KulturaPolecane

Zaawansowana technologia nas nie uratuje

Technoutopizm/Techno-utopianizm to naiwne przekonanie, że innowacje technologiczne stworzą na Ziemi raj dla całej ludzkości. W dobie sztucznej inteligencji pogląd ten przeżywa pewien renesans.

Technoutopizm to, jak na rok 2026, światopogląd infantylny, ponieważ zakłada on, iż żyjemy w bajce dla dzieci, pełnej rozczochranych wynalazców w laboratoriach, wypełnionych probówkami i mikroskopami, którzy tworzą użyteczne maszyny – a te są następnie kupowane przez konsumentów na wolnym rynku lub wdrażane przez rząd, by uczynić kraj lepszym miejscem do życia.

W rzeczywistości żyjemy w obrębie globalnego imperium, zarządzanego przez plutokratów i tajne agencje rządowe, które manipulują całym społeczeństwem tak, aby wszelkie skutki ludzkich działań pomnażały ich bogactwo i władzę. Nie zależy im na czynieniu świata lepszym miejscem. Najpotężniejszym z nich nie chodzi nawet tylko o pieniądze. Dążą oni do zdominowania planety i utrzymania politycznego status quo, które pozwala im sprawować władzę.

Słabym punktem technoutopizmu jest założenie, że technologie powstają w próżni: bez wyjątku są przez kogoś kontrolowane, a tym „kimś” okazują się zawsze ludzie, sprawujący kontrolę nad wszystkim innym. Robili to w przypadku Internetu, robią to z AI i będą to robić z każdą kolejną technologią, dopóki utrzymają władzę.

Gdyby kiedykolwiek pojawiło się coś takiego jak darmowa energia, zarządcy imperium natychmiast ograniczyliby do niej dostęp, a następnie zaczęli pracować nad przekształceniem jej w broń.

Gdybyśmy kiedykolwiek opracowali implanty neurologiczne, umożliwiające naszym mózgom bezsłowną komunikację z maszynami, CIA i NSA z całą pewnością zapewniłyby sobie „tylne wejście” do każdego takiego urządzenia, działającego w obrębie zachodniego imperium.
Wszelkie rozwiązania mogące położyć kres ubóstwu i niedostatkowi byłyby tłumione, ponieważ kapitalizm nie funkcjonuje bez niedoborów i ludzi, pozbawionych środków do życia. Sztuczna superinteligencja byłaby wykorzystywana wyłącznie do utrwalania i wzmacniania imperialnego status quo. Nanoboty i technologia antygrawitacyjna zostałyby natychmiast przekształcone przez Pentagon w broń. Koszt radykalnego wydłużenia życia sprawiłby, iż byłoby ono dostępne jedynie dla miliarderów i bilionerów. Zakładając oczywiście, że nasz system kapitalistyczny jest jeszcze w ogóle zdolny do wprowadzania istotnych ulepszeń w życiu ludzi – co wcale nie wydaje się prawdą. Obecnie większość „innowacji” sprowadza się do tworzenia aplikacji, mających wyciskać pracę z klasy robotniczej w ramach nowych form wyzysku albo do rozwoju technologii sztucznej inteligencji, które – jak wszyscy wiemy – ostatecznie posłużą do inwigilacji obywateli oraz tworzenia przerażającej broni masowej zagłady. Poza tym innowacyjność w dużej mierze utknęła w martwym punkcie, gdyż okazuje się, iż dopuszczanie wyłącznie takich wynalazków, które jednocześnie (A) przynoszą zysk i (B) nie zagrażają istniejącym układom władzy, stanowi niezwykle krępujące ograniczenie, narzucane sobie samym.

Nie rozwiążemy zatem tego problemu samymi innowacjami. Technologiczne rozwiązanie w stylu deus ex machina, które miałoby uzdrowić naszą rzeczywistość, nie pojawi się u naszych drzwi, gdy my będziemy siedzieć na kanapie i przeglądać nowości Instagrama. Jeśli mamy przetrwać egzystencjalne wyzwania, z którymi mierzy się nasz gatunek, i zacząć budować zdrowy świat, musimy faktycznie zmienić to, kim jesteśmy i jak żyjemy.

Właśnie to najbardziej odrzuca mnie w technoutopizmie: to system wierzeń, który zniechęca ludzkość do zmian. Nie musimy dążyć do rewolucji – wszak nadchodzą roboty, by nas ocalić. Nie musimy zmieniać naszych zbiorowych zachowań ani przestawać niszczyć ekosystemu – zmienią to za nas wszechinteligentne bóstwa sztucznej inteligencji. Nie musimy jako gatunek ewoluować poza ten niezręczny etap przejściowy ani wyzwalać się z okowów ego; wystarczy biernie czekać, aż „High-Tech Jezus” przybędzie i zabierze nas wszystkich do raju.

Nic z tego nie będzie. Metalowy mesjasz nie nadejdzie. Jeśli przetrwamy jako gatunek, stanie się tak dlatego, że dorośniemy i dokonamy niezbędnych zmian w naszych sercach i umysłach, by wyjść poza schematy autodestrukcji.

Caitlin Johnstone, 

11. października 2026 r.

Tłum. Andrzej Filus

Za: Unz

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *