Że aż źle się robi. Skin czy patriota? Studium przypadku
Nie podoba mi się, że cudzoziemcy są w naszym kraju. Nie lubię ich, bo mają więcej praw niż ja, obywatel Polski, który się tu urodził.
Wzrost średni, waga ostatnio rośnie – po treningach. Oczy piwne, włosy… tak krótko, jak się da. Blizna na nadgarstku, a na łydce wytatuowane kropki, tatuaż na bicepsie. Pasje: Jagiellonia i rajdy samochodowe. Dobrze, że wybrał technikum mechaniczne, a jeszcze – gdyby nie te wyroki – mógłby spokojnie pracować jako kierowca, całkowicie się w tym realizuje. W telefonie komórkowym przechowuje obrazki: zaciśnięta biała pięść na czerwonym tle, nad nią napis „White Power“; krzyż celtycki; zdjęcie mężczyzny ze swastyką wyciętą w krótko ostrzyżonych włosach.
– To dla żartu było! Ścinałem brata i tak dla śmiechu mu wyciąłem – oponuje 24-latek. – Jeżeli cokolwiek w telefonie miałem, to tylko dla siebie, a nie w żadnym celu propagandowym. Zresztą skinem nie jestem. Tylko polskim patriotą.Pierwsze koty za płoty
Karierę Tomasz Ł. zaczynał niewinnie. 6 kwietnia 2010 roku zgnębiona mieszkanka sąsiedniego bloku zgłosiła się do komisariatu policji i zażądała: „Zróbcie coś z tymi chłopaczyskami…“. Starsza kobieta wyżaliła się, że mniej więcej od roku trzej koledzy jej syna żyć jej nie dają. Kilka razy dziennie, zwłaszcza wieczorami, dzwonią do mieszkania domofonem, a kiedy odbiera, wyzywają od kurew. Jej syn pojęcia nie miał, co jest powodem takiego zachowania – do niedawna jeszcze – kolegów.
– Mama bardzo to przeżywa, a ja nie wiem, jak jej pomóc – mówił na policji. Był pewien, kto jest autorem złośliwego nękania, bo wyglądał przez okno i zdążył dostrzec trzech chłopaków, uciekających ze śmiechem spod klatki i kryjących się za osiedlowym sklepikiem. Był wśród nich Tomek Ł. Syn poszkodowanej przyznał też, że już wcześniej zgłaszał problem dzielnicowemu i ten porozmawiał poważnie z nastolatkami.
Tym razem „zeznania“ całej trójki były nieco różne. Tomek szedł w zaparte: – My tego nie robimy. 2-3 lata temu, owszem, zdarzało się kilka razy, ale to było w żartach.
Jeden kolega Tomka: – Bo nam się nudziło. Ale po rozmowie z dzielnicowym obiecałem, że to się nie powtórzy, i słowa dotrzymałem. Nie wiem, czemu ona teraz składa zawiadomienie. Może teraz to jej się nudzi.
Drugi kolega Tomka: – Nie wiem, czyj to był pomysł, ale rzeczywiście dzwoniliśmy do mieszkania domofonem, w formie żartów. Syn tej pani jest chory i bawiło nas to, że krzyczał na nas, a my wtedy uciekaliśmy i śmieliśmy się z tego.
Wyrokiem nakazowym z 13 października 2010 roku cała trójka dostała do zapłaty po 600 zł grzywny.
Normalny dom
Białostockie blokowisko Słoneczny Stok. To tu i na sąsiedniej Leśnej Dolinie dochodziło ostatnio do największej liczby rasistowskich ataków. Wiosną ubiegłego roku podpalono drzwi mieszkania czeczeńskiej rodziny Hamida Islamowa. To tutaj pobity został kilkuletni chłopczyk narodowości czeczeńskiej, którego mama wysłała do sklepu. Niedaleko stąd ktoś podpalił drzwi mieszkania polsko-hinduskiego małżeństwa. To przez te bezprecedensowe akty nienawiści Białymstokiem zajęły się służby mundurowe, jeden minister wziął sobie za punkt honoru zrobienie porządku ze skinami, a drugi wymyślił program integracji sąsiedzkiej, by zbudować jako takie poczucie wspólnoty i odpowiedzialności.
W jednym z bloków, w trzypokojowym mieszkaniu, mieszka zgodnie rodzina Ł. Może się u nich nie przelewa, ale biedy też nie ma. Ojciec ma emerytury 1800 zł i dorabia jako elektryk. Młodszy syn też zaczął pracę w tym fachu. Mama ma 800 zł emerytury. O dom dba tak, że wydaje się, że można jeść z podłogi. Wszystkie opłaty regulowane jak w zegarku, rodzina nie korzysta z pomocy społecznej. Żadnej patologii, konfliktów. Owszem, kilka lat temu były kłopoty z sąsiadką, która skarżyła się, że starszy syn ją nęka. Ojciec wybrał się do niej z Tomkiem, wyjaśnić sprawę. Chłopak wspomina, że doszło między dorosłymi do ostrej wymiany zdań. „Bo z tą kobietą nie dało się w ogóle rozmawiać“. Z czego można odczytać, że ojciec stał za nim murem.
Matka długo szukała wytłumaczeń dla pierworodnego: – Późno dojrzewał. Jest bardzo podatny na wpływy kolegów – mówiła kuratorce.
Długie, kręcone włosy mogły im się nie spodobać
12 sierpnia 2012 roku Tomek z kolegami wraca z Augustowa i jest ździebko niedopity. Umawiają się na murkach przy politechnice. Zbiera się kilkunastoosobowa banda. O godz. 20.10 patrol dostaje komunikat od dyżurnego Komendy Miejskiej Policji, by niezwłocznie udać się na Wiejską, bo „grupa mężczyzn należących z wyglądu do subkultury skinheads zaatakowała inną grupę“. Na miejscu okazuje się, że poszkodowani są dwaj studenci.
– Najpierw zaczęli wyzywać nas od pedałów. To dziwne, bo byliśmy z dziewczynami. Potem – od brudasów – relacjonuje jeden pobity chłopak. Siedzieli na schodach przy Gwincie, a tamci zaczęli spoglądać w ich kierunku, potem rzucać niedopałkami. Gdy studenci chcieli odejść, agresywni łysi rzucili się z pięściami. – Poczułem uderzenie w tył głowy. Zasłoniłem twarz. Nie miałem szans, wokół mnie było ich sześciu – opowiada napadnięty. Po kopnięciu w żuchwę stracił równowagę, upadł i był kopany.
Za co?
– Ma długie, kręcone włosy. Może to im się nie spodobało – podejrzewa jego kolega, również dotkliwie pobity.
Zbadani alkomatem agresorzy byli pijani. Tomasz nie przyznaje się do pobicia. Twierdzi, że poszedł kupić wódkę, a jak wrócił, to już się coś działo i trudno stwierdzić, kto kogo zaatakował: – W pewnym momencie zobaczyłem, że jakieś dziewczyny szarpią chłopaków [jego kolegów – red.]. Trochę je zwyzywałem, bo były wykolczykowane, że aż źle się robiło.
Upiera się, że nikogo nie bił. Jego koledzy – różnie. Jeden wyjaśniał: – Ja nikogo nie uderzyłem, tylko odepchnąłem tego kudłatego, jak na mnie padał.
Inny, który dobrowolnie poddał się karze: – Biłem po trochu, nie mocno, parę razy pięściami. Po prostu się napiliśmy i uderzyło coś do głowy.
Na ławę oskarżonych trafia sześciu napastników, wszyscy zostają uznani za winnych i skazani. Tomasz dostaje za to 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata oraz dozór kuratora. Okolicznością obciążającą jest działanie w miejscu publicznym, w obecności wielu osób, bez powodu, rażąco naruszając porządek prawny. Wyrok uprawomocnił się na koniec lutego 2013 roku.
Swastyki na blokach
Troszkę wcześniej, bo 5 grudnia 2012 roku, Tomek w pocie czoła pracuje na kolejną karę. Spacerując ze znajomymi – kolegą i koleżanką – po osiedlu, około godz. 23, bazgrze czarnym sprejem na blokach przy Upalnej, co mu w głowie się kołacze: swastyki, krzyże celtyckie, SS, retro!, 104, bitwa, 1488, CHWDP, Mickiewicz, Bury, Kasia, Monia, Burson. Spółdzielnia Słoneczny Stok wycenia straty na blisko 6 tys. zł, a młodzi, niekoniecznie mądrzy ludzie, trafiają przed sąd i ponoszą odpowiedzialność za uszkodzenie mienia. Kara łączna dla Tomasza Ł. to 6 miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych (30 godzin w miesiącu). Prokuratura apeluje od „rażąco niskich“ kar i sąd okręgowy zmienia wyrok, ale tylko wobec Tomasza, wymierzając mu 500 zł grzywny, która to kara stanowić ma dla niego realną dolegliwość.
Z uzasadnienia wyroku sądu wynika, że oskarżony „przejawiał zainteresowania treściami nazistowskimi oraz subkulturą skinów“. Symbole faszystowskie naniósł z pełną świadomością. To nie był nieprzemyślany wybryk.
– Wiem, co znaczą te napisy – nie wypiera się Tomasz. – Krzyż celtycki jest legalny, ale pozostałe rzeczy namalowałem niepotrzebnie. Nie jestem żadnym faszystą i zachowałem się jak głupek. Żałuję, ale odwrócić się tego nie da.
Jego skrucha przekonuje przydzieloną mu zawodową kuratorkę, która w tym czasie odwiedza go regularnie. Jej notatki są optymistyczne. Podopieczny „o wysokiej kulturze osobistej“, równie wysokiej samoocenie i poczuciu własnej wartości, podjął pracę jako kierowca, z czego jest bardzo zadowolony. Otwarty, chętnie o sobie opowiada, bo czuje się niewinny.
Notatki kuratorki nijak nie przystają do rzeczywistości. Tomasz zostaje zatrzymany przez policję – 21 maja 2013 roku. Ma to związek z poważnym śledztwem dotyczącym podpaleń mieszkań cudzoziemców, do jakich doszło wiosną. Dowodów na Tomasza nie ma, wypuszczają go wolno po 24 godzinach.
Pies na uwięzi
30 listopada 2013 roku, a więc w okresie próby, Tomasz ponownie dopuścił się przestępstwa. Około 4 nad ranem, na drodze między ulicą 42. Pułku Piechoty a Grabówką, dokonał wspólnie z innymi osobami rozboju – bili i kopali chłopaka, zabrali mu telefon, skórzany pasek od spodni i zegarek (w sumie straty sięgnęły 600 zł). Trafił przed sąd, a ten 29 stycznia 2014 roku skazał go na 2 lata w zawieszeniu na 5. W związku z tym nawet przychylna pani kurator podniosła ręce w geście poddania. 30 kwietnia 2014 roku skierowała do sądu wniosek o zarządzenie orzeczonej kary 8 miesięcy więzienia.
Sąd był dokładnie tego samego zdania i 9 maja tego roku zdecydował o odwieszeniu kary, ale potem obradował nad wnioskiem o zezwolenie skazanemu na odbywanie kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego. Rodzice skazanego przekonywali, że ich syn stara się uporządkować swoje życie, a oni mu w tym pomogą. Ostatecznie postanowieniem z 1 lipca tego roku pozwolił mężczyźnie na odbywanie kary w domu. Nie może się z niego ruszać przez większą część doby. Oddalać się z miejsca zamieszkania może jedynie w godzinach 8-14, od poniedziałku do soboty, w celu poszukiwania pracy lub załatwienia spraw urzędowych.
Jest to dla niego nie do wytrzymania, czuje się jak „pies na uwięzi“. – To przytłaczające, odbija mi się na psychice – skarży się. Gdy pytam, czyja to wina, udaje mu się zdobyć na samokrytyczną wypowiedź: – Chyba moja.
Faktycznie karę „w areszcie domowym“ zaczął odsiadywać 12 lipca o godz. 8.44 – wtedy założono mu na nogę nadajnik.
Noc wcześniej, kiedy żegnał się z wolnością, znów wydarzyło się coś, co rzuciło na niego cień podejrzeń.
Około północy z 10 na 11 lipca zapłonął samochód należący do Czeczenów mieszkających w bloku obok. Był ramadan, rodzina dopiero co wróciła z meczetu. Jeden z synów, Dżamal, zszedł na parking, do drugiego auta, by naprawić radio. Dostrzegł dwóch zamaskowanych mężczyzn, którzy podłożyli ogień pod ich fiata palio. Rzucił się za nimi w pościg, ale zgubili go między blokami.
Policja wszczęła śledztwo, na razie nie chwali się żadnym tropem. Mama Dżamala żyje w poczuciu obezwładniającego strachu, boi się nawet wyjść z najmłodszym maluchem na plac zabaw. Jej dorośli synowie z pogardą mówią o podpalaczu: – Tchórz. Z daleka, pod osłoną nocy podpalać komuś samochód czy drzwi do mieszkania, to tchórzostwo. Nie ma na takiego człowieka innego słowa.
Prawa polskiego patrioty
Rodzina, która ze względu na grożące im w Czeczenii prześladowania otrzymała w naszym kraju ochronę międzynarodową, nie pierwszy raz jest poszkodowana. Wcześniej wybito im szyby – zresztą w tym samym samochodzie, fiacie palio.
Odpowiedzialność za to poniósł Tomasz Ł.
Doszło do tego 21 lipca 2013 roku. Była impreza na osiedlu – 17. urodziny dziewczyny kolegi. Tomasz wyszedł w nocy po wódkę. Przechodził przez parking. Następnego dnia śmiał się, że „ktoś rozpierdolił dla Czeczenów samochód“. Właścicielem auta był Dżamal Umarow. Tomek turlał się ze śmiechu.
– My mu powiedzieliśmy, że jest pojebany. Znam go od dziecka, zdarza się, że gada jakieś głupoty w stylu, że wkurwiają go Murzyni i Czeczeni. My tych jego gadek nie traktujemy poważnie, bo on zawsze kozaczy, koloryzuje – broni go kolega.
Za dużo dowodów przemawiało przeciwko niemu – zeznania świadków, a przede wszystkim zapis monitoringu. Sam zresztą na nim siebie rozpoznał. Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku mężczyzna przekonywał, że z tej nocy niewiele pamięta, wypił w końcu 12 piw, a mało to nie jest. Jednak gdyby to on wybijał szyby, to chyba by coś pamiętał, nie? Kurtkę by miał porwaną czy coś.
Dżamal po raz pierwszy zobaczył go w sądzie. Okazało się, że mężczyźni wcale się nie znali, nie zamienili wcześniej ani słowa.
21 stycznia 2014 roku sąd skazał Tomasz Ł. za uszkodzenie mienia na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, grzywnę, obowiązek naprawienia szkody i zobowiązanie do powstrzymania się od nadużywania alkoholu. – Prywatne zdanie na temat osób odmiennej narodowości nie może objawiać się w aktach agresji, przemocy i tak radykalnych działaniach jak zniszczenie mienia – uznaje sąd.
Pytam Tomasza o stosunek do cudzoziemców. Bez żenady odpowiada: – Nie podoba mi się, że takie osoby są w naszym kraju. Nie lubię ich, bo mają więcej praw niż ja, obywatel Polski, który się tu urodził. To widać wyraźnie na przykładzie tej rodziny. Ja pracowałem, a oni nie, i mają kilka samochodów. Nawet nie wiem, czy są tu legalnie, a żyją z naszych podatków i na policji też mają więcej praw niż ja – polski patriota. To dla mnie chore.
ZA GAZETA.pl BIAŁYSTOK
