalną narrację; wszystko inne kwalifikowano jako teorię spiskową. Amerykańskie, sprzedajne media współtworzyły tę fikcję.
Architekci konstrukcji i inżynierowie budownictwa wysokościowego borykają się z tym samym problemem, co profesorowie fizyki: jeśli ujawnią to, co wiedzą, stracą klientów. Washingtonowi i sprzedajnym mediom udało się skutecznie przedstawić głoszenie prawdy jako postawę antyamerykańską. Kto nie zgadza się z oficjalną wersją wydarzeń, uchodzi nie tylko za paranoika, wierzącego w spiski, ale i za anty-Amerykanina, sprzyjającego „muzułmańskim terrorystom” – a przy tym traci klientów.

Każdy, kto dziś wierzy w oficjalną wersję wydarzeń z 11. września, ma wyprany mózg. Głupota znacznej części amerykańskiego społeczeństwa sprzyja tłumieniu prawdy. Washington zrozumiał, iż sukcesem jest taka propaganda, która budzi strach w umysłach słabych intelektualnie Amerykanów.

Możemy spodziewać się kolejnych tego typu przypadków.

Paul Craig Roberts,

Tłum. Andrzej Filus

Za: Unz

(Visited 2 times, 2 visits today)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *