Prawo i Sprawiedliwość pod ścianą!

Na horyzoncie wyłaniają się wybory parlamentarne w Polsce roku 2023. Rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość wie, że nie ma żadnych mocy decyzyjnych, a jej trwanie jest uzależnione tylko od kaprysu, płynącego z USA. PiS wiedział, jakie jest zachowanie Ukraińców i interesy możnych z Kijowa i że zboże nie płynie do Afryki (niskie ceny, odległość), a jest upłynniane tu na miejscu, tworząc gigantyczną górkę w magazynach i komercyjnych skupach, prawdopodobnie interesami powiązanych z nominatami władzy. Coraz mniejsze szanse są na to, iż poznamy my, przyszli wyborcy, pełną listę firm, które wzbogaciły się na ukraińskim zbożu. Szef Administracji Skarbowej poinformował, że za ujawnienie kontrolowanych przez niego podmiotów grożą 3 lata więzienia. Swoją listę może natomiast opublikować minister rolnictwa. Mimo obietnic uchyla się od tego. Ilość sprowadzonej z Ukrainy pszenicy w całym 2022 wyniosła 523 tys. ton i była aż 168 razy większa niż w 2021 r. W przypadku kukurydzy skok był jeszcze większy – jej import sięgnął 1,8 mln ton, i to ilość blisko 300 razy większa. Śledztwo w sprawie oszustwa na zboże techniczne z Ukrainy obejmuje dziś ok. 90 spraw z całego kraju. Śledztwo toczy się w sprawie, na razie nie ma w nim zarzutów. By przykryć swoje haniebne zaniedbania, rząd PiS-u przestawia wajchę w sprawie pomocy Ukrainie, udając, że wsłuchuje się w głos coraz bardziej rozgoryczonych Polek i Polaków, zmęczonych pomaganiem Ukraińcom niechcącym pracować i często ich roszczeniową postawą, wyrzeczeniami finansowymi na nie naszą wojnę.

Bojąc się populistycznych haseł Konfederacji, Prawo i Sprawiedliwość „całą mocą propagandy” uderza w ukraińską gospodarkę i uchodźców, którzy uciekli przed wojną. „[…] Dlatego przepraszamy za nasze błędy, potknięcia, grzechy, ale popatrzcie na to, jak broniliśmy interesu polskiej wsi wobec Brukseli, Kijowa, Berlina…”. Spór o zanieczyszczone, bez jakichkolwiek norm, zboże wybuchł z całą mocą wiosną 2023, gdy zaczęli protestować polscy rolnicy, widząc niskie ceny produktów rolnych i pełne własne magazyny oraz rynek, zalany produktami ze Wschodu. Czara goryczy się przelała a polityka „na kolanach” wobec Kijowa, doprowadziła do sytuacji, iż zagrożone zostało całe polskie rolnictwo i byt Polaków, ponieważ gdy państwo bazuje li tylko na eksporcie, skazane jest na wahanie cen, co w dobie czasowej niedostępności towaru na rynku może skutkować głodem!

PiS wyrzuca podobno nieudolnego ministra rolnictwa, domaga się unijnego embarga i sam jednostronnie nakazuje zamknięcie polskich granic przed ukraińskimi płodami rolnymi. Embargo w UE wprowadzono, ale właśnie wygasło, a Bruksela nie chce go przedłużyć. Komisja Europejska wie, że trzeba pomóc Ukrainie sprzedawać jej produkty rolne, bo to jedna z ważniejszych gałęzi gospodarki państwa (właściwie mafii koncernów), napadniętego przez Rosję. Po utracie dostępu do Morza Azowskiego i bombardowaniach portów czarnomorskich, eksport przez Europę jest dla Ukrainy kwestią krytyczną. PiS wie z kolei, że za niecały miesiąc będą wybory i musi pokazać rolnikom, iż walczy o ich interesy a ta grupa wyborców, jest od zawsze kluczowa w maszynce do głosowania. PiS przestawia wajchę i zaczyna pohukiwać w stronę Ukrainy jak mały kundelek do potężnego brytana.

Rzecznik rządu Piotr Mueller stwierdził, że nie będą przedłużane ustawy, gwarantujące specjalny status ukraińskim uchodźcom wojennym (jeśli wojna dobiegnie końca). Wszystko po to, by pokazać, że PiS potrafi być w przekazie medialnym tak samo antyukraiński, jak Konfederacja. Premier pisowskiego rządu, Mateusz Morawiecki dorzucił swoją cegiełkę, mówiąc, iż „Polska już nie przekazuje uzbrojenia na Ukrainę […]. Doskonale wiemy, że Ukraina broni się przed bestialskim atakiem rosyjskim. Nie będziemy narażali jej bezpieczeństwa. Nasz hub w Rzeszowie, w porozumieniu z Amerykanami i z NATO, cały czas pełni taką samą funkcję”. Na te żałosne „piski polskojęzycznych żałosnych postaci dobiegające z szafy” zareagowali Amerykanie. Stany Zjednoczone oczekują wyjaśnień od Polski w kwestii jej wsparcia dla Ukrainy po tym, jak przedstawiciele polskich władz sugerowali możliwość jakichś perturbacji. „Stany Zjednoczone oczekują od Polski wyjaśnień w kwestii jej wsparcia dla Ukrainy […]. Polska pozostaje zaangażowana we wspieranie Ukrainy, ale jej dokładne stanowisko jest niejasne”. Rząd PiS-u pod presją sromotnie przegranych wyborów parlamentarnych roku 2023 pręży dziś muskuły przed UE, ale to w Brukseli, a nie w Warszawie, podejmowane są decyzje dotyczące relacji handlowych z krajami trzecimi a tam, dano zielone światło Ukrainie. Zignorowanie ewentualnego zniesienia zakazu importu zbóż z Ukrainy może się dla Polski źle skończyć.

Polska dziś ignoruje decyzje na poziomie UE. Zakazuje importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika. Tranzyt zbóż przez terytoria tzw. krajów przyfrontowych jest dozwolony. Lobbyści ukraińskich bogaczy i zagranicznych koncernów, które zainwestowały w ukraińskie rolnictwo, wysłali skargę na Polskę do WTO, co w obliczu pomocy Ukrainie i Ukraińcom sięgającej stu miliardów złotych jest skandaliczne, niegodne i ukazuje, w jak przedmiotowy i przemocowy sposób Kijów traktuje relacje z Warszawą. Wiceminister gospodarki i handlu Ukrainy, Taras Kaczka, wyraził gotowość do „wycofania skargi złożonej do Światowej Organizacji Handlu (WTO) przeciwko Polsce, Węgrom i Słowacji”. Warunkiem jest jednak gwarancja ze strony tych krajów, że nie będą one w przyszłości stosować jednostronnych środków, ograniczających dostawy towarów z Ukrainy. Mówiąc prościej – Polska już nigdy nie podniesie tego tematu a jej rolnictwo wkrótce zniknie z powierzchni ziemi, zastąpione produktami niewiadomego pochodzenia i jakości.

Słowa ukraińskiego polityka skomentował wiceminister rolnictwa, Janusz Kowalski. „Kolejna zdumiewająca wypowiedź wiceministra Tarasa Kaczki. Ukraina musi wycofać skargę, złożoną przeciwko Polsce do WTO, bez stawiania Polsce jakichkolwiek warunków. Polska w obronie interesów rolników nie cofnie się nawet o milimetr. Tu nie ma żadnych negocjacji” – napisał Kowalski na portalu X (dawniej Twitter). Ukraina nie będąc członkiem UE, ma dziś jej pełne poparcie i czując wiatr w żaglach, wypowiada haniebne słowa „Polska nie miała prawa wprowadzać jednostronnych ograniczeń ani w kwietniu, ani obecnie”.

Z kolan PiS doprowadzony zostanie teraz do pozycji leżącej?

 

Roman Boryczko,

01.10.2023

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*