Prezydent Rosji Władimir Putin ostrzegł, że światu może grozić katastrofa nuklearna
Prezydent Rosji, Władimir Putin ostrzegł, że światu może grozić katastrofa nuklearna, jeśli Zachód zaatakuje rosyjską eksklawę – Obwód Królewiecki (Kaliningrad). W czwartek, podczas spotkania Klubu Wałdajskiego pod Moskwą, Putin stwierdził, iż ludzkość wkroczyła w „całkowicie nową i bezprecedensową rzeczywistość”.
Zauważył, że zachodzące zmiany historyczne nie są jeszcze w pełni zrozumiałe. Jednak w dłuższej perspektywie erozja niszczycielskiej hegemonii Zachodu powinna doprowadzić do powstania bardziej stabilnego, demokratycznego i wielobiegunowego ładu światowego – choć sam proces przejścia wiąże się z poważnym ryzykiem.
Putin wskazał, iż źródłem tego zagrożenia są partykularne, egoistyczne interesy Zachodu. Zachód zmusił Rosję do wojny obronnej przeciwko Ukrainie, wykorzystując ją jako narzędzie, wymierzone w Moskwę. Konflikt ten eskalował, prowadząc do ataków na terytorium Rosji przy wsparciu NATO.
Putin ostrzegł, że bezpośredni atak na Obwód Królewiecki – oddzielony od głównego terytorium Rosji korytarzem lądowym – natychmiast uruchomiłby użycie „wszelkich rodzajów broni”, jakimi dysponuje Rosja.
„Jeśli dojdzie do bezpośredniego ataku na Federację Rosyjską – w tym przypadku mamy na myśli Kaliningrad, a być może także inne terytoria – to oczywiście, w sposób nieunikniony i natychmiastowy, na porządku dziennym stanie kwestia użycia przez Federację Rosyjską wszelkich środków bojowych, jakimi dysponuje nasz kraj. Jest to nieuniknione”.
Putin zwrócił uwagę, iż w oświadczeniu rosyjskiego MSZ, dotyczącym Kaliningradu, nie ma mowy o broni nuklearnej. „Mowa w nim – jak właśnie wspomniałem – o użyciu wszelkich środków i sił, jakimi dysponuje nasz kraj, a o tym, jakie to będą środki, zdecydujemy sami” – powiedział Putin.
„U podstaw tej eskalacji leżą arogancja i pycha; to właśnie one spychają nas na skraj przepaści” – stwierdził.
Putin zdaje sobie również sprawę, że Zachód zinterpretuje to ostrzeżenie jako groźbę. „A jak inaczej można przeciwstawić się agresorowi? Nikomu nie grozimy, po prostu stwierdzamy, iż nie mamy zbyt wielu środków do obrony własnej”.
Irańskie bagno
Tymczasem Trump wciąż wygłasza szaleńcze groźby zniszczenia Iranu – tym razem w sytuacji, gdyby Tehran miał jakikolwiek związek z próbą porwania samolotu, lecącego z Dubaju do Tel-Avivu. Przybiera groźną pozę w kwestii Iranu, bo przegrywa tę wielką rozgrywkę z Tehranem, a do wyborów w połowie kadencji pozostał zaledwie miesiąc.
Grozi mu utrata kontroli nad obiema izbami Kongresu oraz procedura impeachmentu – a może nawet skazanie. Grozi mu też upokorzenie na oczach całego świata jako totalnego nieudacznika.
Wypina więc pierś, niczym Duce i ogłasza: „Może to zrobię, a może nie. Może was wszystkich pozabijam, a może nie. Może zdecyduję się darować wam życie”. Oto zwykły, niezrównoważony amator, który musi odnaleźć się w obliczu posiadania absolutnej władzy.
Wysyła więc kolejny lotniskowiec w stronę Iranu, by podtrzymać złudzenie, że USA mają przewagę w tym konflikcie – iż Trump może dyktować warunki Iranowi. Wybory 3. listopada pokażą, ilu Amerykanów jest na tyle naiwnych, by w to uwierzyć.
Na barykady!
Francuzi nie są aż tak naiwni; mniej lub bardziej podtrzymują ducha rewolucji od 1789 roku – nie licząc okresu, w którym mniej więcej połowa kraju kolaborowała z nazistami. W tym tygodniu Europa zmaga się z kryzysem, wynikającym z odcięcia taniego gazu z Rosji na własne życzenie; z sytuacją wymykającą się spod kontroli partii establishmentu; z coraz głośniejszym podżeganiem do wojny z Rosją przed 2030 rokiem. To Europa, która dostrzega skutki zaniedbania podstawowych funkcji państwa, takich jak zapewnienie dzieciom edukacji.
Francuscy uczniowie usiedli więc przed swoimi szkołami, bo te popadają w ruinę, nie mają klimatyzacji ani ogrzewania, brakuje w nich nauczycieli i podręczników. Sprzeciwiają się skostniałemu, skorumpowanemu reżimowi Macrona – tego próżnego „chłopca” z kręgów bankowych.
W odpowiedzi przeciwko nastolatkom wysłano policję z gazem łzawiącym. A dzieci podpaliły swoje szkoły, by smród dotarł do nozdrzy pana Macrona.
Tymczasem w USA pewna kobieta leży podłączona do respiratora – państwo sztucznie podtrzymuje ją przy życiu po tym, jak wcześniej próbowało ją sztucznie uśmiercić. Zastosowane wobec niej – zgodnie z prawem stanu Tennessee – zastrzyki z trucizną nie zdołały dopełnić oficjalnego aktu zemsty państwa, wymierzonego w nią wiele lat po popełnieniu zbrodni.
Joe Lauria,
Tłum. Andrzej Filus
Artykuł specjalny dla Consortium News

