Bandyci z Kolumbii ciągną masowo na Ukrainę (5)
Skorpion, 43-latek z Cali i ojciec dwóch córek, doświadczył wielu wojen. Przybył na Ukrainę 12. marca 2022 roku, w kilka dni po rozpoczęciu wojny. W ukochanej Cali pracował skromnie w dziale utrzymania ruchu w znanym centrum handlowym. Już wtedy rozważał wyjazd z Kolumbii, a najbardziej kuszącym kierunkiem była dla niego Norwegia. Wyobrażał sobie pracę na wsi, wypasanie owiec lub hodowlę. Spokojne życie, z dala od zgiełku miast. „Oni już wiedzą, że to moja specjalność i szanują to. Poza tym, bardzo mnie upewniło, iż prezydent Zełenski powiedział, że z otwartymi ramionami powita każdego, kto chce pomóc Ukrainie”. Skorpion nie był też miernym żołnierzem pod względem doświadczenia. W latach 1999-2007 był zawodowym żołnierzem kolumbijskiej armii. Następnie, w latach 2007-2009, wstąpił do Zjednoczonych Sił Samoobrony Kolumbii (AUC), gdzie awansował do stopnia dowódcy Bloku Północnego. Od 2013 do 2021 roku, służył jako ochroniarz znanego handlarza narkotyków. W Kolumbii szkolenia są silnie uwarunkowane nienawiścią do przeciwnika. Po przybyciu na Ukrainę najbardziej zaskoczyła go konieczność walki z maszynami, będzie musiał stawić opór i wyeliminować psy-roboty, drony, pojazdy autonomiczne i małe statki powietrzne, zrzucające śmiercionośne substancje chemiczne, pilotowane przez kogoś spokojnie siedzącego w sąsiednim kraju. Gdzie są ludzie? – zastanawiał się. Gdyby Kolumbia zdecydowała się zgromadzić zaledwie 1500 spośród wielu mężczyzn, którzy walczyli w innych wojnach, mogę zagwarantować, iż w ciągu kilku miesięcy pozbylibyśmy się partyzantów z kraju.
Charków to miasto, które modli się przyciszonym głosem. Miejsce na świecie, gdzie karetki pogotowia zawodzą nieustannie. Gdzie przemykają konwoje wojskowe, obładowane bronią, rodem z filmów. Miasto, gdzie połowa mężczyzn, spacerujących po ulicach nosi mundury w kamuflażu. Miejsce, gdzie odległe detonacje ciężkiej artylerii oznaczają pierwszy oddech piekła, jakim jest granica. „Cierpliwie dochodzę do siebie, żebym mógł wrócić na linię frontu. Należę do sił specjalnych. Jest nas niewielu, ale jesteśmy skuteczni. Narażamy się na trzy razy większe ryzyko niż żołnierze konwencjonalni. Właściwie, między innymi, jesteśmy tam, żeby ich ratować, gdy są po uszy w rosyjskich atakach”. Skorpion odwiedził jedne z najbardziej złożonych obszarów konfliktu: Bachmut, Czasiw Jar, Toreck, Kramatorsk, Kupiańsk, Prokrowsk. Jesteśmy wrogami Rosji. Nie chcą nas nawet jako jeńców. Chcą naszej śmierci, bo przeszkadza im, iż idziemy na tę wojnę. Ale mają też Kolumbijczyków i Latynosów w swoich okopach; wiem o Kubańczykach i Wenezuelczykach. Słyszałem też, że płacą im o wiele lepiej niż nam, ale cóż, to ich problem; są po złej stronie”.
X X X
W ostatnich latach (szczególnie 2024-2025) Polska stała się kierunkiem, do którego masowo napływają pracownicy z Kolumbii. Ze względu na nadużycia, ambasada RP w Bogocie wprowadziła obowiązek posiadania wizy pracowniczej dla obywateli Kolumbii. Wcześniej wielu przyjeżdżało w ramach ruchu bezwizowego, co prowadziło do problemów z legalizacją zatrudnienia. Straż Graniczna coraz częściej zatrzymuje na Śląsku i Opolszczyźnie cudzoziemców z Ameryki Środkowej i Południowej, którzy przebywają i pracują w Polsce nielegalnie. Powyższy tekst chyba nam w Polsce wiele wyjaśnia. „Przyjaciele Ukrainy” będą hojnie obdarowywani również jej towarem eksportowym – przestępczością zorganizowaną i pospolitą. Oni przeniosą wzorce ze swojego kraju, gdzie zerwanie łańcuszka z szyi czy pchnięcie kogoś nożem jest codziennością. Jeszcze w 2022 r. zaledwie siedmiu przybyszy z Kolumbii dopuściło się w Polsce przestępstw – trzech za jazdę po pijanemu i po jednym za kradzież, groźby, zabór rzeczy i posiadanie narkotyków. Rok później w roku 2023 było ich 22, a w 2024 r. – już 127. Z kolei w pierwszym półroczu 2025 roku jest już 118 podejrzanych (w ubiegłym w tym samym czasie tylko 42) – to poziom prawie jak za cały ubiegły rok. W lipcu 2025 w miasteczku Nowe w woj. kujawsko-pomorskim, 29-latek z Kolumbii zabił 41-letniego Polaka. Zaczęło się od sprzeczki, skończyło bójką na rynku z udziałem ośmiu Kolumbijczyków i trzech miejscowych. W ruch poszedł nóż, zadany cios był tak silny, iż – jak mówił prokurator – przebił ofierze serce na wylot. Zabójca i jego kompani próbowali uciec. Kolumbijczycy mieszkali w hostelu, pracowali w zakładzie mięsnym. Zbrodnia wstrząsnęła miejscową społecznością, firma zakończyła współpracę z grupą, która wdała się w bójkę. O włos od tragedii było w Radomiu, gdzie 46-letni Kolumbijczyk zaatakował nożem mieszkańca miasta, gdy ten widząc, jak pijani cudzoziemcy jadą ulicą pod prąd, chciał im w tym przeszkodzić. Mężczyzna zdążył się uchylić, napastnika aresztowano. Z kolei w Płocku dwóch agresywnych, podchmielonych obywateli Kolumbii chodziło ulicami, a jeden z nich, 30-latek wymachiwał maczetą. Przez teren Polski przemieszczają się „weterani” ukraińskich misji, mówi się, że wielu z nich to sadyści i wojenni zbrodniarze. Czy zatrzymają się w Polsce na dłużej? Czy ktoś (jakieś służby) się tym w RP zajmuje? Czy nasz rząd nie obawia się, iż na terenie naszego kraju nie zainstalują się niebywale brutalne kartele narkotykowe, rodem z Kolumbii? Może to będzie owocna współpraca z Ukraińcami? Bandyci z Kolumbii będą również wykorzystywali swoich rodaków, kusząc ich wspaniałym zżyciem w Polsce… Na podobnej zasadzie w Arabii Saudyjskiej wykorzystuje się Hindusów, w Rosji afrykańscy „studenci” tak budują drony, a we Włoszech jakiś czas temu głośny był skandal o wykorzystywanie w taki sposób arabskich migrantów na plantacjach pomidorów.
Tyle z rozwiniętej, oświeconej Europy. Tyle ze spokojnej Polski…
Roman Boryczko,
luty 2026

