Stop banderyzacji Polski!
W naszej codziennej rzeczywistości wiele się zmieniło. Walec propagandowy, do którego zaprzęgnięto media głównego nurtu wszelkiej maści, polityków wszystkich opcji, osoby publiczne, aktorów, „autorytety”, ludzi wpływu – do tej pory miał na celu przygotowanie polskiego społeczeństwa do wielkiego wyrzeczenia i wytłumaczenia owego wyrzeczenia, że jest to w naszym interesie a, idąc dalej, musimy przyzwolić na drenowanie wspólnego budżetu, ponieważ nad naszymi głowami nie lecą drony ni pociski, a po spokojnej nocy budzimy się również spokojnie i przystępujemy do swoich codziennych rytuałów. Ukraina nam to wszystko zapewniła, ale… oczywiście nie za darmo.
Prawo i Sprawiedliwość, gdy jeszcze dzierżyło stery, posunęło się w tym serwilizmie jeszcze dalej. Narracja antybanderowska, antywojenna w ogóle nie istniała, a niezmordowany, nieżyjący już dzisiaj ksiądz Isakowicz-Zalewski w pewnym momencie był nawet publicznie połajany przez również już nieurzędującego byłego prezydenta, Andrzeja Dudę. Na Ukrainę jeżdżono, na Ukrainie nie dostrzegano faktu, iż przy okazji oficjalnych wizyt delegacji polskich zawsze dochodziło do incydentów, gdzie przy robieniu fotografii w tle widać było celowo wieszane, wyraźnie eksponowane banderowskie flagi. Oczywiście strona polska nie protestowała a dziś pan przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak tłumaczy ten fakt, że on miał świadomość, co tam wisi, protestował, ale strona ukraińska tłumaczyła się infantylnie, iż to tylko jakiś kawałek materiału wisi – zupełnie nic nieznaczący.
I takie tłumaczenia w obszarze medialnym słyszeliśmy już od roku 2022 i nic właściwie nie dało się z tym zrobić, tak jak nic nie dało się zrobić z faktem wieszania obcych barw państwowych na polskich urzędach (nawet jeśli chodzi o solidarność, wszystko ma jakieś granice). Wiele urzędów pozbyło się już tej przypadłości, ale niektóre trwają w tym postanowieniu i flagi Ukrainy wiszą. Społeczeństwo polskie i jego ogrom tolerancji na zachowania Ukraińców w Polsce, zachowań rządu ukraińskiego, jak również narracji historycznej tamtego państwa – w końcu nie chce tolerować. Stało się to za sprawą prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, który na potrzebę wewnętrznych rozgrywek politycznych postanowił wesprzeć skrzydło polityczne skrajnych szowinistów, nacjonalistów i nazistów, do którego na przykład należy szef bezpieki Kyryło Ołeksijowycz Budanow (ukr. Кирило Олексійович Буданов) i nadał jednej, z jednostek wojskowych armii ukraińskiej imię Bohaterów UPA. Strona ukraińska miała prawo sądzić, że ta decyzja odpowiednio przykryta przez agentów wpływów w Polsce, oczywiście również wytłumaczona pewnym symetryzmem działań odwetowych Armii Krajowej, w ogóle w polskiej przestrzeni publicznej nie wybrzmi.
Tyle razy zapomnieliśmy i wybaczaliśmy – i tym razem się uda… Okazało się jednak inaczej i nastąpił wybuch niekontrolowany; emocje zwyczajnych Polaków sięgnęły zenitu – nawet tych, którzy swoje preferencje polityczne czerpią tylko z telewizora, czyli poddają się manipulacji oficjalnych mediów. Polacy poczuli, iż zostali opluci przez rząd ukraiński, obrzuceni nazistowskimi fekaliami, ale nie tylko, ponieważ nagle w mediach polskich zaroiło się od tak zwanych „ekspertów” – którym do tej pory udawało się wszystko »wytłumaczyć«, ale tym razem im się nie udało. Tu warto sięgnąć do wywiadu z historykiem Kazimierzem Wóycickim, który był do tej pory ekspertem telewizji polskiej, ds. UPA i „ukraińskiej wrażliwości”.
Ów prawdopodobnie chory człowiek porównał tę formację kolaborantów i ukraińskich tchórzy do polskich Żołnierzy Wyklętych czy Armii Krajowej, zachowując się przy tym w studiu telewizyjnym jakby miał poalkoholowy atak delirium, czy jakiś narkotykowy stan zjazdu… Narracja zakochania się w Ukrainie prysła. O UPA i Banderze zaczęły pisać również zagraniczne media i problem ten nie jest już tylko problemem Polski, ale stał się pewnego rodzaju dociekaniem zagranicznych mediów, czym faktycznie jest ten szowinizm ukraiński, o którym nie słyszeli a dziś otwierają szeroko oczy ze zdumienia. (Cdn.)
Roman Boryczko,
17.06.2026

