PolecaneRzeczypospolita

Ufamy autorytetom

Temat „operacji Ukraina” pewnie za ileś lat będzie w Polsce rozbierany na czynniki pierwsze przez historyków, socjologów, ale też specjalistów od dezinformacji i manipulacji emocjami i tłumem. 8. czerwca 2012 r. – na Stadionie Narodowym w Warszawie odbył się mecz otwarcia największej sportowej imprezy w historii Polski – Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012, które organizowaliśmy wspólnie z Ukrainą. Wielu wzdycha, iż były to piękne czasy rządów Donalda Tuska. Tani prąd, paliwo, alkohol, nowiutkie stadiony, autostrady, ludzie otwarci i przyjaźni. Warszawa była wtedy tak radosna i kolorowa. Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, oficjalnie: UEFA Euro 2012. Rozgrywki trwały od 8. czerwca do 1. lipca 2012 roku. 14. grudnia 2009 na placu Michajłowskim w Kijowie oficjalnie zaprezentowano logo i hasło Euro 2012: „Razem tworzymy przyszłość”. Mam je na pamiątkowym kubku z tamtych mistrzostw. Wtedy, 10 lat temu, my i Ukraińcy mieliśmy marzenia. „85 milionów ludzi w Polsce i na Ukrainie czeka na te mistrzostwa” – powiedział Michał Listkiewicz, ówczesny prezes PZPN. Niektóre z zaprezentowanych projektów, m.in stadiony w Dniepropietrowsku, Doniecku i Poznaniu, były już w fazie realizacji, niektóre miasta, choćby Wrocław, miały już podpisane umowy na wykonanie projektu budowy. Swoje plany zaprezentowały wówczas również miasta, znajdujące się na liście rezerwowej m.in. Chorzów i Kraków. „Plusem tej imprezy są nowo wybudowane stadiony i lotniska. Minusem to, że tak naprawdę w niewielkim stopniu oba państwa współpracowały przy tym wydarzeniu. Polska robiła swoje, a Ukraina swoje. W dużej mierze potencjał, jaki miał ten turniej – zacieśnienie współpracy między naszymi państwami – został zmarnowany.

Euro 2012 dawało dużo miejsca na wspólne inicjatywy. Mógł się przykładowo odbyć dodatkowo turniej drużyn młodzieżowych, czy też polsko-ukraińskie imprezy kulturalne. Polska mogła pokazać się jako kraj, żyjący w przyjaźni ze swoimi sąsiadami i potrafiący wykorzystać swoje położenie. Sfera społeczna tego wydarzenia nie została wykorzystana. Wygląda na to, iż zarówno Polska, jak i Ukraina, nie okazały się na tyle dojrzałe, by w pełni skorzystać z możliwości wspólnej organizacji tej imprezy. Gdyby ten turniej organizowały przykładowo wspólnie Rosja i Niemcy, z pewnością blisko by współpracowały i to na wielu płaszczyznach. Jeszcze trzydzieści lat temu nikt nie marzył o tym, że kiedykolwiek będziemy organizowali imprezę o takiej randze, więc kolejna okazja może pojawić się szybciej, niż myślimy” – Paweł Kowal dla Gosc.pl 2. lipca 2012 roku.

Paweł Kowal obok Natalii Panczenko (o której więcej dowiemy się w tekście poniżej) jest chyba domorosłym profetą, ponieważ przewidział już w roku 2012, iż z tą Ukrainą okazja pojawiła się właśnie szybciej niż później… Okazja, rzecz jasna, dla Ukrainy i Ukraińców – a nie dla nas, Polaków, bo jak nawet dziecko wie, każda mała pomoc kosztuje – a duża? Duża skoordynowana pomoc to dla budżetu Armagedon na pokolenia… Czy Polacy (społeczeństwo) doznali gremialnie czegoś, co można by nazwać narodowym złudzeniem? Złudzenie optyczne to iluzja – fizycznie wydaje nam się, że coś widzimy, rozumiemy, zupełnie świadomie analizujemy, a w rzeczywistości nasz mózg interpretuje zjawisko w błędny sposób z powodu kontrastu, kolorów lub kształtów. Fatamorgana to jednak zjawisko optyczne w atmosferze, gdzie np. widzimy np. wodę na pustyni lub unoszące się w powietrzu obiekty, czy jak w naszej przekichanej rzeczywistości – przyjaznych nam… Ukraińców. Są jeszcze halucynacje, te jednak wywołane są stanem zdrowia lub umysłu, co wobec ogólnonarodowego przyjmowania przez Polaków leków psychotropowych i antydepresantów mogło przyczynić się do całkiem mylnego postrzegania wojny u naszego ukraińskiego sąsiada. Ludzie, którzy czują się oszukani, odczuwają głęboki żal, złość, rozczarowanie oraz bezsilność. W świecie, gdzie codziennie docierają do nas ostrzeżenia przed różnymi formami oszustw, wydawałoby się, iż wszyscy powinniśmy być już uodpornieni na próby manipulacji. Odpowiedź jednak leży głęboko w naszym mózgu i mechanizmach ewolucyjnych, które przez tysiąclecia pomagały nam przetrwać, ale obecnie czynią nas podatnymi na wyrafinowane techniki manipulacji-również manipulacji, którą stosują media, politycy, duchowni, celebryci, czyli wszyscy ci, którzy są od nas „lepsi”. Ufamy autorytetom i ekspertom. To mechanizm, który pozwalał nam uczyć się od bardziej doświadczonych członków społeczności i zwiększał szanse na przetrwanie. Oszuści wykorzystują tę naturalną skłonność, tworząc przekonujące maski profesjonalizmu i eksperckiej wiedzy. Nasz mózg jest szczególnie podatny na sygnały statusu i wiedzy eksperckiej – profesjonalny język, tytuły, certyfikaty czy nawet odpowiedni strój mogą automatycznie wzbudzić nasze zaufanie.

To dlatego współcześni oszuści tak starannie budują swoją fasadę profesjonalizmu, wykorzystując zaawansowaną technologię i znajomość branżowego żargonu. Oszuści tworzą więc sztuczne społeczności „sukcesu”, społeczności „eksperckie”, społeczności „doradcze”, społeczności „wiedzące więcej”… Świadomość, że „inni są od nas mądrzejsi, bezpieczniejsi” może skutecznie wyłączyć nasze mechanizmy ostrożności. Stopniowe wciąganie ofiary w zaangażowanie; ludzi aktywizuje się do „dobrej roboty” ku chwale wyższej konieczności. Systematyczne zwiększa się żądania dobra. (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

sierpień 2026

 

 

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *