Ufamy autorytetom (2)
Wykorzystywanie efektu zapadki – trudno człowiekowi empatycznemu wycofać się z podjętych zobowiązań. Budowanie poczucia winy. Podkreślanie poufności uczestniczenia w czymś unikatowym. Ostrzeganie przed „zazdrością” innych. Fakt jest jeden! Wielu Polaków uczestniczyło w zbudowanym sztucznie fenomenie strachu i zagrożenia, by po chwili paść ofiarą manipulacji środków przekazu o konieczności otwarcia serca na „braci” w potrzebie. Co ciekawe ci sami, którzy brali pod dach Ukraińców, na co dzień skłóceni są ze swą najbliższą rodziną czy przyjaciółmi i im nigdy by nie pomogli, a zrobili to obcym sobie. Boli? Niestety będzie bolało!
X X X
Poniżej przestawię bardzo ciekawą analizę Pani Natalii Panczenko, pisaną przez Ukraińca do polskich odbiorców. Jak wiemy, owa kobieta stale wywołuje wiele kontrowersji, jest zarzewiem podziałów i złych emocji… Taką jej przydzielono rolę w naszym teatrze?
X X X
Po wczorajszym udostępnieniu wpisu, dotyczącego krzykliwej aktywistki, Natalii Panczenko oraz możliwych związków jej samej i Fundacji Otwarty Dialog z Rosją oraz innymi ośrodkami wpływu, muszę poczynić kilka uściśleń — ze względu na krytykę i pytania wielu komentatorów. Żałuję, że postacie takie jak Panczenko przyciągają aż tyle uwagi, ale skoro już do tego doszło — dobrze: oto, co sam o tym myślę i co obserwuję.
Jest takie powiedzenie: „można wywieźć człowieka ze wsi, ale nie można wywieźć wsi z człowieka” – i trudno o trafniejsze podsumowanie tej barwnej postaci. Pochodzi ze wsi Tarasiwka na Połtawszczyźnie, nieopodal słynnych Wielkich Soroczyńców, gdzie co roku odbywa się najgłośniejszy jarmark Ukrainy – pełen wrzasków, przetargów, śmiechu i swojskiego chaosu. Panczenko jakby cały ten jarmarczny klimat zabrała ze sobą do studia TVP: mówi głośno, gestykuluje szeroko, a jej przekaz nierzadko bardziej przypomina ludową gawędę niż telewizyjny komentarz polityczny. Nie jest tajemnicą, iż Panczenko uczestniczy niemal wyłącznie w przedsięwzięciach związanych strukturalnie — choć niekoniecznie ideowo — z jednym obozem polskiej polityki. Rozmawialiśmy o tym otwarcie jeszcze w 2019 roku, kiedy mogliśmy normalnie rozmawiać przez telefon. Powiedziałem jej wówczas: „Ukraina potrzebuje w Polsce poparcia ponadpartyjnego. Tym bardziej, że Polska jest jednym z nielicznych państw Europy, w których wszystkie liczące się siły polityczne konsekwentnie wspierają Ukrainę.” „Słuchaj, za poprzedniego rządu dostawaliśmy pieniądze, a przyszedł ten rząd i już ich nie dostajemy. Tobie łatwo mówić, bo mieszkasz na Ukrainie, ale dla nas tutaj naprawdę ma znaczenie, która partia rządzi.” Nie przytaczam jej słów dosłownie, lecz taki był ich praktyczny sens. Od tamtej rozmowy minęło siedem lat — i z pewnością nie mnie trzeba tłumaczyć Polakom, który obóz polityczny najchętniej wykorzystuje Panczenko i któremu obozowi ona sama poświęca niemal całą swoją działalność, również w Sława TV, co dobrze pokazuje choćby dobór gości do jej programu. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, iż ta „prostorośna” aktywistka lubi z wyższością pouczać innych. Z ironicznym uśmiechem kpiła z polskich wyborców, zwłaszcza z PSL i jego lidera Kosiniaka-Kamysza, twierdząc, że „ludzie z prowincji potrzebują głupkowatej populistycznej retoryki”. Dodatkowo na banerze YouTube widnieje napis „Rzeź wołyńska” w cudzysłowie — jakby można było kpić nawet z najbardziej bolesnych tematów dla narodu polskiego. A w innym programie też na 5. kanale – od lat kojarzonym z ekipą Petra Poroszenki – Panczenko snuje katastroficzne wizje, iż w Polsce „mogą zacząć się podpalenia sklepów, bo co dziesiąty mieszkaniec to Ukrainiec”. Takie słowa w ustach osoby z ogromnym zasięgiem medialnym trudno uznać za niefortunny lapsus. To raczej niebezpieczne igranie z emocjami, które w każdym normalnym kraju wzbudziłoby zainteresowanie służb bezpieczeństwa. Kulminacja jej „publicystycznej drogi” nastąpiła, moim zdaniem, 20. lipca 2024 roku, po zabójstwie skrajnie nacjonalistycznej działaczki, Iryny Fariоn. Wtedy Panczenko napisała na swoim Facebooku: „To zabójstwo ma pełen symbolizm. Zabijając Fariоn, chcieli zabić nasz język. Oprócz tego, że trzeba ustalić zleceniodawcę i ukarać wszystkich winnych tej straszliwej zbrodni, mamy jeszcze obowiązek mówić po ukraińsku. Jeszcze głośniej i jeszcze uparciej.”
Nie doprecyzowała jednak, czy ten „obowiązek” dotyczy tylko jej ukraińskich obserwatorów, czy może również Polaków i reszty Świata. Według tej logiki – w imię zamordowanej „banderowskiej” ekstremistki – cała planeta powinna zacząć mówić po ukraińsku? Kim była Fariоn i dlaczego jej kult jest toksyczny dla polsko-ukraińskiego porozumienia — wystarczy obejrzeć jej odcinek o Rzezi Wołyńskiej. Tego samego dnia Panczenko udostępniła jeszcze post z pomnikiem Bandery i Fariоn, po czym jednak szybko go usunęła. Na Ukrainie Fariоn od lat postrzegana jest jako symbol agresywnej segregacji językowej: dla części „bojowniczka o ukraińskie”, dla większości — radykałka, która tylko dzieli społeczeństwo. A teraz pytanie, które powinno zainteresować nie tylko wyborców PiS i Konfederacji, ale również zwolenników Platformy Obywatelskiej: czy naprawdę taką Ukrainę chcecie wspierać – i czy to jest zgodne z waszymi deklarowanymi wartościami? Nie chcę ingerować w wewnętrzne polskie spory polityczne ani popierać czy krytykować któregokolwiek z kluczowych aktorów polskiej polityki — z wyjątkiem pojedynczych postaci, które jawnie nadużywają ukraińskiego kontekstu w swojej „polsko-polskiej walce”. Dlatego zwracam się do wszystkich Polaków. Rozumiem, jakie możliwości daje Wam wykorzystywanie Panczenko i jej wizerunku zarówno w wewnętrznej walce politycznej, jak i do demonstrowania poparcia dla Ukrainy. Czy jednak poglądy tej dziewczyny dają się pogodzić z jakimkolwiek rodzajem wartości — europejskich, polskich czy wreszcie ogólnoludzkich — które deklarujecie? Czy jej ingerowanie po Waszej stronie w wewnętrzne sprawy Polski rzeczywiście jest warte długofalowych, strategicznych konsekwencji? Przecież ostatecznie wzmacnia ono Waszych własnych przeciwników, wykorzystujących wizerunek Panczenko i osób jej podobnych do antagonizowania społeczeństwa. A osoby te — co wyraźnie pokazał także polski dyskurs polityczny w 2025 roku — jedynie pogłębiają przepaść polsko-ukraińskich konfliktów. Czy człowiek, zachwycający się Iryną Farion — osobą, która pochwalała dokonywane ze szczególnym okrucieństwem masowe mordy kobiet i dzieci na Wołyniu — może stawać się Waszym symbolem poparcia dla Ukrainy? Jaką Ukrainę i jaką Polskę popieracie, udzielając wsparcia działaczce tego pokroju?! Mój kraj mierzy się z nadzwyczajnym wyzwaniem Historii i — niezależnie od tego, co ktokolwiek mówi — w czternastym roku wojny znosi je godnie. Nic jednak dziwnego, że mój kraj również nieco zachorował… Radykalni, przepełnieni złością nacjonaliści-neohunwejbini do pewnego stopnia splamili honor i godność naszej walki — zarówno wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami. Pozostają jednak jedynie marginalnym, choć niezwykle krzykliwym, składnikiem ukraińskiego społeczeństwa. (Cdn.)
Roman Boryczko,
sierpień 2026

