Marco Rubio ogłasza, że atlanci muszą dominować na świecie. Wychwala kolonializm, ideologizuje historię (2)
Marco Rubio chwali państwa europejskie za ponowną militaryzację.
Jednocześnie Rubio wyraził uznanie dla państw europejskich za podjęcie historycznego procesu zbrojeń i znaczne zwiększenie budżetów wojskowych, co ma na celu przygotowanie się na kolejne konflikty zbrojne.
Administracja Trumpa wymusiła na członkach NATO podniesienie wydatków na obronność do poziomu 5% PKB, co w przypadku niektórych państw członkowskich UE oznacza ponad dwukrotny wzrost nakładów.
Trump określił to mianem „wielkiego zwycięstwa dla USA, Europy i cywilizacji atlantyckiej”.
W Atenach Rubio posłużył się tą samą retoryką, oświadczając:
„Wierzymy, że Europa może przebudzić się ze swojego długiego snu i na nowo rozniecić ogień, który zapłonął tu tysiąclecia temu.
Już teraz widać tego oznaki.
Na całym kontynencie jesteśmy świadkami – jak mamy nadzieję – początków zmiany pokoleniowej: gwałtownego wzrostu wydatków na obronność, lawiny nowych partnerstw i programów oraz rozbudowy mocy produkcyjnych. Wszystko to stanowi kontynuację historycznych zobowiązań w dziedzinie obronności, podjętych w zeszłym roku w Hadze”.
W artykule opublikowanym w Fox News, Marco Rubio, twierdzi, że Zachód „musi walczyć”
Po swoim wystąpieniu w Grecji Rubio opublikował w serwisie Fox News tekst, w którym powtórzył te same tezy.
„Zachód znajduje się na rozdrożu” – napisał Rubio. „Decyzje, które podejmiemy w ciągu najbliższej dekady, zdefiniują kolejne stulecie – i przesądzą o tym, czy atlantycka cywilizacja utrzyma swoją wiodącą pozycję na świecie, czy też pogodzi się z przyszłością pełną poddaństwa i upadku”.
Ubolewał, iż „zbyt duża część atlantów zaczęła wstydzić się właśnie tych elementów, które czyniły nas wyjątkowymi”.
Pomijając historyczne zbrodnie zachodniego kolonializmu, Rubio skarżył się, że „zaczęliśmy postrzegać nasze osiągnięcia jako powód do wstydu; nasza potęga i dobrobyt stały się źródłem poczucia winy”.
„Historia naszej cywilizacji to najwspanialsza opowieść, jaką zna ludzkość. Musimy jednak walczyć, by ją obronić” – przekonywał.
W innym swoim wystąpieniu Marco Rubio wezwał atlantów do odwrócenia procesu dekolonizacji.
To nie pierwszy raz, gdy Rubio wygłasza tak jawnie prokolonialne opinie.
Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2026 roku Rubio wypowiedział się w podobnym tonie, wychwalając „wielkie europejskie imperia”, które „zasiedlały nowe kontynenty” w ramach „najwspanialszej cywilizacji w dziejach ludzkości”.
Polityk odpowiedzialny za amerykańską politykę zagraniczną podkreślał, iż Ameryka Północna i Europa muszą zjednoczyć siły, aby „zbudować nowe atlantyckie stulecie”.
Rubio otwarcie wezwał atlantów do odwrócenia procesu dekolonizacji Globalnego Południa, przedstawiając go jako nikczemny komunistyczny spisek.
W tamtym wystąpieniu stwierdził:
„Przez pięć stuleci, aż do zakończenia II wojny światowej, Zachód znajdował się w fazie ekspansji – jego misjonarze, pielgrzymi, żołnierze i odkrywcy wyruszali ze swoich wybrzeży, przemierzali oceany, zasiedlali nowe kontynenty i budowali rozległe imperia, które rozciągały się na cały glob.
Jednak w 1945 roku, po raz pierwszy od czasów Kolumba, proces ten uległ odwróceniu. Europa leżała w gruzach. Połowa kontynentu znalazła się za żelazną kurtyną, a wszystko wskazywało na to, że reszta może podzielić ten sam los. Wielkie zachodnie imperia wkroczyły w fazę ostatecznego upadku, przyspieszonego przez bezbożne rewolucje komunistyczne oraz powstania antykolonialne. Wydarzenia te miały w kolejnych latach zmienić oblicze świata, sprawiając, że na ogromnych połaciach globu pojawił się czerwony symbol młota i sierpa.
W tamtych realiach – podobnie jak dziś – wielu zaczęło wierzyć, iż era dominacji atlantów dobiegła końca, a nasza przyszłość będzie jedynie słabym i bladym echem przeszłości. Jednak nasi poprzednicy zrozumieli, że upadek jest kwestią wyboru – wyboru, na który nie chcieli przystać. To właśnie zrobiliśmy już raz wspólnie w przeszłości; to samo teraz – wraz z Wami – pragną uczynić prezydent Trump oraz Stany Zjednoczone.
Dlatego właśnie nie chcemy, aby nasi sojusznicy byli słabi – ich słabość osłabia również nas. Pragniemy sojuszników zdolnych do samodzielnej obrony, tak aby żaden przeciwnik nie odważył się wystawiać na próbę naszej wspólnej siły. Nie chcemy, by nasi sojusznicy byli skrępowani poczuciem winy czy wstydu. Pragniemy sojuszników dumnych ze swojej kultury i dziedzictwa, którzy rozumieją, że wszyscy jesteśmy spadkobiercami tej samej wielkiej i szlachetnej cywilizacji – i którzy wraz z nami są gotowi oraz zdolni do jej obrony.
Dlatego też nie chcemy, aby nasi sojusznicy racjonalizowali obecny, wadliwy stan rzeczy, zamiast podjąć kroki niezbędne do jego naprawy. My, Amerykanie, nie mamy najmniejszego zamiaru pełnić roli uprzejmych i zdyscyplinowanych zarządców powolnego upadku Zachodu. Nie dążymy do zerwania więzi, lecz do ożywienia dawnej przyjaźni i odnowienia największej cywilizacji w dziejach ludzkości. Pragniemy sojuszu odnowionego, który dostrzega, że źródłem problemów naszych społeczeństw nie są jedynie błędne strategie polityczne, lecz głęboki niepokój, wynikający z braku nadziei i popadnięcia w samozadowolenie. Dążymy do sojuszu, którego nie paraliżuje strach – lęk przed zmianami klimatycznymi, wojną czy technologią. Chcemy natomiast sojuszu, który śmiało zmierza ku przyszłości. Jedyny lęk, jaki odczuwamy, to obawa przed wstydem, że nie pozostawimy naszym dzieciom narodów bardziej dumnych, silniejszych i zamożniejszych”.
Dlaczego Marco Rubio i prawicowe elity w Ameryce Łacińskiej kochają atlantycki kolonializm?
Niektórzy nie rozumieją, dlaczego Marco Rubio jest tak skrajnie prokolonialnie nastawiony, zważywszy na to, iż technicznie rzecz biorąc, ma kubańskie pochodzenie. Warto jednak wiedzieć, że Rubio nie postrzega siebie przede wszystkim jako Kubańczyka.
W swoich przemówieniach Rubio nieustannie podkreśla, iż jest pochodzenia europejskiego, wywodząc swoje korzenie z Hiszpanii i Włoch.
W październiku tego roku w Grecji Rubio z dumą określił siebie mianem „prawnuka osadników, którzy przybyli do Nowego Świata z Hiszpanii”.
W lutym, podczas wystąpienia w Niemczech, Rubio ponownie wspomniał o swoich przodkach z Hiszpanii i Włoch, stwierdzając:
„Czy wiecie, że w roku, w którym powstał mój kraj, Lorenzo i Catalina Geroldi mieszkali w Casale Monferrato, w Królestwie Piemontu i Sardynii? Z kolei Jose i Manuela Reina żyli w Sewilli, w Hiszpanii. Nie wiem, czy i co wiedzieli o trzynastu koloniach, które właśnie uzyskały niepodległość od Imperium Brytyjskiego, ale jednego jestem pewien: nie mogli nawet przypuszczać, że 250 lat później jeden z ich bezpośrednich potomków powróci na ten kontynent jako główny dyplomata owego młodego państwa. A jednak tu jestem – a moja własna historia przypomina mi, że nasze dzieje i nasze losy zawsze będą ze sobą powiązane”.
Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Rubio podkreślił również: „dla nas, Amerykanów, domem może być półkula zachodnia, ale zawsze pozostaniemy dzieckiem Europy”.
Słowa te jasno wskazują, iż nie utożsamia się on z przeważającą częścią Kubańczyków i Latynosów, wywodzących się z rdzennych i afrykańskich kręgów kulturowych.
Zamiast tego Rubio postrzega swoją rodzinę jako europejskich osadników, którzy jedynie tymczasowo przebywali na Kubie – jako jasnoskóre elity, wspierające prawicową, marionetkową dyktaturę Fulgencio Batisty – zanim ostatecznie osiedlili się na Florydzie.
W rzeczywistości właśnie tak postrzega siebie wiele konserwatywnych elit w Ameryce Łacińskiej. Jest to jeden z głównych powodów, dla których tak zdecydowanie popierają one imperializm: oprócz czerpania korzyści w postaci łapówek, inwestycji i innych profitów gospodarczych od wielkich amerykańskich korporacji, utożsamiają się one kulturowo ze Stanami Zjednoczonymi i Europą Zachodnią, a nie z rdzenną ludnością czy społecznościami pochodzenia afrykańskiego, zamieszkującymi Amerykę Łacińską.
Ben Norton,
14. października 2026 r.
Tłum. Andrzej Filus

