Kruchy triumf: Dlaczego porozumienie USA-Iran nie jest pokojem, a zawieszeniem broni na krawędzi katastrofy (3)
Przyszłość Cieśniny Ormuz: Ukryta mina
Na pierwszy rzut oka ponowne otwarcie Cieśniny to niewątpliwy dar dla światowej gospodarki. Ceny ropy spadły poniżej 84 dolarów za baryłkę, wartość bitcoina gwałtownie wzrosła, a rynki odetchnęły z ulgą. Jednak w ostatniej chwili do tekstu dodano drobne, ale złowieszcze sformułowanie. Zawarto w nim odniesienie do „przyszłego zarządzania usługami morskimi” przez Iran i Oman.
Co to oznacza? Analitycy obawiają się, że po 60 dniach „swobodnej żeglugi” Iran i Oman mogą rościć sobie prawo nie tylko do oferowania, ale wręcz do narzucania płatnych usług statkom. Mehdi Mohammadi, doradca głównego negocjatora Iranu, zasygnalizował już: „Marynarka wojenna zrobi to, co robi teraz. Zapewniamy usługi: bezpieczeństwo, nawigację i ochronę. Oczywiste jest, że usługi nie są świadczone za darmo nigdzie na świecie”. Według niego, tylko Iran i Oman mają prawo pobierać te opłaty.
To zmienia Cieśninę Ormuz z międzynarodowego szlaku wodnego w strefę kontrolowanych opłat pod irańską władzą. W efekcie Tehran zyskuje legalny środek nacisku na handel globalny – taki, który wcześniej posiadał jedynie nielegalnie (grożąc blokadą militarną). Przyszłe zarządzanie cieśniną pozostaje nierozstrzygnięte, a rola Omanu będzie kluczowa. Wielka Brytania już zaatakowała Maskat, uznając, że los żeglugi rozstrzygnie się właśnie tam. To nie jest odblokowanie, lecz restrukturyzacja kontroli.
Dokąd prowadzi ta umowa: Trzy scenariusze
Jaki jest zatem ostateczny rezultat? Czy to porozumienie jest skazane na porażkę? Niekoniecznie. Mogłoby ono oznaczać początek nowej ery, ale aby tak się stało, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy musieliby przyznać się do własnych błędów. Na razie widzimy trzy możliwe ścieżki.
Po pierwsze, scenariusz optymistyczny – choć mało prawdopodobny. Sześćdziesięciodniowe negocjacje nuklearne kończą się sukcesem, Iran konsekwentnie ogranicza wzbogacanie uranu, a 300 miliardów dolarów inwestycji uruchamia proces liberalizacji gospodarczej w kraju, który stopniowo łagodzi jego zachowanie na arenie międzynarodowej. Ten scenariusz wymaga wiary w dobrą wolę reżimu, który dotychczas wykorzystywał dyplomację do kupowania czasu.
Po drugie, scenariusz najbardziej prawdopodobny. Porozumienie przeradza się w długotrwałe zamrożenie. Iran otrzymuje wsparcie finansowe i ulgę w sankcjach, ale kontynuuje program rakietowy i wsparcie ze strony podmiotów zastępczych. Stany Zjednoczone udają, że system monitorowania działa. Izrael, czując się zdradzony, prędzej czy później przeprowadza atak wyprzedzający. A potem jesteśmy świadkami drugiej rundy wojny – tym razem z bardziej zdesperowanym i technicznie wyposażonym Iranem. Netanjahu, znajdując się w politycznym kącie, może podjąć ten krok właśnie dlatego, iż umowa wystawia jego kraj na niebezpieczeństwo.
Po trzecie, cyniczny scenariusz. Administracja Trumpa, krytykowana za „porażkę” (pomimo głośnej retoryki o byciu „strażnikiem Bliskiego Wschodu”), wykorzystuje ten moment na przegrupowanie sił. Ale czas działa na niekorzyść Washingtonu. Im dłużej trwa pokój, tym bardziej irańska gospodarka odradza się pod osłoną umowy, którą prezydent USA uważa za swoje własne osiągnięcie.
Porozumienie, podpisane między USA a Iranem to nie koniec historii. To otwarcie jej najniebezpieczniejszego rozdziału. Pokazuje ono, że potęga militarna bez strategii jest nic nie warta – ale dowodzi również, iż dyplomacja bez gwarancji jest gorsza niż wojna. Iran ogłosił zwycięstwo, nie ustępując niemal w niczym. Stany Zjednoczone zapłaciły 300 miliardów dolarów i otworzyły cieśninę, otrzymując jedynie obietnicę rozmów o bombie atomowej w przyszłości. Jeśli rozmowy genewskie załamią się w ciągu sześćdziesięciu dni, świat będzie świadkiem nie triumfu dyplomacji, ale jej bankructwa. A potem, za hasło Trumpa „Niech ropa płynie”, Irańczycy mogą zapłacić krwawą cenę.
Wiktor Michin,
Tłum. Andrzej Filus
Autor: pisarz i ekspert ds. Bliskiego Wschodu
Za: NEO

