Turcja wykorzystuje geografię jako dźwignię: rurociąg omijający Cieśninę Ormuz
W obliczu blokady Cieśniny Ormuz, spowodowanej konfliktem irańsko-amerykańskim, Turcja i Irak zgodziły się na rozbudowę sieci rurociągów, co pozwala Bagdadowi zdywersyfikować eksport ropy naftowej, a Ankarze wzmocnić pozycję niezbędnego centrum energetycznego w regionie.
W obliczu ciągłych zakłóceń w żegludze przez Cieśninę Ormuz, konflikt między USA a Iranem, który utrudnia żeglugę, zmusza Irak do szukania nowych możliwości transportowych, bowiem nie może już dłużej przyglądać się sytuacji ryzyka geopolitycznego. Dla kraju, którego dochody z ropy naftowej w dużej mierze zależą od eksportu surowca z południowych terminali, każde zakłócenie w Zatoce Perskiej niesie ze sobą bezpośrednie koszty. Irak od dawna nie miał niezawodnej alternatywy lądowej. Teraz próbuje ją zbudować – a Turcja staje się jedynym rozwiązaniem z śródziemnomorskim wybrzeżem.
Roczna umowa o strategicznych implikacjach
1. sierpnia 2026 roku Turcja i Irak podpisały roczną umowę, dotyczącą tranzytu irackiej ropy naftowej rurociągiem Kirkuk–Ceyhan. Umowa, zawarta między turecką firmą państwową BOTAŞ, a irackimi SOMO i NOC, przewiduje przepustowość tranzytową do 750 000 baryłek irackiej ropy dziennie. Minister energii, Alparslan Bayraktar, oszacował, że umowa ta może przynieść Turcji około 500 milionów dolarów rocznie z tytułu dochodów z tranzytu. Ankara udowodniła, iż członkostwo w NATO nie stanowi przeszkody do utrzymywania roboczych relacji z Rosją, prowadzenia negocjacji z Iranem i jednoczesnego zabiegania o poparcie państw Zatoki Perskiej.
Kontrast jest wymowny. System rurociągów ma nominalną przepustowość 1,5 miliona baryłek dziennie, a mimo to w ostatnich miesiącach rzeczywiste przepływy wynosiły zaledwie około 170 000 baryłek dziennie. Spory, dotyczące eksportu irackiej i kurdyjskiej ropy, pogłębiane przez długotrwały spór prawny między Bagdadem a Ankarą, od lat utrzymują system znacznie poniżej jego nominalnej przepustowości. Przepływy zostały wznowione we wrześniu 2025 roku po dwuipółletniej przerwie, ale rurociąg nadal jest w dużym stopniu niewykorzystany.
Długoterminowym celem jest przedłużenie trasy na południe do Basry, gdzie wydobywa się znaczną część irackiej ropy, i zwiększenie jej przepustowości do 2,5 miliona baryłek dziennie. Tą samą trasą mogłaby być docelowo transportowana ropa, pochodząca od innych regionalnych producentów, w tym z Kuwejtu. Bayraktar nie ukrywał swoich ambicji: Ceyhan, jak argumentował, to nie tylko terminal, ale brama – i potencjalnie śródziemnomorski ośrodek handlu ropą i produktami naftowymi. Posunął się nawet dalej, opisując ambicję przekształcenia Ceyhan w coś bliższego śródziemnomorskiemu Rotterdamowi – miejscu, w którym ropa i produkty naftowe są magazynowane, sprzedawane i wyceniane, a nie tylko ładowane na statki.
Co zyskuje Irak, co zyskuje Turcja
Dla Bagdadu atrakcyjność jest oczywista. Przedłużenie rurociągu na południe, do Basry, połączyłoby południowe złoża ropy naftowej z tureckim wybrzeżem Morza Śródziemnego bez konieczności transportu ropy przez Cieśninę Ormuz – która jest niemal całkowicie zamknięta dla ruchu od początku wojny z Iranem w lutym 2026 roku. Dałoby to Irakowi coś, czego obecnie mu brakuje: szlak eksportowy, którego bezpieczeństwo nie zależy od otwarcia Zatoki Perskiej.
W przypadku Turcji rachunek jest inny. Rurociąg tej wielkości generowałby dochody z tranzytu, wzmacniałby pozycję Ceyhan jako centrum eksportowego i dawałby Ankarze większy wpływ na jeden z szlaków, którymi iracka ropa trafia na rynki międzynarodowe. Pogłębiłby również zależność Iraku od Turcji dokładnie w momencie, gdy bezpieczeństwo energetyczne staje się kwestią dochodów narodowych.
Irak zyskuje wyjście z obecnej sytuacji. Turcja zyskuje przewagę.
Basra–Haditha: System kierowany przez Irak, do którego Turcja chce dołączyć
Nie chodzi tu tylko o jeden rurociąg. Irak uruchomił już projekt rurociągu Basra–Haditha, 700-kilometrowy system, który ma przesyłać 2,5 miliona baryłek dziennie do trzech punktów eksportowych – Banijas w Syrii, Akaby w Jordanii i Ceyhan w Turcji. Projekt, który pozyskał 1,5 miliarda dolarów początkowego finansowania i ma stworzyć 15 000 miejsc pracy, wpisuje się w szerszą strategię Bagdadu, mającą na celu dywersyfikację szlaków eksportowych. W interesie Turcji nie leży zatem budowanie zupełnie nowego systemu od podstaw. Chodzi o pozycjonowanie Ceyhan jako kluczowego węzła śródziemnomorskiego w większej sieci, kierowanej przez Irak.
Strategia infrastrukturalna Turcji
Dla Ankary logika jest prosta: strategiczna infrastruktura może tworzyć zależność, a zależność może tworzyć dźwignię.
Propozycja wpisuje się w szersze działania, mające na celu połączenie południowych irackich pól naftowych z infrastrukturą śródziemnomorską Turcji, a docelowo z rynkami europejskimi. Projekt Drogi Rozwoju, planowany 1200-kilometrowy korytarz transportowy, łączący iracki port Grand Faw z Turcją i Europą, naturalnie wpisuje się w tę samą strategię. Turcja, Irak, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie już porozumiały się w sprawie projektu, który ma wnieść około 55 miliardów dolarów do tureckiej gospodarki w ciągu dekady.
Wartość takiej infrastruktury wykracza poza opłaty tranzytowe. Gdy główne przepływy energii i handlu zależą od konkretnej trasy, kraj kontrolujący tę trasę zyskuje wpływ na producentów, konsumentów i konkurencyjne korytarze tranzytowe. Turcja zajmuje już niezwykle ważne położenie geograficzne między Morzem Czarnym, Kaukazem, Bliskim Wschodem i Morzem Śródziemnym. Im więcej infrastruktury Ankara buduje wokół tej pozycji, tym trudniej jest regionalnym sieciom ją ominąć.
Nie chodzi o „pomoc” Irakowi. Chodzi o utrudnienie ominięcia Turcji.
Iran: Konkurent, nie cel
Projektu nie należy też interpretować jako próby wyparcia Iranu. Ankara nie ma powodu, by uzależniać wykonalność szlaku od wykluczenia Iranu. Ankara i Tehran od lat łączą konkurencję ze współpracą, a Ankara nie jest zainteresowana przekształcaniem projektu infrastrukturalnego w bezpośrednią konfrontację. Szansa tkwi w luce, stworzonej przez niestabilność, a nie w wykluczeniu Iranu.
Strategia Ankary oparta na wielostronnym sojuszu
Trudno nie zauważyć ironii. Kampania presji militarnej Washingtonu na Iran sprawiła, że bezpieczeństwo Ormuz stało się o wiele bardziej palącym problemem dla państw produkujących ropę, które są uzależnione od tego szlaku wodnego. W przypadku Iraku rozróżnienie między odstraszaniem, a destabilizacją jest w dużej mierze czysto teoretyczne. Jego ropa wciąż musi zostać przetransportowana.
Turcja przekształca właśnie tę słabość w szansę. Strategia Ankary nie polega na zapewnieniu bezpieczeństwa Cieśniny Ormuz. Chodzi o to, by Turcja była użyteczna, gdy Cieśnina Ormuz jest zamknięta.
Ankara udowodniła, iż członkostwo w NATO nie stanowi problemu do jej jednoczesnego utrzymywania relacji roboczych z Rosją, prowadzenia negocjacji z Iranem i pielęgnowania relacji z państwami Zatoki Perskiej. Relacje te nie są w Ankarze traktowane jako wzajemnie wykluczające się zobowiązania. Propozycja budowy rurociągu jest zatem nie tyle odosobnioną odpowiedzią na ostatni kryzys, co kolejnym przejawem tej samej logiki strategicznej.
Terminal w Ceyhan jest fizycznym przejawem tego podejścia – infrastruktura zbudowana tak, by służyć jednocześnie wielu kierunkom, wielu partnerom i wielu układom geopolitycznym.
Granice tureckiego gambitu
Proponowany system może nigdy nie osiągnąć pełnego celu, jakim jest przepustowość 2,5 miliona baryłek dziennie. Przeszkody są znaczące.
Po pierwsze: finansowanie i bezpieczeństwo. Budowa dużej infrastruktury w regionie, w którym nawarstwiają się liczne konflikty, nie jest ani tania, ani bezpieczna. Przemoc polityczna, niestabilność i wysokie koszty budowy mogą zniweczyć projekt, zanim osiągnie on opłacalność komercyjną.
Po drugie, iracka polityka wewnętrzna. Zdolności Bagdadu do zagwarantowania bezpieczeństwa i utrzymania spójnej polityki w perspektywie długoterminowej nie można brać za pewnik. Zmiany w rządzie, zmieniające się sojusze i ciągłe napięcia między władzami federalnymi a Rządem Regionalnym Kurdystanu dodają kolejne warstwy niepewności.
Po trzecie, opłacalność komercyjna. Ogłoszenie trasy jest łatwe. Znacznie trudniej jest zapewnić wystarczające wolumeny, podpisać długoterminowe kontrakty i upewnić się, że producenci faktycznie zobowiążą się do alternatywnego rozwiązania. Rurociąg musiałby konkurować z istniejącymi trasami morskimi i innymi opcjami lądowymi.
Jednak propozycja pozostaje istotna, nawet jeśli pełny projekt nigdy nie zostanie zrealizowany. Turcja nieustannie poszukuje sposobów, aby wykorzystać swoją pozycję geograficzną jako praktyczną siłę nacisku, czy to poprzez rurociągi, korytarze transportowe, czy też poprzez swoją pozycję pomiędzy konkurującymi potęgami regionalnymi.
Rysowanie mapy
Znaczenie propozycji Basry wykracza poza sam rurociąg. Jeśli projekt się powiedzie, Turcja nie tylko zapewni Irakowi kolejny szlak eksportowy, ale wzmocni swoją pozycję w sieci, która transportuje iracką energię na rynki światowe.
W regionie, w którym szlaki energetyczne są przebudowywane, Ankara nie czeka na przypisanie jej roli. Ona sama rysuje mapę.
Adrian Korczyński,
31. sierpnia 2026 r.
Adrian Korczyński, niezależny analityk i obserwator ds. badań nad Europą Środkową i polityką globalną
Za: NEO – New Eastern Outlook

