Rozpoczął się wiek upokorzenia Ameryki
„Stulecie upokorzenia” Chin rozpoczęło się w 1839 roku wraz z pierwszą wojną opiumową. Dynastia Qing chyliła się ku upadkowi, a mocarstwa zagraniczne zaczęły kraść terytoria i wymuszać koncesje handlowe poprzez wojny i wyprawy wojenne. Był to długi wiek, który zakończył się dopiero w 1949 roku wraz z utworzeniem Chińskiej Republiki Ludowej.
Ale nawet wtedy istniały niedokończone sprawy: Makau, Hongkong i Tajwan. Makau i Hongkong zostały zwrócone Chinom. Tajwan jednak pozostaje nieodkupiony. W rzeczywistości Tajwan istnieje po to, by uniemożliwić zwycięstwo Republice Ludowej. Do dziś Tajwan twierdzi, że jest prawdziwymi Chinami, domagając się suwerenności nad resztą Chin pod ochronnym parasolem Stanów Zjednoczonych.
To ewidentnie drażliwy temat dla Pekinu. Dopóki kwestia Tajwanu nie została rozstrzygnięta, powstanie Chińskiej Republiki Ludowej tak naprawdę nie zakończyło Wieku Upokorzenia.
Wmawia się nam, iż musimy zaryzykować wojnę o Tajwan, bo produkują tam chipy do sztucznej inteligencji. Jesteśmy w „wyścigu sztucznej inteligencji”. Tak samo jak w wyścigu o „minerały ziem rzadkich”.
Jestem sceptyczny wobec tych argumentów. Gdybyśmy toczyli „egzystencjalny” wyścig z Chinami o sztuczną inteligencję, po prostu przenieślibyśmy fabryki poza ich zasięg, tak jak Stalin przeniósł całe gałęzie przemysłu za Ural. Ale potem przypominam sobie: historia to długa historia przywódców, stawiających czoła egzystencjalnym zagrożeniom i nic nie robiących.
Kiedy słyszę, że „my” musimy zdobywać terytoria lub ryzykować wojnę o zasoby i technologie, cynicznie zastanawiam się, kim jest to „my”. My, ludzie, zawsze płacimy za rzeczy. Ilekroć słyszymy o „geopolityce”, to znak, iż zapłacimy dwa razy: najpierw krwią, a potem pieniędzmi.
Po co płacić krwią? Czy to po prostu dlatego, iż oligarchowie z powiązaniami politycznymi nie chcą konkurować o kontrakty i przekupują polityków, aby je zrealizowali?
Wszystko to, oczywiście, wisiało w powietrzu, gdy Donald J. Trump i samolot pełen miliarderów wylądowali w Pekinie na szczycie.
Po pierwsze, zabranie Elona Muska do Chin to jak pójście z nożem na strzelaninę. W grę wchodzą kwestie suwerenności i tożsamości, których nie da się rozwiązać za pomocą luźnych umów biznesowych. Trump powinien był się tego nauczyć już po żałosnej porażce swoich wysłanników handlowych, Witkoffa i Kushnera, którzy nie zdołali zakończyć wojny na Ukrainie.
Ale Trump nie może się tego nauczyć. Jest starym człowiekiem. Jego uprawnienia maleją. Dlatego coraz częściej skupia się na tym, co zna najlepiej: sprzedawaniu steków, sprzedawaniu wojen, sprzedawaniu siebie. Jest kupcem. Myśli tylko o pieniądzach.
Po drugie, Trump w ogóle nie powinien był się wybierać w tę podróż, ponieważ zmarnował wiele kart, którymi planował zagrać w Pekinie, rozpoczynając – i przegrywając – wojnę z Iranem. Trump jednak po prostu zaprzecza. Przedłuża wojnę – i tym samym zwiększa negatywne konsekwencje – najwyraźniej licząc na cud, który pozwoli mu uniknąć porażki.
Oczywiście nie przełożył więc szczytu z Chinami. To byłoby przyznanie się do porażki. W rzeczywistości istnieją spekulacje, że liczył na pomoc Chin w wyjściu z tarapatów, związanych z Iranem. Prawdopodobnie liczył też na wzrost w sondażach. Bo właśnie do tego został sprowadzony: chwytania się brzytwy, pompowania giełdy i sondaży kłamstwami i sztuczkami. (Cdn.)
Greg Johnson
Tłum. Andrzej Filus
Za: www.Unz Reviev.org

