Wielki cień Karła. Przemyślenia na marginesie

Bezmóżdża, kreowane na drogowskazy pokolenia.  Ba, toteż nimi SĄ!

I wszystko gra.

 (…)

Zwątpić można, ale dziwić się – chyba nie!

Imbecylątka mają się nieźle.

Wśród swoich. Też imbecylątek.

Wśród nas mieliby problemy.

 

 Lech „Lele” Przychodzki

 

Najniebezpieczniejszą bronią masowego rażenia odkrytą w XX w. są… public relations.

(…) pozwolę  sobie przywołać jeszcze jedną postać, która paradoksalnie łączy  niemiecki nazizm ze współczesnymi strategiami – jak to się ładnie mówi- publics relations. Chodzi o postać Edwarda L. Bernaysa, którego to wydana w 1928 roku książka pt. „Propaganda” była ważną lekturą dla Goebbelsa. Paradoksalnie, dużo maksym, które to przypisuje się nazistowskiemu ministrowi propagandy – jak chociażby to, że „kłamstwo” powtarzane w kółko staje się w końcu prawdą – pochodzi właśnie z książki Bernaysa.

Autor „Propagandy” w obliczu nasilającego się nazizmu u progu lat 30. ubiegłego wieku, opuszcza Austrię i emigruje do USA, stając się tam pionierem tego, co dziś określamy mianem public relations. Podstawą jego metod stały się idee Gustave’a Le Bona i Wilfreda Trottera, dotyczące psychologii tłumu, które to połączył z psychoanalitycznymi ideami swojego wuja, Zygmunta Freuda (Bernays był siostrzeńcem uczonego). Jego rola w kształtowaniu dzisiejszego oblicza mediów i polityki, ale ogólnie – co należy wyraźnie podkreślić – kultury jest nie do przecenienie (podobnie jak jego wuja), czego dowodem może być chociażby to, iż  został uznany w 1980. roku  przez magazyn „Life” jednym ze stu najbardziej wpływowych ludzi XX w.

Trzeba sobie też uczciwie powiedzieć, że Bernays nie wierzył z demokrację, a wręcz przeciwnie, uważał że „tłum”, społeczeństwo, a szerzej ludzie w swej masie są irracjonalni i niebezpieczni, dlatego należy nimi „zarządzać”. Nie jednak w sposób jawny, otwarty ale ukryty, manipulacyjny. Noam Chomsky wprost twierdził, iż lektura „Propagandy” daje bardzo dogłębny wgląd w techniki zarządzania współczesnymi społeczeństwami konsumpcyjnymi (https://www.youtube.com/watch?v=B-wQFSFOrzE). Jeszcze bardziej dosadnie formułował to Erich Fromm, iż systemy dyktatorskie zmuszają do konformizmu groźbą i terrorem,  kraje demokratyczne – perswazją i propagandą. Puentując: Rozwój każdej dziedziny życia wynika z sumowania się doświadczeń.  „Propaganda” wpisała się na dobre w pejzaż naszej rzeczywistości. Zmieniły się realia, metody, zmieniała się terminologia – zasada pozostała niezmienną (…).

Przeciętny, zdrowy na umyśle człowiek, nie ma obecnie żadnych ambicji ani potrzeb aby iść i walczyć z innym człowiekiem, jeżeli ten bezpośrednio mu nie zagraża. Zatem należy odwołać się do metod perswazji i manipulacji, która to „przekona” zwykłego człowieka, aby ten znalazł w sobie motywację, by udać się gdzieś daleko od swego domu i dać się zabić w błotnistych okopach dla jakiejś idei fix. Idei,  która tak naprawdę jest zyskiem bankierów, a została opakowana przez speców od PR w hasła „wolności” i „demokracji”. Tak było w czasie pierwszej wojny światowej, gdzie propaganda angielska siała fałszywe informacje na temat brutalności Niemców, którzy to rzekomo gwałcili i zabijali dzieci (paradoksalnie, w czasie II wojny światowej, te same elity angielskie rżnęły głupa odnośnie doniesień polskiego wywiadu na temat niemieckich obozów zagłady). Dzięki podobnym manipulacjom socjotechnicznym USA werbowało młodych ludzi na potrzeby wojny w Wietnamie czy w Iraku i tak jest też dzisiaj, kiedy to media kreują całkowicie fałszywy obraz konfliktu – czy też wojny za naszą wschodnią granicą.

Ideologicznego wroga trzeba odczłowieczyć i nadać mu najgorsze cechy zezwierzęcenia czy też przypisać akty bestialstwa. Z kolei własne działania przedstawiać w barwach i tonacjach białych, a motywacje określać niemal idealistycznie. Po jednej stronie są miłość i dobro, po drugiej nienawiść i zło. Na marginesie należy podpowiedzieć, że dokładnie w takiej retoryce PR-u środowiska lewicowe i komercyjne media kleją swoją propagandę. Po jednaj stronie są otwarci oraz tolerancyjni ludzie, którzy to chcą wolnej miłości, dbają o planetę i kochają zwierzęta – po drugiej sfrustrowani, nienawistni katolicy, „narodowcy” i konserwatyści, opychający się mięsem i palący szmatami w piecu. Na zasadzie takich samych czarno-białych zestawień swój PR budowali zarówno naziści jak i bolszewicy. Jak wiemy natomiast, jeśli coś się sprawdza i działa – to nie ma sensu z tego rezygnować, a jedynie należy to ulepszać. Dlatego inwazja (NAPAŚĆ!) USA pod batutą George’a W. Busha na Irak była ze wszech miar uzasadniona i strategicznie usprawiedliwiona, ba, nawet może jako interwencja pokojowa, a mordowani tam ludzie przedstawieni jako bezosobowe dane statystyczne (określane  przez wojsko jako collateral demage, czyli „szkody uboczne”). Napaść Rosji na Ukrainę to całkowicie inna sprawa. To dla odmiany szczyt barbarzyństwa i bestialstwa oraz pogwałcenie wszelkich praw człowieka oraz obywateli Ukrainy.

Oczywiście, aby prowadzić jakąkolwiek szeroko zakrojoną akcję PR, oprócz środków masowego rażenia w postaci mediów,  potrzebne są „autorytety”, czyli jednostki namaszczone do tego, by za pomocą właśnie środków masowego przekazu urabiać przeciętnego człowieka do formy bezrefleksyjnej masy, reagującej na otaczający świat na zasadzie psa Pawłowa. Widząc Zełeńskiego czy to w telewizji czy na okładce książki lub czasopisma, mamy wiedzieć, iż jest to bohater, człek odważny, prawy i szlachetny patriota. Widząc Putina, mamy wiedzieć, że jest to bandyta, morderca i psychopata. Słuchają ministra Niedzielskiego mamy wiedzieć, iż jest to odpowiedzialny, uczciwy polityk, działający zgodnie z prawem i wytycznymi WHO. I dla odmiany, słuchając już śp. dr Hałata mieliśmy jasno określone przez media, iż jest to guru antyszczepionkowców, oszołom, zagrażający zdrowiu i życiu innych ludzi, człowiek niebezpieczny, nieobliczalny, który to zbłądził – zszedł na manowce, siejąc anarchię oraz dezinformację. Tu pozwolę się nieco cofnąć  w czasie.

Słuchając noblowskiego wykładu Olgi Tokarczuk otrzymujemy tak naprawdę sztywne ramy,  w których  powinien  poruszać się człowiek uchodzący – a przynajmniej chcący uchodzić – za racjonalnego, otwartego oraz odpowiedzialnego za świat liberała. Niestety, to nic innego jak prawidło dla umysłu czy też piaskownica dla nieco podstarzałych dzieci. Tokarczuk, nieodpowiedzialnie z punktu widzenia logiki – umyślnie, bądź nie – używa w swoich tezach liczby mnogiej, gdzie niemal automatycznie określa ogół ludzkości, jako zdezorientowany w otaczającej „nas” rzeczywistości. Na marginesie należało by zauważyć, że osoba uchodząca za w miarę krytyczną intelektualnie, powinna mieć świadomość, iż całkowicie inne problemy mają ludzie w Somalii niż w Norwegii. Podobnie jak diametralnie inne  patrzenie na kwestie kulturowe mają młodzi muzułmanie w Maroku  w odróżnieniu np. od młodych Szwedów w Uppsali. Tak czy owak, w ujęciu Tokarczuk nie ma w co wierzyć, nie ma autorytetów (tak jakby licząca z górą parę tysięcy lat cywilizacja nie miała niczego do zaoferowania w tej kwestii), jesteśmy zagubieni, samotni, upadamy pod natłokiem sprzecznych informacji i tak dalej i tym podobne… Po prostu – Eureka!

Pomijając fakt, iż mam pełną świadomość, jak wiele jest sposobów percypowania otaczającej nas rzeczywistości, to osobiście nie przekonują mnie absolutnie – ale to w ogóle! – wizje i obawy Tokarczuk. Problemy czy też zagrożenia widzę zupełnie gdzie indziej. Nie wiem natomiast, na ile to ja jestem błędem statystycznym w zunifikowanej teorii noblistki, a na ile pisarka uległa pokusie megalomanii i własne obsesje oraz  lęki przeniosła hurtem na wszystkich „nas” – czyli ludzi na progu XXI w. Choć raczej wyczuwam tu smród oportunizmu i bezmiar intelektualnej indolencji. Oczywiście dodatkowym problemem Polaków według autorki Biegunów – w odróżnieniu od reszty cywilizowanego świata – jest zakłamywanie własnej historii. Sama pisarka, odwołując się do swoich korzeni ukraińskich, problem widzi tylko w nas, Polakach. Tego problemu nie ma Ukraina,  a konkretnie historycy, publicyści czy badacze ukraińscy – działający w oficjalnie aprobowanym przez władze tego kraju nurcie światopoglądowym i historycznym. Według ich rozeznania na Wołyniu miała miejsce wojna chłopska, gdzie jedni mordowali drugich, choć oczywiście punktem zapalnym były stosunki społeczne, narzucone przez Polaków, a może okupantów czy też właścicieli niewolników – jak widzi to zapewne nowo upieczona noblistka Olga. Ciekawa natomiast jest na pewno tradycja tychże „chłopskich zamieszek”, gdzie to zorganizowane grupy ukraińskich mężczyzn ćwiartowały siekierami bezbronne polskie kobiety i dzieci. Powiem to ironicznie, ale o ile bardziej „cywilizowane” były czystki etniczne w czasie wojny na Bałkanach, gdzie Serbowie, rozstrzeliwując bośniackich muzułmanów, zachowali selekcję wśród mężczyzn – mordując tylko w przedziale wiekowym od 16. roku życia do roku 70.  (Cdn.)

Włóczykij

(Visited 40 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*