Wizyta Xi w Waszyngtonie: Trump triumfuje, a uścisk maskuje podziały (2)
Wojna handlowa i gospodarcze rozdzielenie
Pierwszym i najstarszym polem sporu pozostaje handel. Od 2018 roku gospodarki obu państw ścierają się w wojnie celnej – eskalacji, której nie zdołały w pełni wygasić ani wynegocjowane rozejmy, ani kolejne szczyty. Zmieniła się retoryka: nie mówi się już o „wojnie handlowej”, lecz o „ograniczaniu ryzyka” (ang. de-risking). Ten dyplomatyczny neologizm ma złagodzić odbiór niezmiennej rzeczywistości: dążenia USA do zmniejszenia zależności od chińskich łańcuchów dostaw w sektorach uznawanych za kluczowe, takich jak farmaceutyka, produkcja baterii czy surowce strategiczne. Pekin odpowiedział na to celową polityką osiągania technologicznej samowystarczalności, zachowując jednocześnie potężny atut: niemal całkowitą kontrolę nad procesem rafinacji metali ziem rzadkich – surowców niezbędnych w elektronice, przemyśle obronnym i energetyce odnawialnej – co Chiny wielokrotnie wykorzystywały, wprowadzając ograniczenia eksportowe.
Do tego dochodzi nierozwiązana kwestia domniemanego niedowartościowania juana oraz chińskie dążenia do stopniowej dedolaryzacji handlu międzynarodowego. Pekin cierpliwie realizuje tę strategię poprzez umowy dwustronne, oparte na walutach lokalnych, choć na razie nie ma mowy o wiarygodnym, gwałtownym zerwaniu z dolarem.
Technologiczny duopol
Jednak najbardziej wymownym aspektem tej wizyty nie są kwestie protokolarne, lecz przemysłowe. Zapraszając do stołu liderów firm takich jak Amazon, Meta, Apple, Google, Nvidia, Tesla czy OpenAI, Washington wskazał, gdzie obecnie leży prawdziwy punkt ciężkości relacji dwustronnych: w sztucznej inteligencji oraz umożliwiających jej rozwój półprzewodnikach. Amerykańskie ograniczenia eksportu zaawansowanych układów scalonych, wpisywanie chińskich gigantów na czarne listy (tzw. entity lists) oraz kontrposunięcia Pekinu w zakresie surowców krytycznych, składają się na obraz subtelnej, lecz totalnej konfrontacji o dominację w dziedzinie przełomowych technologii. To właśnie tutaj ujawnia się najbardziej pouczający paradoks szczytu: Xi Jinping opowiadał się za rozwojem sztucznej inteligencji pod „kontrolą człowieka”, podczas gdy Trump zapowiedział utrzymanie obecnego stanu regulacyjnego – stanowisko, które przypisuje również Pekinowi. Ta zbieżność nie jest przypadkowa: zdradza ona wspólny – graniczący wręcz z cichym porozumieniem – interes w odwlekaniu wprowadzenia jakichkolwiek restrykcyjnych ram regulacyjnych, które mogłyby ograniczyć rodzime przemysły obu stron. Dzieje się tak, mimo że każda ze stron stara się jednocześnie sabotować postęp technologiczny przeciwnika za pomocą bardziej bezpośrednich środków: kontroli eksportu, szpiegostwa przemysłowego czy cyberataków, przypisywanych grupom, powiązanym z państwem.
To podręcznikowy przykład sytuacji, określanej w teorii gier mianem niekooperacyjnej równowagi o sumie dodatniej na poziomie lokalnym: każda ze stron realizuje własne interesy, lecz łączny rezultat z zewnątrz przypomina porozumienie.
Tajwan i Morze Południowochińskie
Żaden szczyt chińsko-amerykański nie byłby jednak w stanie zatrzeć najtrwalszej linii podziału w tych relacjach: kwestii Tajwanu. Xi Jinping z konsekwencją graniczącą z rytuałem potwierdzał swoje „czerwone linie”, a Trump – zaledwie na kilka tygodni przed wyborami krajowymi – nie próbował wchodzić na ten grząski grunt. To strategiczne pominięcie tematu nie jest przeoczeniem, lecz świadomym wyborem: podjęcie kwestii Tajwanu oznaczałoby ponowne otwarcie sporu, którego żadna ze stron nie chce teraz publicznie ożywiać.
Podobne ostrożne milczenie towarzyszy sytuacji na Morzu Południowochińskim. Dochodzi tam do coraz częstszych incydentów z udziałem chińskiej straży przybrzeżnej oraz jednostek filipińskich, wietnamskich czy amerykańskich, które jednak nie przeradzają się w otwarty konflikt. Washington wciąż polega tam na sieci sojuszy regionalnych – takich jak AUKUS, Quad czy umowy dwustronne z Japonią, Koreą Południową i Filipinami – by powstrzymać ekspansję chińskiej marynarki wojennej.
Do tego dochodzi mniej widoczny, lecz równie istotny dla kształtu relacji wyścig zbrojeń w dziedzinie broni hipersonicznej, technologii kosmicznych i arsenałów cybernetycznych – obszarów, w które oba mocarstwa inwestują ogromne środki, nie przyznając jednak publicznie, iż uczestniczą w wyścigu zbrojeń.
Wreszcie, tłem dla szczytu stała się kwestia Iranu. Pekin – będący de facto sojusznikiem Tehranu i największym odbiorcą jego ropy mimo amerykańskich sankcji – wykorzystał okazję, by wezwać do rozwiązania konfliktu na drodze negocjacji. Był to dyskretny sposób wywarcia wpływu na sprawę, w której stawką są bezpośrednie interesy energetyczne Chin.
Rywalizacja wartości i wpływów
Poza kwestiami handlu i zbrojeń, rywalizacja chińsko-amerykańska rozgrywa się również na mniej uchwytnym polu norm i wpływów. Washington nieustannie krytykuje sytuację w zakresie praw człowieka w Sinciangu oraz ograniczanie swobód w Hongkongu, podczas gdy Pekin konsekwentnie odrzuca te zarzuty, uznając je za ingerencję w swoje sprawy wewnętrzne.
Spór o dane osobowe i suwerenność cyfrową – którego przykładem jest saga wokół aplikacji TikTok w Stanach Zjednoczonych – odzwierciedla wzajemną nieufność co do wykorzystywania platform technologicznych jako narzędzi szpiegostwa lub propagandy.
W obszarze infrastruktury globalnej chińska Inicjatywa Pasa i Szlaku (Belt and Road Initiative) nadal rozwija się w Afryce, Azji Środkowej i Ameryce Łacińskiej, stanowiąc bezpośrednią konkurencję dla zachodnich kontrpropozycji ze strony grupy G7, które nigdy nie dysponowały porównywalnymi zasobami.
Wreszcie, ta rywalizacja na gruncie normatywnym przenosi się na fora wielostronne – takie jak Światowa Organizacja Handlu, międzynarodowe instytucje finansowe czy Rada Bezpieczeństwa ONZ – gdzie każde z mocarstw dąży do narzucenia własnej wizji ładu międzynarodowego, bardziej sprzyjającej jego interesom, nie rezygnując przy tym otwarcie z istniejących ram współpracy wielostronnej.
Polityka wewnętrzna jako ukryta siła napędowa
Żadna analiza tego szczytu nie byłaby kompletna bez uwzględnienia jego wykorzystania w polityce wewnętrznej. Trump zaaranżował to spotkanie zaledwie kilka tygodni przed wyborami środka kadencji, które nie układają się pomyślnie dla jego partii, w atmosferze, w której wyborcy zarzucają mu ignorowanie codziennych problemów gospodarczych na rzecz kosztownych zobowiązań zagranicznych. Kreowanie wizerunku pojednawczych relacji z drugą – a de facto pierwszą – gospodarką świata (nawet za cenę krytyki za zbytnią pobłażliwość wobec autorytarnego reżimu) to skalkulowane ryzyko, mające na celu poprawę jego wizerunku.
Dla Xi stawka jest symetryczna, choć sytuacja odwrotna: utrwalenie „stabilnych” relacji daje Pekinowi niezbędny czas na dokończenie modernizacji technologicznej i przemysłowej, bez konieczności czynienia ustępstw w kwestiach suwerenności, które uznaje on za nienegocjowalne / nie podlegające jakiejkolwiek dyskusji.
Obaj przywódcy uprawiają zatem swoistą dyplomację wewnętrzną, ukrytą pod płaszczykiem dyplomacji państwowej. To zjawisko określane mianem „gry dwupoziomowej” (ang. two-level game), gdzie porozumienie międzynarodowe stanowi jedynie przedłużenie ściśle wewnętrznych kalkulacji wyborczych lub legitymistycznych.
Prawdopodobne scenariusze rozwoju sytuacji
Co ta wizyta zapowiada na nadchodzący rok? Na każdym z analizowanych obszarów wyłania się kilka scenariuszy.
W sferze handlowej: pozorna stabilizacja, przerywana komunikatami, dotyczącymi rolnictwa czy przemysłu, obliczonymi na potrzeby amerykańskiego elektoratu, lecz bez jakiejkolwiek istotnej rewizji ceł strukturalnych czy rezygnacji z ograniczeń w wymianie technologii.
W sferze militarnej: coraz bardziej rytualne zarządzanie kwestią Tajwanu i sytuacją na Morzu Południowochińskim; obie stolice milcząco zgadzają się na odroczenie bezpośredniej konfrontacji, kalkulując, że czas działa na ich korzyść.
Z perspektywy normatywnej: rywalizacja o wpływy – „Jedwabne Szlaki” kontra inicjatywy zachodnie, konkurencyjne modele zarządzania sferą cyfrową – będzie się nadal rozszerzać, nie prowadząc jednak do otwartego zerwania relacji.
Wizyta ta nie stanie się zatem punktem zwrotnym, lecz raczej wymownym obrazem sytuacji: oto dwa mocarstwa, które zamieniły bezpośrednią konfrontację na wyreżyserowane zarządzanie antagonizmem o charakterze totalnym, gdzie deklarowana przyjaźń służy jako retoryczny środek znieczulający dla rywalizacji, z jakiej żadna ze stron nie zamierza zrezygnować.
Historia dyplomacji zapamięta ten szczyt nie tyle jako kamień milowy na drodze do pojednania, co jako ćwiczenie z zarządzania ryzykiem, podczas którego każda ze stron – z uśmiechem na ustach – badała, jak daleko druga jest skłonna ustąpić, nie rezygnując przy tym z niczego, co istotne.
Mohamed Lamine Kaba,
1. października 2026 r.
Tłum. Andrzej Filus
Mohamed Lamine Kaba, ekspert w dziedzinie geopolityki zarządzania i integracji regionalnej, Instytut Zarządzania oraz Nauk Humanistycznych i Społecznych, Uniwersytet Panafrykański
Za: NEO

