Wyczerpujące emocjonalnie przyjaźnie w dobie „wielkiej wody” (2)
Tragedia nadeszła, politycy rozpoczęli swoją grę wzajemnych harców, woda zniszczyła ludzkie życie i cały dobytek. Lokalna społeczność z terenów zalanych puściła w eter informację, iż nocami po wypełnionych kikutami zdezolowanych aut i wszelkiego sprzętu ulicami, który uniosła woda, grasują uzbrojone bandy o nieeuropejskiej karnacji… Media mają zakaz informowania o jakichkolwiek uchybieniach władz – karani są sygnaliści, czyli zwykli obywatele, opowiadający o nieprawidłowościach.
Ogrom zdarzeń spowodował jednak pęknięcie tamy ignorancji mediów; „W akademiku Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu z pokoju ratowników WOPR dokonano oburzającej kradzieży. Sprawca, wykorzystując sen ratowników WOPR, biorących udział w działaniach ratowniczych, związanych z powodzią, dokonał kradzieży z ich pokoju pieniędzy w kwocie 1 tys. zł oraz aparatu z obiektywem o łącznej wartości 20 tys. zł”, wykryto też ponad 30 zbiórek na powodzian, które mogą być fałszywe.
W Lewinie Brzeskim zatrzymano dwóch mężczyzn, podejrzanych o okradanie domów. To mieszkańcy Rudy Śląskiej, którzy jeździli po mieście samochodem skradzionym w Skarbimierzu. Mężczyźni mieli przy sobie nienależące do nich dokumenty. Okazało się, że jeden z nich jest poszukiwany za kradzieże i oszustwa. Policja i żandarmeria podejmuje stanowcze kroki w walce z szabrownictwem. Znalazłem informację w mediach, iż na 12 zgłoszeń o szabrownictwo aż 11 było nieprawdziwych. Media ramię ramię z władzą, czyli niewiele się zmieniło od czasów Prawa i Sprawiedliwości i całkowitego upadku polskiego dziennikarstwa…
X X X
We Wrocławiu jest mnóstwo ukraińskich uchodźców. Fakt, że co czwarty mieszkaniec Wrocławia to Ukrainiec. Od początku wojny na Ukrainie do Polski przybyło rotacyjnie ponad 10 milionów ekonomicznych emigrantów, z których niewielki procent stanowili faktyczni wojenni uchodźcy. Na ulicach Warszawy, Krakowa i innych największych miast słychać częściej niż kiedyś język ukraiński lub rosyjski, a w okolicach dworców i innych punktów przesiadkowych spotkać można było w roku 2022 osoby taszczące walizki i torby. Obywatelem miasta jest już nie tylko osoba rdzennie w nim urodzona lub człowiek, który przyjechał za pracą lub w celu zdobycia wykształcenia, ale też przybysz, który uciekł kilka dni temu z innego kraju przed wojną i na mocy różnych decyzji władz samorządowych lub krajowych zyskał dostęp do usług świadczonych „pełnoprawnym” obywatelom (np. edukacja, opieka zdrowotna, przejazdy).
Po wielkiej fali pomagania napędzanej medialnym zgiełkiem nie do zniesienia, Polacy wpadli w nurt „zmęczenia materiału”. Choć okazywanie empatii i współczucia innym nie jest niczym złym (wręcz przeciwnie!), branie na swoje barki wszystkich problemów innej osoby i niemalże pochłanianie jej stresu (nie otrzymując niczego w zamian) w końcu sprawi, że poczujemy się wyczerpani. O takich osobach mówi się, iż są wyczerpujące emocjonalnie. Nawet jeżeli pomaganie najbliższym czy przyjaciołom w trudnych sytuacjach, czy to w pracy, czy w problemach rodzinnych, może być satysfakcjonujące – to nadmiar takich emocji może znużyć a wręcz doprowadzić do zniechęcenia i agresji… Ile można martwić się cudzymi (często wyimaginowanymi) problemami)? Ile można regularnie zawłaszczać własny czas, aby upewnić się, że potrzeby podobno nam bliskich osób są spełnione? Zaczynamy wątpić w sens pomocy, bowiem nigdy nie mamy okazji, by poprosić ich o radę lub wsparcie, a gdy to się dzieje, oburzeni ewentualnie odmawiają. Spędzanie z nimi czasu nie sprawia nam już przyjemności lub wprost boimy się z nimi rozmawiać. Ich problemy zawsze większe, gorsze lub bardziej ekstremalne niż nasze… Ilu młodych ukraińskich chłopców uczestniczyło w heroicznym ratowaniu „ich nowej ojczyzny”? Dlaczego Polacy zamieszczają w Internecie memy, przedstawiające pusty autobus, ukraińską flagę i czysto ironiczny napis – „Dziękujemy”!
X X X
Ludzie gadają, że raczej prędzej niż na wałach można spotkać owych „przyjaciół” nocą… Media oczywiście, trzymając rękę na pulsie, w zdecydowanie skąpy sposób raczą nas pozytywnym słowem nawijania makaronu na uszy i lania miodu. „Bardzo wielu uchodźców pomaga” – zapewnia wolontariuszka Fundacji Leszno dla Ukrainy, Anastazja Rewczuk. Dosyć lakoniczna, oderwana od wszystkiego informacja, pozbawiona faktów i jakichkolwiek statystyk. „Premier Ukrainy, Denys Szmyhal zaproponował wysłanie do Polski 100 ratowników, którzy pomogą w walce z żywiołem. O ofercie pomocy z Kijowa poinformował premier Donald Tusk, określając propozycję jako „<poruszającą>”.
Tu mamy czystą propagandę w stylu „gasimy pożar społecznych negatywnych nastrojów znów bez statystyk, jakichkolwiek faktów, czysty bełkot…”. „Ukrainki pomagają Polakom. One będą również przynosić dary, będą się dzielić z tego, co mają. Nie zawsze to jest dużo, ale naprawdę już dzisiaj powstał koszyk, którym to Ukrainki dzielą się z nami, Polakami” – mówi Joanna Czerska–Thomas z punktu Bydgoszcz pomaga Ukrainie. Wzruszające, budujące, ale jest to czyste gołosłowie. Niewiele tego, jak na tak prężną diasporę młodych, często wykształconych i światłych ludzi, którym jednak Polska się podoba… Sytuacja, gdy druga osoba nie odwzajemnia się tym samym, bywa frustrująca.
Czy wypada pisać takie rzeczy (jako pewnego rodzaju odreagowanie frustracji i na władzę warszawską i nowych gości), które – bądź co bądź – Ukrainie i Ukraińcom chwały nie przynoszą?
Czy pisanie o tychże faktach trąci rasizmem, czy jest tylko ilustracją danej rzeczywistości społecznych nastrojów u samych Polaków?
Roman Boryczko,
22.09.2024

