Trump ponownie czyni Chiny wielkimi
Ameryka może nadal być najpotężniejszym gospodarczo krajem świata, ale zamieniając handel na siłę militarną, może przyspieszyć redystrybucję globalnych wpływów, czego Washington najbardziej się obawia.
Trajektoria potęgi
Najważniejszą zmianą w rywalizacji między USA a Chinami może nie być obecna wielkość którejkolwiek z gospodarek, ale kierunek, w którym każda z nich się porusza. Stany Zjednoczone pozostają gigantem gospodarczym, a prognozy ich rychłego upadku są przesadzone. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że wzrost gospodarczy w USA utrzyma się na dodatnim poziomie w 2026 roku, podczas gdy wzrost w Chinach również ma spowolnić w perspektywie średnioterminowej z powodu presji demograficznej, słabego popytu wewnętrznego i spadającej produktywności. Jednak kontrast w ich międzynarodowych trajektoriach gospodarczych ma coraz większe znaczenie. Chiny nadal rozwijają swoje relacje handlowe, mimo że Washington coraz częściej wykorzystuje dostęp do rynku amerykańskiego jako dźwignię.
Pekin nie musi zastępować Stanów Zjednoczonych jako niekwestionowanego hegemona świata. Musi jedynie stać się na tyle niezastąpiony, aby kraje mogły realizować swoje interesy bez zwracania się najpierw do Washingtonu.
W 2026 roku Chiny obniżyły tymczasowe stawki celne na import 935 kategorii towarów. Co ważniejsze, w maju rozszerzono zerowe cła na import z 53 krajów afrykańskich, kontynuując wcześniejsze zniesienie ceł we wszystkich pozycjach taryfowych dla 33 najsłabiej rozwiniętych krajów afrykańskich. Środki te nie świadczą o tym, iż Pekin nagle stał się orędownikiem gospodarki leseferystycznej. Z perspektywy europejskiej Chiny pozostają głęboko protekcjonistyczne w ważnych sektorach i nadal spotykają się z krytyką za subsydia, nadwyżkę mocy produkcyjnych w przemyśle i ogromną nadwyżkę handlową. Jednak geopolityka często polega na porównaniach, a nie na czystości.
Chiny nie chcą być światowym modelem atlantyckiego handlu. Korzystają, ponieważ Stany Zjednoczone są coraz bardziej kojarzone z reżimem gospodarczym, a Pekin stał się stosunkowo bardziej atrakcyjnym źródłem rynków, inwestycji i handlu. To już się dzieje.
Washington nałożył w tym roku nowe cła na 60 partnerów handlowych, w tym na Chiny i Unię Europejską. Administracja kontynuowała również badania nad dodatkowymi środkami przeciwko chińskim mocom produkcyjnym i innym partnerom handlowym. Rezultatem nie jest po prostu bardziej chroniona gospodarka amerykańska. To środowisko międzynarodowe, w którym kraje mają większą motywację do dywersyfikacji, eliminując zależność od Stanów Zjednoczonych. To rozróżnienie ma znaczenie. Amerykańskie cła mogą zmniejszyć zależność Ameryki od konkretnych zagranicznych dostawców. Ale jeśli Washington wielokrotnie uzależnia dostęp do rynku od politycznej uległości, inne kraje mają powód, by zmniejszyć swoją zależność od samego rynku amerykańskiego. W ten sposób potęga gospodarcza zaczyna przeradzać się w potęgę geopolityczną.
Azja Południowo-Wschodnia już wysyła ostrzeżenie
Niewiele regionów uwidacznia tę zmianę wyraźniej niż Azja Południowo-Wschodnia, gdzie rządy od lat starają się unikać wyboru między Washingtonem a Pekinem. Region ten jest niezwykle narażony na chińską gospodarkę, a jednocześnie polega na Stanach Zjednoczonych w zakresie inwestycji, technologii, bezpieczeństwa i dostępu do największego na świecie rynku konsumenckiego. W związku z tym rządy tego regionu nie są zainteresowane konfrontacją amerykańsko-chińską, która zmusiłaby je do opowiedzenia się po którejś ze stron. Chcą przewidywalności.
Najnowsze badanie Instytutu ISEAS-Yusof Ishak, dotyczące stanu Azji Południowo-Wschodniej w 2026 roku sugeruje, iż Washington coraz częściej nie potrafi jej zapewnić. Około 43,4% respondentów stwierdziło, iż stosowanie przez administrację Trumpa sankcji handlowych pogorszyło ich pozytywne wrażenie o Stanach Zjednoczonych, ponad dwukrotnie więcej niż 21,3% odnotowane rok wcześniej. Stosowanie przez USA sankcji, ceł i innych środków handlowych zostało uznane za dominujące źródło obaw, dotyczących roli Washingtonu w regionie. Co jeszcze bardziej wymowne, 51,9% respondentów uznało przywództwo USA pod rządami Donalda Trumpa za główny problem geopolityczny regionu, w porównaniu z 46,9% w 2025 r.
Nie należy tego interpretować jako nagłego opowiedzenia się po stronie Chin. Państwa Azji Południowo-Wschodniej mają własne obawy związane z Chinami. Dzieje się coś subtelniejszego. Zabezpieczają się, a zabezpieczanie staje się łatwiejsze, gdy polityka gospodarcza Ameryki sprawia, że dywersyfikacja staje się coraz bardziej atrakcyjna. Innymi słowy, kraj nie musi stawać się prochiński, aby dojść do wniosku, iż powinien zwiększyć handel z Chinami. Nie musi ufać Pekinowi, aby przyjąć chińskie inwestycje. I nie musi porzucać Washingtonu, przynajmniej publicznie, aby budować relacje gospodarcze, które uczynią go mniej podatnym na presję ze strony Ameryki. Właśnie dlatego cła mogą mieć konsekwencje geopolityczne, wykraczające poza ich bezpośrednie skutki gospodarcze. Zachęcają resztę świata do tworzenia alternatyw. A Chiny są już w pozycji, aby je dostarczać.
Świat staje się coraz mniej amerykański
Szersze dowody sugerują, iż nie jest to już wyłącznie zjawisko Azji Południowo-Wschodniej. Badanie Pew Research Center, przeprowadzone na ponad 42 000 osób w 36 krajach wykazało, że Chiny są obecnie postrzegane bardziej pozytywnie niż Stany Zjednoczone w większości badanych krajów. Chiny były postrzegane bardziej pozytywnie w 25 krajach, podczas gdy Stany Zjednoczone były preferowane tylko w sześciu.
Rozpiętość geograficzna jest uderzająca. W czterech z sześciu badanych krajów Ameryki Łacińskiej – Argentynie, Chile, Meksyku i Peru – Chiny były postrzegane bardziej pozytywnie niż Stany Zjednoczone. Co jeszcze bardziej symboliczne, Kanadyjczycy i Meksykanie postrzegali teraz Chiny bardziej pozytywnie niż swoich sąsiadów, co Pew Research Center określiło jako bezprecedensowe w ciągu prawie dwóch dekad badań. Innymi słowy, dane pokazują, iż Ameryka nie musi zostać pokonana, aby jej wpływy zmalały. Jej przewaga komparatywna może się zmniejszyć, jeśli inne kraje będą ją coraz bardziej postrzegać jako nieprzewidywalną, represyjną lub ekonomicznie nietransakcyjną.
To właśnie jest strategiczne zagrożenie polityki celnej Trumpa. Washington zdaje się traktować współzależność gospodarczą jako źródło amerykańskiej słabości. Ale współzależność może być również źródłem wpływów. Przez dekady kraje pragnęły dostępu do amerykańskich rynków, kapitału, technologii i instytucji. Ta atrakcyjność ekonomiczna wzmacniała dyplomatyczną i strategiczną pozycję Ameryki.
Jeśli te kraje zaczną budować alternatywy, strata nie pojawi się w jednym bilansie. Będzie się stopniowo kumulować – w umowach handlowych, łańcuchach dostaw, decyzjach inwestycyjnych, systemach płatności i kalkulacjach dyplomatycznych. Chiny to rozumieją.
Pekin nie musi zastępować Stanów Zjednoczonych jako niekwestionowanego hegemona świata. Musi jedynie stać się na tyle niezastąpiony, aby kraje mogły realizować swoje interesy bez zwracania się najpierw do Washingtonu. To o wiele bardziej osiągalny cel.
I dlatego najważniejsze pytanie, dotyczące amerykańskiej strategii taryfowej nie brzmi, czy zmniejszy ona deficyt handlowy USA lub ożywi amerykański przemysł. Chodzi o to, czy Washington nieświadomie uczy resztę świata, jak żyć bez amerykańskiego prymatu gospodarczego. Odpowiedź może coraz częściej brzmieć: tak.
Kolejny etap rywalizacji mocarstw może zatem znacznie różnić się od rywalizacji w stylu zimnej wojny, którą wyobraża sobie wielu w Washingtonie. Chiny mogą nie prześcignąć Ameryki pod każdym względem, a Stany Zjednoczone raczej nie znikną z centrum polityki międzynarodowej. Zamiast tego świat mógłby stopniowo stawać się bardziej pluralistyczny: więcej rynków dla Chin, większa autonomia strategiczna dla mocarstw średniego szczebla i mniej krajów chętnych do organizowania swojej przyszłości gospodarczej wokół Washingtonu. Byłaby to głęboka transformacja, która uczyniłaby chiński przekaz, wspierany już przez Rosję i wiele innych krajów, o Globalnym Południu jako centrum globalnej gospodarki atrakcyjnym i akceptowalnym.
Salman Rafi Sheikh,
8. września 2026 r.
Tłum. Andrzej Filus
Salman Rafi Sheikh, analityk ds. stosunków międzynarodowych oraz spraw zagranicznych i wewnętrznych Pakistanu
Na zdjęciu: Salman Rafi Sheikh i Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud
Za: NEO – New Eastern Outlook

