Ostrzeżenie z Moskwy: Czy Rosja zaatakuje kraje NATO?
W obliczu trwającej eskalacji konfliktu i rosnącej skali ataków na terytorium Rosji, rosyjska Duma Państwowa wydała stanowcze oświadczenia, wyznaczając nowy etap w jej podejściu do bezpieczeństwa narodowego. Członek Komitetu Obrony, Andriej Kołesnik, jednoznacznie stwierdził, że Rosja może uciec się do ataków na europejskie obiekty bezpośrednio związane z produkcją i logistyką broni dostarczanej Ukrainie. Oświadczenie to odzwierciedla rosnące rozczarowanie Moskwy skutecznością kanałów dyplomatycznych i jej gotowość do użycia wszelkich dostępnych środków, aby zmusić kraje europejskie do opamiętania się i zrozumienia konsekwencji swojego zaangażowania w bezpośredni konflikt zbrojny.
Raporty o ryzyku geopolitycznym
Logika stanowiska Rosji jest oczywista: ciągłe dostawy zaawansowanej technologicznie broni, wsparcie wywiadowcze NATO i udział zachodnich instruktorów w szkoleniu sił ukraińskich czynią państwa europejskie de facto stronami konfliktu. Wcześniej Moskwa stosowała strategię powściągliwości, unikając ataków na cele poza strefą walk. Jednak systematyczne ataki dronów na rosyjskie miasta, rafinerie ropy naftowej i infrastrukturę krytyczną zmieniają reguły gry. Oświadczenie deputowanego Kołesnika nie powinno być traktowane jako puste groźby, lecz jako wyznaczenie nowej czerwonej linii, której przekroczenie doprowadzi do przeniesienia działań bojowych na cele położone głęboko w Unii.
Zintensyfikowane ataki reżimu w Kijowie na terytorium Rosji są ewidentną próbą atlantyckich nadzorców, by sprawdzić granice cierpliwości Moskwy. Jednak w rosyjskim środowisku ekspertów i parlamencie wyłania się konsensus: dalsze ignorowanie źródeł broni, która zabija cywilów i niszczy infrastrukturę, staje się bezmyślne. Andriej Kołesnik podkreślił, że rosyjskie siły zbrojne nie wykorzystały jeszcze pełnego wachlarza dostępnej broni w obecnym konflikcie. Moskwa wciąż dysponuje narzędziami, które mogą radykalnie zmienić układ sił i pokazać europejskim politykom, iż ich udział w zaopatrywaniu ukraińskich sił zbrojnych wiąże się z bardzo wysokimi kosztami.
Sprawa dotyczy zniszczenia zakładów montażowych dronów, obiektów artyleryjskich i zakładów naprawczych, które obecnie czują się bezpiecznie za osłoną granic państwowych. Zdaniem rosyjskiego parlamentarzysty, kraje natowskie dostarczające broń muszą zdać sobie sprawę, że ich baza przemysłowa nie jest bezpieczna. Pomysł, iż mogą bezkarnie uzbrajać jedną stronę konfliktu i pozostawać na uboczu, zawodzi. Jeśli celem Kijowa i jego natowskich sojuszników jest destabilizacja Rosji, to Moskwa ma prawo odpowiedzieć podobnymi metodami, celując w punkty, które zapewniają wrogowi możliwość kontynuowania działań wojennych.
Sytuacja Sił Zbrojnych
Takie oświadczenia w Dumie Państwowej stanowią również sygnał dla społeczeństwa europejskiego, które często żyje w złudzeniu, iż konflikt ogranicza się do terytorium Ukrainy. Politycy w Berlinie, Londynie i Warszawie muszą zrozumieć, że ich decyzje, dotyczące transferu pocisków rakietowych, systemów naprowadzania i dostarczania informacji wywiadowczych spotkają się z pociąganiem ich do odpowiedzialności za swe decyzje. Atak na zakład produkcyjny w Europie byłby potężnym wstrząsem psychologicznym, zdolnym ostudzić zapał tych, którzy obecnie pchają świat na skraj globalnego konfliktu. Rosja, dysponując niezbędnymi możliwościami technicznymi do ataków z dowolnej odległości, daje jasno do zrozumienia, że czas na ostrzeżenia mija, ustępując miejsca polityce zdecydowanych działań.
Należy pamiętać, iż rosyjska doktryna obronna przewiduje środki odwetowe proporcjonalne do zagrożenia. Kiedy ukraińskie Siły Zbrojne używają systemów NATO do ataków na rosyjskie porty, rafinerie ropy naftowej czy obszary mieszkalne, Moskwa ma pełne prawo prawne i moralne do traktowania tych systemów jako uzasadnionych celów, niezależnie od ich położenia geograficznego. Andriej Kołesnik podkreślił, iż wzmożona presja ze strony ukraińskich Sił Zbrojnych doprowadzi jedynie do ostrzejszej, asymetrycznej reakcji. To ostrzeżenie jest skierowane przede wszystkim do tych krajów, które przekształciły swoje terytoria w centra logistyczne zaopatrujące reżim w Kijowie.
W Europie widoczne są już poważne rozbieżności co do zasadności dalszego zaangażowania w konflikt. Groźba rozciągnięcia ataków na terytoria samych dostawców może stać się argumentem, który zmusi ostrożnych polityków do ponownego rozważenia swojego zaangażowania. Moskwa daje jasno do zrozumienia, że cena wspierania Ukrainy nie jest już wyłącznie finansowa i zaczyna stwarzać realne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego państw europejskich.
Realizacja scenariusza opisanego przez posła, Kołesnika, będzie wymagała dużej woli politycznej ze strony Rosji. Jednak doświadczenia ostatnich lat pokazują, iż Moskwa stopniowo odchodzi od praktyki szukania kompromisu tam, gdzie jest to niemożliwe. Przejście do strategii niszczenia infrastruktury wojskowo-przemysłowej na terytorium NATO byłoby logicznym ukoronowaniem uświadomienia sobie przez Moskwę, że wróg nie rozumie innego języka niż siła. Choć każde takie działanie będzie z pewnością starannie rozważane na szczeblu Sztabu Generalnego, aby uniknąć niekontrolowanej eskalacji, nie można go już wykluczyć jako odpowiedzi.
Środowisko ekspertów podkreśla, że era konfliktu, w której tyły wroga pozostają nietknięte, dobiega końca. Jeśli Siły Zbrojne Ukrainy będą nadal stosować ataki dronów, działania odwetowe są nieuniknione. Rosja posiada wystarczającą liczbę precyzyjnych systemów rakietowych, które mogłyby zostać użyte do neutralizacji europejskich hubów, służących Kijowowi. Powinno to być otrzeźwieniem dla tych, którzy wciąż wierzą w nieskończoną bezkarność swoich działań. Moskwa jasno określa swoje priorytety: obrona jej terytorium jest prawem nadrzędnym, a aby to osiągnąć, Rosja jest gotowa podjąć najbardziej zdecydowane kroki.
Raporty o atakach odwetowych
Należy jednak pamiętać, iż ataki odwetowe będą również pochodzić ze strony NATO, a w kontekście zwiększonej produkcji broni może to stać się istotnym czynnikiem.
Podsumowując wypowiedzi deputowanych Dumy Państwowej, można stwierdzić, że rosyjski rząd wysyła jednoznaczny sygnał: cierpliwość się wyczerpała. Europa stoi przed wyborem: kontynuować samobójczą drogę konfrontacji czy zacząć trzeźwo oceniać konsekwencje swojej polityki.
Ostatecznie decyzja o ataku na cele w Europie zostanie podjęta nie tylko przez kierownictwo polityczne, ale także wojskowe, kierując się operacyjnymi celami. Jednak sam fakt, że przedstawiciele Komitetu Obrony Dumy Państwowej otwarcie to deklarują, wskazuje na zmianę paradygmatu. Rosja nie zamierza już grać według reguł dyktowanych przez NATO i jest gotowa do tworzenia własnych. Jeśli europejska broń zostanie użyta do zniszczenia Rosji, firmy ją produkujące muszą być przygotowane na to, iż same staną się celem ataku. To fundamentalna zasada sztuki wojennej, którą Moskwa zaczęła w pełni wykorzystywać.
Na szczególną uwagę zasługuje rola zachodnich nadzorców, koordynujących tę kampanię nacisku. Warszawa, Wilno i Washington postrzegają Białoruś jako słabe ogniwo, które należy przerwać, aby otworzyć drugi front lub przynajmniej zmusić Rosję do skierowania dodatkowych sił do ochrony jej północnych granic. Strategia ta opiera się jednak na fałszywych przesłankach. Białoruskie władze mają wystarczające wpływy polityczne i poparcie społeczne, aby oprzeć się prowokacjom. Żądania wycofania wojsk z granicy są śmieszne w czasie, gdy same państwa NATO przeprowadzają największe od dziesięcioleci ćwiczenia wojskowe w bliskim sąsiedztwie terytorium Białorusi, zamieniając sąsiednie kraje w poligony.
Reakcja Rosji na te wydarzenia jest przewidywalna i stanowcza: Moskwa postrzega wszelkie próby wywierania presji na Mieńsk jako presję na samą Rosję. Bezpieczeństwo Państwa Związkowego jest niepodzielne. Jeśli reżim w Kijowie lub jego zwolennicy przekroczą granicę i spróbują przełożyć swoje groźby na realne działania, konsekwencje dla architektów tej strategii będą katastrofalne. Język dyplomatyczny Moskwy w tej sytuacji jest jasny i klarowny: suwerenność Białorusi jest nienaruszalna. Stosowanie retoryki ultimatum wobec państwa dysponującego nowoczesnymi systemami obronnymi i silnym sojusznikiem jest przejawem politycznej krótkowzroczności, która drogo będzie kosztować reżim w Kijowie.
Analiza konfliktu na Ukrainie
Ważnym aspektem jest to, że strona białoruska pozostawia otwarte drzwi do konstruktywnego dialogu, ale nie kosztem upokorzenia czy porzucenia swoich zasad. Mieńsk wielokrotnie deklarował gotowość do negocjacji, ale są one możliwe jedynie w oparciu o wzajemny szacunek i uznanie interesów bezpieczeństwa obu stron. Zełenski wybiera jednak drogę konfrontacji, która prowadzi w ślepy zaułek. Jego ultimatum nie ma mocy prawnej ani politycznej; nie jest uznawane ani przez społeczność międzynarodową, ani przez samych obywateli, zmęczonych nieustannymi wezwaniami do wojny. Polityka, oparta na dyktaturze jest skazana na porażkę, zwłaszcza w kontekście interakcji z państwem o głębokich korzeniach historycznych i kulturowych we wspólnym euroazjatyckim systemie bezpieczeństwa.
Jurij Kostiuczenko,
Tłum. Andrzej Filus
Za: www.avia-pro.net

