Inne

Niezależny III obieg literacki w Polsce (2)

 

„Dlaczego robić raczej coś niźli nic”?

Niewiele osób z kręgu zajmującego się współczesną literaturą wie o istnieniu tworu, na określenie którego będę w tej pracy używał nazw: literatura niezależna, literatura podziemna (czy undergroundowa), literatura III obiegu, niezależny ruch wydawniczy czy literacki. Często III obieg mylony jest z obiegiem II, albo traktowany jak odłam czy część politycznego, antykomunistycznego obiegu. Pojęcia, których będę używał nie są pojęciami powszechnymi, tylko stworzonymi przez samych twórców lub dla potrzeb tej pracy. Wszystkie będę starał się przybliżyć w toku mych badań i rozważań nad istotą tego zjawiska literackiego i kulturowego. Stoi przede mną trudne zadanie opisania zgoła ponad 16 lat działalności trzecioobiegowej w Polsce. Nie ma na ten temat żadnego oficjalnego opracowania, jedynie krótkie wzmianki w pismach literackich, z pieczołowitością kolekcjonowane przez Pawła Dunina-Wąsowicza, który także jest autorem kilku z nich. Pomocną będzie także dla mnie praca magisterska Krzysztofa Vargi [1] na temat literatury III obiegu, napisana pod patronatem prof. Rocha Sulimy dla Uniwersytetu Warszawskiego. Będę starał się napisać całą prawdę o III obiegu i sprostować pewne kwestie, błędnie rozumiane przez obieg oficjalny. Pominę w tej pracy pismo BruLion, które jest błędnie identyfikowane z III obiegiem, a także wszelkie wydawnictwa, które powstają w uczelniach czy są efektem działalności stowarzyszeń literackich. Od razu pragnę podkreślić, iż część tych publikacji przejęło miano art zine’ów, ale poza nazwą z III obiegiem nie mają nic wspólnego.

Trzeci Obieg – to popularna nazwa kontrkulturowo–subkulturowego obiegu alternatywnego przed rokiem 1989, w odróżnieniu od afirmującego władzę komunistyczną obiegu pierwszego i zwalczającego ją obiegu drugiego, solidarnościowego[2]. Warto dodać, iż ta nazwa funkcjonuje do dziś, choć nie istnieje już obieg II. Choć niektórzy autorzy rozszerzają ten termin również na niskonakładowe publikacje, wydawane do użytku wewnętrznego w oficjalnych klubach literackich i domach kultury. Dla Krzysztofa Kuczkowskiego, piszącego o III obiegu w Okolicach w 1983 roku, były to właśnie tylko i wyłącznie takie poetyckie arkusze klubów literackich przy ZSMP i podobnych organizacjach [3]. Na pewno w dzisiejszych czasach duże grono osób wydaje własnym sumptem wszelkiego rodzaju gazetki, które nie trafiają do obiegu oficjalnego, a które chętnie nazywają wydawnictwami trzecioobiegowymi. Jednak III obieg to nie tylko kwestia wydawania czegokolwiek poza obiegiem oficjalnym. To także historia całego ruchu młodych ludzi, którzy wyszli z założenia, że lepiej robić jednak coś niźli nic[4]. Powstanie III obiegu łączy się także nierozerwalnie z muzyką, dzięki której tekstom powstały pierwsze fan zine’y, a następnie art zine’y (czyt. fanziny, artziny).

Lata osiemdziesiąte obfitowały w wystąpienia na forum muzycznym i literackim wśród młodzieży, lecz czasy nie sprzyjały spontanicznej twórczości młodzieżowej. Nacechowane politycznie teksty zespołów punkowych budziły głęboki niepokój u władz. Zespół Dezerter wydał swoją płytę w Stanach Zjednoczonych, a Abaddon w Jugosławii. Cenzura zakazywała publicznych występów i „kroiła” teksty jak tylko mogła, choć nie dawała sobie rady ze wszystkimi słowami, wykrzykiwanymi ze sceny przez zbuntowaną młodzież na przeróżnych koncertach, organizowanych w Jarocinie, Warszawie (Róbregga’e), Brodnicy czy innych pomniejszych. Prowokacyjne testy w połączeniu z agresywną i „brudną” muzyką wywoływały wielkie zamieszanie. Młodzi ludzie nie chcieli śpiewać o „bzdurach” tylko o tym, co ich bezpośrednio dotyczy. Choćby tekst zespołu Dezerter pt. Szwindel:

 

Postawią nowy pomnik bohatera

Wybiorą sobie nowego premiera

Stworzą nowy system polityczny

Będą dumni, że jest demokratyczny

Znowu szwindel szykują nowy

Znów chcą się dobrać do twojej głowy

Nie możesz ciągle dostawać w ryj

Nie daj się zabić – żyj

Oni się czepiają sztucznie uśmiechają

Oni mają władzę oni zabijają

Oni są silni mają karabiny

Oni chcą zabijać bo to są sukinsyny

My o wojnach wszystko wiemy

Fałszywy porządek trzeba zmienić

My nie chcemy waszej mądrości

My nie chcemy sztucznej wolności

 

Środowisko punkowej młodzieży tworzyło muzykę i co istotniejsze teksty do tejże muzyki. W ten sposób mogli wyrazić siebie, swoje frustracje, obawy, sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości. Rozpętany przez dwa mocarstwa wyścig zbrojeń nie napawał optymizmem. Młodzi ludzie czuli zagrożenie i nie widzieli dla siebie żadnej przyszłości. Część z nich obsesyjnie patrzyło w górę czekając na rakiety SS-20. Nastroje ówczesnych tekstów mogą zobrazować np. tytuły piosenek z płyty zespołu Moskwa1984 Koncert: Światło atomowe, Piekło na ziemi, Bez nadziei, Egzekucja, Propaganda, Śmierć na starcie itp. Idee pacyfizmu znalazły swoje miejsce w ówczesnej rzeczywistości. Pragnę w całości zacytować manifest wydrukowany w Arlekin-zine nr 2 (z roku 1990):

 

„Krok za krokiem, lewa, prawa miażdżę butami czyjeś pomysły i głupie nadzieje, którymi władze miasta wybrukowały rynek, a następnie przykryły czarnym asfaltem postępu i dobrobytu. Patrzę z przerażeniem na dzieci dźwigające pasy z granatami; w teczkach szkolnych noszą amunicję, a z ust strzelają pociskami polityków, którzy już ich wciągnęli w opętańcze wizje przyszłości.

Oglądam telewizję. Dziś wielkie święto. Łopoczą sztandary ideologii na trzonkach twardych i niesprężystych pałek. Z łoskotem przetacza się wielki czołg, który zamiast gąsienic ma splecione ludzkie ręce. Uśmiechnięci żołnierze radośnie mrugają do dziewczyn, a one rzucają im kwiaty zabrane z grobu rodziców.

Z trybun rozlegają się brawa dla obrońców ojczyzny. Nikt nawet nie zauważył, że czołg przejechał starca na wózku inwalidzkim, bohatera i kombatanta z trzema kilogramami odznaczeń. Krwi nie widać na placu czerwonym…

Włączam 2 program telewizji. Sztandary i trybuny w innych kolorach. Czołg; czołg chyba jeszcze większy. Żołnierz, murzyn, wyprężył pierś, cieszy się nowym karabinem. Nie wie, że w tym kraju, w tym czołgu, w tym karabinie bieleją kości takich jak on.

Przecież białych czaszek nie widać na tle białego domu…

Wychodzę na ulicę… widzę, jak dziecko czołgiem-zabawką… miażdży chrabąszcza…”.

Na początku lat 80. powstało wiele punkowych zespołów – Śmierć Kliniczna, Brak, Zbombardowana Laleczka, Pancerne Rowery, TZN Xenna, Deuter, Rejestracja, Kryzys, WC i wiele, wiele innych. Zespołowi o nazwie SS-20 zabroniono występów – musieli nazwę zmienić – zmienili na niemniej ciekawą – Dezerter. Teksty, muzyka, ubiór, a nawet nazwy tych zespołów miały jeden cel – bunt przeciwko zastanemu systemowi. Chcieli zerwać z panującym marazmem i szarością. Jak śpiewał wokalista zespołu Zielone Żabki: „Dali wam wódkę i dyskotekę abyście nigdy nie chcieli krzyczeć”. Odrzucanie wszystkiego, co proponowała władza, zrywanie z normami przyjętymi przez socjalistyczne państwo i co najważniejsze tworzenie własnej kultury i muzyki to cel, wytyczony przez ruch punk w Polsce lat 80. Co ważne, nie bali się wykrzykiwać ze sceny tego, o czym inni nie mówili nawet po cichu. Cenzura cięła teksty przed koncertem, ale w trakcie i tak śpiewano to, co chciano. Wtedy (gdy zdążono) wyłączano prąd… Często w tekstach używano zaimków osobowych – ONI, ICH, IM itp. Wiadomo, kogo mieli na myśli. Warto przytoczyć kilka ironicznych tekstów zespołów (w kolejności): Fort BS (pierwszy) i Stres (dwa następne)[5]:

 

* * *

Zapisany w statystykach mam swój numer i nazwisko

Adres miejsce wegetacji oni wiedzą o mnie wszystko

Znają datę urodzenia datę śmierci przybliżoną

Wiedzą czy się masturbuję, jaką szkołę mam skończoną

Wszystko maja zapisane ile palę ile piję

Wszystko wiedzą doskonale, lecz nie wiedzą, że ja żyję

 

* * *

Wybudowali nowy pomnik ku czci przyjaźni z sąsiadami

Pomnik powiększał naszą przyjaźń między dwoma narodami

Położyli większe kwiaty postawili silne warty

Pomnik kosztował miliony – ale patrzcie, jaki ładny

Lecz gołębie go osrały całą przyjaźń w dupie miały

Pomnik stoi tak jak stał tylko inny zapach miał

 

* * *

W kraju świeci słońce dzieci wciąż biegają

Ludzie podsłuchują, bo wstydu nie znają

Mówić tu nie wolno i słuchać ich trzeba

Gdy wychodzisz z domu czasem sobie śpiewasz

My żyjemy w kraju wolnym my żyjemy w kraju tym

Nasze myśli gdzieś nam giną na marzeniach kończy się dzień

Kiedy ciężkie czasy miną, kiedy kraj nasz zmieni się

 

W tekstach często poruszano temat zbrojeń, zagrożenia jądrowego i co za tym idzie – totalnej wojny, która zniszczy wszystko. Postawy No Future (bez przyszłości) były w owych czasach w pewnym sensie uzasadnione. Panował ogólny katastrofizm i beznadzieja. Zespół Aurora trafnie ujął to w tekście pt. Nie żyję:

 

Nie żyję albo mi się tak wydaje, nie żyję, a więc, po co jesteś tu,

zabierzcie swoje dzieci niech czekają,

czytajcie starcom coraz więcej bzdur do snu.

 

Żywo także reagowano na to, co ich czeka, kiedy dorosną, przerażał ich kult pracy w socjalistycznych kolosach – zespół Defekt Mózgu wykrzykiwał ze sceny: „Dzisiaj norma – jutro śmierć”. Ale także cyniczne teksty, nawiązujące do relacji: my i „przyjaciele ze Wschodu”. Tekst zespołu TZN Xenna pt. Dzielna radziecka kobieta – jest pełen ironii wobec roli kobiety w Związku Radzieckim:

 

Kto na pole jedzie na traktorze, to dzielnych utworów pociągnie plan

Okręt wyspawa i czołgiem pojedzie, ciało swe odda każdemu w biedzie

Dzielna kobieta – radziecka kobieta

A kiedy Wania poległ przy armacie, nad jego trupem podniosła dumne czoło

I patrząc wrogom prosto w twarz, strzeliła z działa – a masz wrogu – masz

Dzielna kobieta – radziecka kobieta

Przodując w pracy przekracza plan, dźwig skonstruuje i wódki nie pije

Dla towarzyszy wychowa dzieci, wszystko potrafi i wszędzie się wrzyna

W majowe święto poniesie sztandar i tylko nie wie, co to jest kobieta…

 

Tematyka i jej różnorodność zawsze dążyła do jednego celu – buntu. Ruch punk propagował kontrkulturę, która jednak nie miała na celu zniszczenia zastanej – tylko stworzenie alternatywnej. Oni sami organizowali koncerty i wydawali płyty. Potrzeba informowania zainteresowanych osób o koncertach, wszelkiego typu imprezach, czy też sam fakt propagowania sposobu myślenia i buntu wobec tego, co dzieje się w Polsce i na świecie stworzył tzw. fan zine’y, które z biegiem lat zaczęto nazywać po prostu zine’y [6]. Obieg tych informacji z wiadomych przyczyn nie mógł odbywać się w prasie oficjalnej, a poza tym nie było praktycznie w ogóle pism muzycznych, a już nigdzie nie pisano o TEJ muzyce. Trafnie ujął to Piotr Rypson [7] cyt.: „Fanzine i jego odmiany są współczesną formą literatury sowizdrzalsko-jarmarcznej, rodzaju właściwego dla globalnej wioski, postindustrialnej kultury ludowej kwitnącej już nie opodal gościńca, lecz na skrzyżowaniach ulic miast i miasteczek – czy to w Willimantic, Connecticut, czy w Maastricht, Mediolanie czy też w Szczawnie Zdroju, Radomiu, Timisoarze. Powstały jako punkty kontaktowe na rozrastającej się mapie informacyjnej świata – dla niewielkich grup ludzi, których łączy wspólne pole zainteresowań, fascynacji, szczególne przedsięwzięcie lub idea.”[8] Warto dodać do słów Piotra Rypsona, iż nastąpiła wymiana tematów, zine’ów; bardzo dużo tekstów zostało przetłumaczonych na język polski, czy też polskie zine’y były tłumaczone na inne języki. Tak samo dzieje się z koncertami – do Polski przyjeżdżają zespoły z Ameryki, Norwegii czy Anglii tylko za zwrot kosztów podróży. Dużo pojawia się artykułów dotyczących twórczości innych kolegów zine’owców, a także relacje z wizyt u nich właśnie. Co jest ciekawe – młodzież stworzyła sobie, pewnej grupie młodych ludzi pisma, które łączą w „sieci” tylu ludzi na całym świecie i co najważniejsze z dala od skomercjalizowanej, masowej kultury. Po prostu próbują tworzyć swoją własną! Piotr Rypson posuwa się dalej w swojej analizie cyt.: „Zjawisko wydawniczego offu swymi początkami sięga lat sześćdziesiątych. Dla jego genezy istotne są nie tylko młodzieżowe ruchy kontrkulturowe, lecz także pojawienie się sztuki komunikacji (communication art i potem mail art), konceptualnych publikacji artystycznych, małych pism literackich itp. – a zwłaszcza upowszechnienie środków powielania, które w sposób skokowy ułatwiło produkcję niskonakładowych publikacji przy stosunkowo niewielkich budżetach wydawców. Wprawdzie kręgi nadawców i odbiorców są tu stosunkowo niewielkie – i programowo przeciwstawne globalnej urawniłowce cywilizacyjnej kształtowanej przez mass media (zwłaszcza telewizję) – to jednak nad całą sferą owych nieformalnych przedsięwzięć unosi się idea SIECI. Sieci luźnych kontaktów, wiążącej różne środowiska i grupy w procesie wymiany, która kontestuje oficjalny, skomercjalizowany lub reprezentujący państwo i władzę obieg dystrybucji i upowszechniania informacji oraz dóbr kulturalnych.” [9] (cdn.)

 

Krzysztof Kaim

 
Przypisy:
 
[1] Autor książki Chłopaki nie płaczą, wydanej przez Lampę i Iskrę Bożą w 1996 roku. Pracę udostępnił mi Paweł Dunin-Wąsowicz w postaci wydruku komputerowego;

[2] Paweł Dunin-Wąsowicz, Parnas Bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku, wyd. III, 1998 r. Lampa I Iskra Boża, str. 213;

[3] Ibidem;

[4] Takie pytanie pojawiło się na okładce pierwszego w Polsce art zine’a Czerwony Kapturek w roku 1980;

[5] Teksty te cytuję z pamięci – nie wydano żadnej płyty tych zespołów;

[6] Postanowiłem stosować właśnie taką pisownię słowa zine’y (czyt. ziny) gdyż nie stwarza ona problemów z odmianą przez przypadki. Stosuje się także spolszczoną wersję – ziny;

[7] Autor wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie – Mail Art czyli sztuka poczty;

O tej wystawie piszę w rozdziale pt. Listy, listy, listy…;

[8] Piotr Rypson, Dosyć Podporządku!, „Ex Libris” z 5. stycznia 1994 roku, str. 9;

[9] Ibidem.

(Visited 71 times, 1 visits today)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

*