Bractwa studenckie a sprawa gwałtu na Cornell (2)
Wojna z wiedzą
To wojna z wiedzą, toczona w imię wiedzy.
„Wiedza” – jak pisali C. Wright Mills i Alan Wolfe w książce Elita władzy – „nie jest już powszechnie postrzegana jako ideał; traktuje się ją jako narzędzie. W społeczeństwie władzy i bogactwa wiedzę ceni się jako instrument zdobywania władzy i majątku, a także – oczywiście – jako ozdobę konwersacji”.
James O. Freedman – były rektor Dartmouth College – walczył z zakorzenioną na uczelni kulturą elitaryzmu, poczuciem wyższości białych mężczyzn, bractwami studenckimi i kultem futbolu. Pismo The Dartmouth Review opublikowało artykuł okładkowy, w którym przedstawiono Freedmana – Żyda z pochodzenia – jako Hitlera, sugerując, że realizuje on „ostateczne rozwiązanie” kwestii tradycyjnego konserwatyzmu w Dartmouth.
W swoim przemówieniu inauguracyjnym Freedman powiedział:
„Musimy stać się bardziej atrakcyjni dla tych wyjątkowych studentów, których największą radością nie jest koleżeństwo w grupie rówieśników, lecz samotne pisanie wierszy, doskonalenie gry na wiolonczeli, rozwiązywanie zagadek matematycznych czy tłumaczenie utworów Katullusa. Musimy uczynić z Dartmouth miejsce przyjazne studentom, którzy »podążają za innym rytmem« – tym kreatywnym samotnikom i odważnym marzycielom, dla których zaangażowanie w życie intelektualne i artystyczne jest tak silne, iż rozumieją oni – o czym przypominał widzom Szekspira Prospero – iż dla niektórych ludzi biblioteka stanowi »księstwo wystarczająco wielkie«”.
Była to walka z góry skazana na porażkę i samotna. Dartmouth okazało się odporne na zmiany.
Andrew Lohse, były członek bractwa studenckiego w Dartmouth, stał się bohaterem artykułu w magazynie Rolling Stone. Spotkał się z ostracyzmem nie tylko ze strony studentów, ale i władz uczelni, ponieważ publicznie ujawnił praktyki znęcania się i upokarzania (tzw. hazing), których sam doświadczył.
„Należałem do bractwa, które od kandydatów ubiegających się o przyjęcie w szeregi »braci« wymagało między innymi: pływania w dziecięcym baseniku, wypełnionym wymiocinami, moczem, odchodami, nasieniem i zepsutym jedzeniem; jedzenia omletów z wymiocin; wypijania duszkiem kubków octu, co w jednym przypadku doprowadziło do wymiotowania krwią; picia piwa, wlewanego w szparę między pośladkami innych kandydatów…” – pisał. Zarzucał on 17 bractwom męskim, 11 żeńskim i trzem koedukacyjnym domom studenckim Dartmouth – do których należała mniej więcej połowa studentów – utrwalanie kultury „powszechnej fali, nadużywania substancji odurzających i napaści seksualnych”, a także „upajającego nihilizmu”, który dominuje w życiu towarzyskim kampusu.
„Jedną z rzeczy, których nauczyłem się w Dartmouth – i która tworzy psychologiczny wzorzec dla wielu tamtejszych mężczyzn – jest to, że dobrzy ludzie potrafią wyrządzać sobie nawzajem potworne krzywdy bez absolutnie żadnego powodu” – pisał. „Życie w bractwach stanowi sedno dysfunkcji społecznych i kulturowych tej uczelni”.
Każda próba pociągnięcia do odpowiedzialności drużyn futbolowych czy organizacji typu „Greek” (bractw i stowarzyszeń studenckich) jest odbierana jako atak na zbiorową tożsamość, która nadaje uniwersytetom poczucie prestiżu i siły. Wszyscy, którzy kwestionują te organizacje lub je krytykują, traktowani są jak wrogowie.
Bernard Lefkowitz ukazał patologię tej kultury w swojej książce Our Guys: The Glen Ridge Rape and the Secret Life of the Perfect Suburb. Opisał w niej grupę licealnych sportowców z Glen Ridge w stanie New Jersey, którzy w 1989 roku zwabili do piwnicy 17-letnią dziewczynę z niepełnosprawnością intelektualną. Chłopcy dopuścili się wobec niej napaści seksualnej, używając kija od szczotki i kija baseballowego. Gdy sprawa wyszła na jaw, społeczność miasteczka stanęła murem nie za ofiarą, lecz za „naszymi chłopakami”.
Kobieta, która twierdzi, że została odurzona i zgwałcona przez członków bractwa z Cornell, otrzymuje – według jej prawnika Thomasa Giuffry – „liczne groźby” mające skłonić ją do wycofania powództwa cywilnego.
Świat korporacji postrzega futbolistów oraz członków i członkinie bractw jako idealnych kandydatów do pracy. Studenci są kształtowani tak, by dołączać do drużyny, rezygnować z autonomii moralnej, akceptować i wykonywać poniżające czynności, traktować z pogardą osoby sprzeciwiające się im lub odmienne, definiować swoje życie poprzez infantylny narcyzm, skupiony na chciwości i autopromocji oraz milczeć na temat przestępstw, których są świadkami – lub w których uczestniczą.
To istota etyki korporacyjnej.
Rządząca elita postrzega organizacje i uniwersyteckie programy sportowe jako poligon doświadczalny dla amoralnej klasy spekulantów, bankierów i korporacjonistów, jacy rabują kraj. Celem jest wyszkolenie ludzi, by podporządkowali się stadu i bezkrytycznie wykorzystywali umiejętności techniczne i zawodowe w służbie systemowi.
Te siły konformizmu są wrogie naukom humanistycznym, gdzie studenci uczą się kwestionować założenia i struktury. Nauki humanistyczne popychają studentów do poszukiwania sensu życia i kodeksu etycznego, który kwestionuje ślepe, utylitarne posłuszeństwo władzy i zyskowi, wpajane przez korporacje i wojsko.
Celem edukacji nie jest mówienie uczniom, co mają myśleć, ale nauczenie ich, jak myśleć. Chodzi o zaszczepienie im zdolności do dokonywania moralnych wyborów i moralnego działania.
Najnowszy przypadek napaści seksualnej to brutalny akt oskarżenia Uniwersytetu Cornell i brutalny akt oskarżenia nas samych.
Chris Hedges,
Tłum. Andrzej Filus
Chris Hedges to dziennikarz, laureat Nagrody Pulitzera, który przez 15 lat był korespondentem zagranicznym „The New York Times”, gdzie pełnił funkcję szefa biura na Bliskim Wschodzie i Bałkanach. Wcześniej pracował za granicą dla „The Dallas Morning News”, „The Christian Science Monitor” i NPR. Jest gospodarzem programu „The Chris Hedges Report”.
Za: ScheerPost

